poniedziałek, 2 maja 2011

Boże wskazówki do życia w wierze - cz 2

Kontynuując część 1:


Wskazówka 5: Szczęście. Kluczowa koncepcja: chcieć tego co masz

Światowa definicja szczęścia to posiadanie tego, co chcemy. Reklamy mówią nam, że potrzebujemy mnóstwa rzeczy, które są lepsze, szybsze, droższe i łatwiejsze w użyciu niż te, które już mamy. Trendy mody narzucają co chwila kupowanie ciągle czegoś nowego, aby nadążyć za innymi i nie być gorszym. Jednym słowem świat, który jest na usługach diabła, skupia naszą uwagę na tym, czego nie mamy, ucząc nas chciwości i pożądania.

Bożą koncepcja szczęścia możemy zamknąć w przysłowiu: „Szczęśliwy człowiek, który chce tego, co posiada”. Kiedy zaczniesz cenić to, co już masz, będziesz szczęśliwy i zrelaksowany (oraz miał poczucie sukcesu i spełnienia)

„Pobożność jest wielkim zyskiem, jeżeli jest połączona z poprzestawaniem na małym. Albowiem niczego na świat nie przynieśliśmy, dlatego też niczego wynieść nie możemy. Jeżeli zatem mamy wyżywienie i odzież, poprzestawajmy na tym”- 1Tym 6:6-8

„Wystarcza ci łaska moja, bo moc w bezsile dojrzewa” - 2Kor 12:9 (dosł)

A co już mamy? Łaskę zbawienia. Miłość Ojca. Wstęp do nieba. Obietnice nieopuszczenia, bezpieczeństwa, zaspokojenia potrzeb itd.... Jako chrześcijanie uczmy się wiec nie chciwości i pożądania, lecz wdzięczności za to, co już mamy. To gwarantuje upadek kłamstw diabelskich wytrysk źródła prawdziwego szczęścia.

Wskazówka 6: Radość życia. Kluczowa koncepcja: niepohamowana spontaniczność

Jak myślicie, co daje więcej radości: Zaplanowana z detalami wycieczka do ciepłych krajów za ciężkie pieniądze czy może nieplanowana wieczorna bitwa na poduszki z własnymi dzieci ? Oczywiście to dość przejaskrawiony przykład, ale oddaje esencje tego, o co chodzi. A mianowicie o niepohamowaną spontaniczność, która jest sekretem cieszenia się życiem w ogóle. W szczególności, aby cieszyć się chrześcijańskim życiem, musimy zrezygnować z naszej cielesnej tendencji do zachowywania pozorów.
Nie chcemy zrobić czegoś, co nie przystoi i nie chcemy, aby inni źle o nas myśleli, dlatego tłumimy naszą spontaniczność (w języki psychologi można powiedzieć, iż zaduszamy na śmierć nasze wewnętrzne dziecko, które potrzebuje zabawy).
„A teraz, czy chcę ludzi sobie zjednać, czy Boga? Albo czy staram się przypodobać ludziom? Bo gdybym nadal ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusowym” - Gal 1:10

Biblijnym przykładem człowieka radosnego z powodu spontaniczności jest król Dawid. W 6 rozdziale 2 księgi Samuela czytamy, jak Dawid skakał i robił mnóstwo nieprotokolarnych jak na króla rzeczy z czystej radości sprowadzenia skrzyni przymierza. Diabeł nawet poprzez jego żonę Michal nie był w stanie odebrać mu tej radości. Krótko mówiąc, o wiele większą radość będziesz mieć, gdy zamiast ludziom będziesz chciał przypodobać się Bogu!

O radości możesz też przeczytać w poście: Poszukiwane Królestwo cz3.



Wskazówka 7: Bezpieczeństwo. Kluczowa koncepcja: patrzenie na to, co wieczne.

O bezpieczeństwie pisałem już nie raz (zobacz post Bezpieczeństwo w Bogu) dlatego teraz napisze jedynie skrótowo myśl Naila Andersena.

Chrześcijanie często czują się zagrożeni, ponieważ polegają na rzeczach doczesnych, nad którymi nie mają żadnej kontroli (np. na swoich pieniądzach, zdrowiu) zamiast na wiecznych, które są obiecane przez Boga:

„Owce moje głosu mojego słuchają [...] I Ja daję im żywot wieczny, i nie giną na wieki, i nikt nie wydrze ich z ręki mojej. Ojciec mój, który mi je dał, jest większy nad wszystkich i nikt nie może wydrzeć ich z ręki Ojca” - J 10:27-29

„Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” - Rz 8:38-39

Jim Eliot misjonarz zamordowany w Ekwadorze przez Indian w 1956 r powiedział: „Nie jest głupcem, kto oddaje to, czego nie będzie mógł zatrzymać, by zyskać to, czego nie będzie mógł stracić”

„Ale wszystko to, co mi było zyskiem, uznałem ze względu na Chrystusa za szkodę. Lecz więcej jeszcze, wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa” - Flp 3:7-8


Wskazówka 8: Pokój. Kluczowa koncepcja: rozwiązanie wewnętrznego konfliktu

Pokój na ziemi tego pragną wszyscy. Nikt nie może jednak zagwarantować zewnętrznego pokoju na ziemi, ponieważ nikt nie potrafi sprawować kontroli nad innymi ludźmi i okolicznościami. Z przerażającą regularnością narody podpisują i zrywają kolejne traktaty pokojowe. Jedna grupa zwolenników pokoju demonstruje przed drugą grupą zwolenników pokoju, aż kończy się to wzajemną kłótnią. Wszyscy mówią: „Były pokój, gdyby tylko tacy i siacy byli inni”

A jednak zmienić można tylko siebie! Kluczem do doświadczenia pokoju jest zrozumienie, że jest on sprawą wewnętrzną (indywidualną i własną). Pokój z Bogiem nie jest czymś, do czego dążymy. Jest czymś, co biblia mówi, że już mamy i to na wieki !

„Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa” - Rz 5:1

„Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka” - J 14:27

Jeżeli twoje serce jest nasiąknięte chaosem, który codzienne serwuje nam diabeł to ciężko jest odczuwać pokój a bez niego ciężko jest być skutecznym świadectwem odmienionego chrześcijanina. To więc co każdy z nas codziennie powinien robić to powtarzać sobie: „Nie ma takiej rzeczy, której ja i Bóg nie moglibyśmy razem rozwiązać”.

„Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu. A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie” - Flp 4:6-7


A teraz gdy poznałeś te osiem wskazówek, co powiesz? „No dobrze to prawda, ale ja i tak wierzę, że....” ? W jaki sposób będziesz więc żył: Z godnie z prawdą czy z godnie w to, w co wierzysz ? Niestety człowiek zawsze żyje według tego, w co wierzy, nawet jeśli wie, że nie jest to prawda.

A więc w co wierzysz? W szukaniu odpowiedzi na to pytanie polecam posty Przez wiarę, oraz Moc wiary w prawdę.

czwartek, 21 kwietnia 2011

Cele a pragnienia

Dzisiaj wyjątkowo trochę świeckiej wiedzy psychologicznej. Niech jednak nikt nie rezygnuje, bo pomimo iż jest świecka, teolog Neil Anderson w swojej książce „Zwycięstwo nad ciemnością” uznał ją za kluczową w życiu chrześcijanina do życia, do jakiego powołał nas Bóg, a ponieważ ja zgadzam się z tym stwierdzeniem całkowicie, postanowiłem podzielić się nim na ramach swojego bloga.

A więc: Czy wiecie, jaka jest różnica między celem a pragnieniem? Otóż:
  • Cel to każdy konkretny rezultat odzwierciedlający Boży zamiar dla twojego życia, który nie zależy od innych ludzi ani okoliczności wykraczających poza twoją możliwości i prawo do sprawowania nad nimi kontroli.
  • Pragnienie zaś to każdy konkretny rezultat, który uzależniony jest od współpracy innych ludzi lub okoliczności, nad którymi nie możesz sprawować kontroli.
Nad kim możesz sprawować kontrolę i masz do tego prawo? Praktycznie nad nikim z wyjątkiem siebie samego.

Przyczyną braku udanego pełnego życia w Chrystusie wielu chrześcijan jest właśnie to że mylą cele z pragnieniami! Nasza ludzka natura jest tak skonstruowana, że gdy cel, jaki sobie postawimy, odwleka się na skutek jakichś osób lub wydarzeń (na które nie mamy wpływu) zaczynamy być nerwowi, agresywni i w konsekwencji nieszczęśliwi. Gdy zaś cel ten okazuje się zupełnie niemożliwy, wtedy popadamy w poczucie beznadziejności i depresji (na skutek budowania swojej wartości na naszych celach zamiast na Chrystusie) Nawet wersety takie jak Flp 4:13 nam wtedy nie pomagają, gdyż fakty są przeciwko naszej wierze. Cel, a razem z nim poczucie własnej wartości jest niemożliwy. Wiedza o tym daje nam szansę poprawy sytuacji. Rozwiązaniem jest zmiana wiary tzn w tym wypadku celu.

Przykład: Jeśli podoba mi się jakaś dziewczyna i obieram sobie za cel „poderwanie jej” to wystawiam się na atak diabła (patrz Ef 4:27). Jeśli ta dziewczyna podejmie suwerenną decyzję, iż nie podobam się jej (nie jestem w jej typie, na co nie mam wpływu) to w ten sposób zablokuje mój cel. Mój zablokowany cel wpędzi mnie w depresję (np. na skutek upadku wiary w swoją męskość) i diabeł odniósł zwycięstwo wyeliminowania mnie z życia pełnego radości Chrystusa. Jeśli natomiast zamienię mój cel zdobycia tej dziewczyny w pragnienie bycia z tą dziewczyną, to zablokowanie tego pragnienia nie jest tak bolesne, gdyż na pragnieniach nie buduje się poczucia swojej wartości.

Inny przykład: Jeśli jakaś kobieta postawi sobie za cel bycie dobrą żoną i matką to jakiekolwiek trudności w jej rodzinie np. niegrzeczne dzieci czy „oporny” mąż sprawią w niej zgorzknienie i zniechęcenie co jeszcze bardziej pogrąży jej rodzinę w napięciach i tym bardziej odsunie jej cel, co jeszcze bardziej będzie ją dołowało itd.... Jedynym ratunkiem dla niej jest zamiana celu bycia dobrą matką na Boży cel dla niej, czyli „Bycia taką żoną i matką, jaką chce Bóg” (co oczywiście wymagać będzie on niej poznania jego woli i zmusi ją do spędzenia więcej czasu z nim, co może wyjść tylko na dobre). Kto może zablokować tak sformułowany cel? Tylko ona sama! Oczywiście, jeśli powie, że jej pragnieniem będzie także bycie dobrą matką to nie ma nic złego w takim pragnieniu, ale dzięki temu, iż nie będzie ono celem, zabezpieczy tę kobietę przed gniewem, agresją i wszelkim zgorzknieniem, a w konsekwencji może doprowadzić jej rodzinę do rozkwitu i spełnienie tego pragnienia.

Jeszcze jeden przykład: Moim praniem jest mieć dom, żonę i dzieci tzn bycie mężem i ojcem. Jednak moim celem jest bycie w roli, do jakiej powołał mnie Bóg (patrz 2P 1:10). Oznacza to iż jeśli chce być konsekwentny, to muszę być gotowy na wypadek, gdyby Bóg posłał mnie np. do Ugandy, abym był misjonarzem. Takie powołanie (gdyby się stało) stałoby w sprzeczności z moim pragnieniem stabilizacji i ciepłego, cichego zakątka własnego domu. Jednak ponieważ pragnienie to nie cel wciąż mogę zachować radość z życia w pełni Chrystusowego powołania. Nie mniej nie zapominajmy, iż większość naszych pragnienie odzwierciedla Boże pragnień dla nas, więc nie musimy się bać, że Bóg jest sadystą, który zrobi nam specjalnie na przekór, aby patrzeć, jak cierpimy, gdy nasze marzenia niespełnianą się. O ile marzenia te nie są sprzeczne w sposób jawny z Bożą wola (oraz Biblią) oraz o ile stoją na miejscu drugim, względem Bożych celów dla nas to prawie zawsze spełniają się :) A jeśli nie to znak że trzeba poczekać (zobacz posty Cierpliwość popłaca i A co jeśli się nie spełnia)

Obieranie Bożych celów (tzn. bycia taką osobą, jaką chce Bóg) ma też taką zaletę oprócz niemożliwości zablokowania ich przez innych, że są one jak najbardziej możliwe do wykonania, a wręcz pewne, o ile podążamy za Jezusem!

„Doświadczenie was nie wzięło, chyba że ludzkie; wierny jest zaś Bóg, który nie pozwoli, żebyście wy zostali doświadczeni, ponadto co możecie, ale uczyni razem z tym doświadczeniem i wyjście, by móc wytrzymać” - 1Kor 10:13 (dosł)

Parafrazując: „Bóg jest wierny i da wam taki cel, abyście byli w stanie z jego pomocą dać radę go spełnić”

„[Dziękuję Bogu mojemu za was] mając tę pewność, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło (wasz cel), będzie je też pełnił aż do dnia Chrystusa Jezusa” - Flp 1:6

„Gdzież jest taki ojciec pośród was, który, gdy syn będzie go prosił o chleb, da mu kamień? Albo gdy będzie go prosił o rybę, da mu zamiast ryby węża?” - Łk 11:11

Pomyśl chwilę, czy dał(a)byś swojemu 5 letniemu dziecku zadanie skoszenia trawnika na boisku futbolowym, które jest w innym mieście, dając mu jedynie zepsutą kosiarkę bez benzyny i nie mówiąc, jak ma to zrobić, a na dodatek grożąc, iż jeśli zadanie to nie będzie wykonane na wczoraj, to wyrzucisz je z domu i przestaniesz kochać? Myślisz, że o wiele doskonalszy, miłosierny Bóg by tak zrobił ?

„Jeśli tedy wy, będąc złymi, potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy go proszą” - Mat 7:11

sobota, 16 kwietnia 2011

Moc wiary w Prawdę

Ponieważ książka Neila Andersona „Zwycięstwo nad ciemnością” robi ostano na mnie ogromne wrażenie, dzisiejszy post również będzie oparty o rozdział tej książki o takim samym tytule.

„A wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy” - Hbr 11:1
„Przed czym drży bezbożny, to spada nań, lecz czego pragną sprawiedliwi, to im bywa dane” - Prz 10:24

Wiara jest pewnością. Pewnością tego, czego się spodziewany. Innymi słowy, to w co wierzysz staje ci się (o ile nie jest sprzeczne z Bożą wolą).

„A gdy wszedł do domu, przyszli do niego ci ślepi. I rzekł im Jezus: Czy wierzycie, że mogę to uczynić? Rzekli mu: Tak jest, Panie! Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: Według wiary waszej niechaj się wam stanie” - Mat 9:28-29

A więc w co wierzę? Jaką wiarą karmię codziennie swoje duchowe ciało? Dokładnie takie samo pytanie dałem w poście Przez wiarę. Wtedy opisem o tym w jakiego Boga wierzę. Dzisiaj rozwinę temat oraz zadam pytanie, w co wierzę, odnośnie do mojego codziennego życia.

Niestety mówienie, aby żyć przez wiarę, bez informacji, w co trzeba wierzyć, nie ma sensu, albowiem wiara opiera się na swym przedmiocie. Każdy nawet niewierzący (w Boga) żyje przez wiarę, np. jadąc samochodem, wierzy, że inni kierowcy dostosują się do czerwonego światła, gdy on przejeżdża przez skrzyżowanie. Im bardziej będzie znał innych kierowców, tym większą wiarę będzie miał w to że się dostosują (lub nie) i jego wiara będzie rosnąć, on zaś będzie jeździł swobodniej.
Jeżeli przedmiotem mojej wiary jest Bóg (jego miłość i moc) to jeśli słabo go znam, to będę miał słabą wiarę. Jeżeli zaś dobrze znam Boga, jego miłość i moc to będę miał dużą wiarę.

Czy inni kierowcy są wiarygodni? Stali i niezmienni? Raczej nie. Bóg natomiast TAK. Oznacza to że Bóg jest doskonałym przedmiotem wiary. Wiara w Boga zawodzi tylko wtedy, gdy ludzie źle Go rozumieją. Stąd prosty wniosek, iż: „Im lepiej znasz przedmiot swojej wiary, tym jest ona silniejsza”.
Ludzie często modlą się: „Boże daj mi więcej wiary”. Jedynym sposobem powiększenia swojej wiary jest powiększenie swojej wiedzy o Bogu, w którym tę wiarę się pokłada. Wiara bowiem płynie z poznania.

„Wiara tedy jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe” - Rz 10:17

„Wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie” - Jk 2:17

W poście wstań i idź, pokazałem przykład syna marnotrawnego, który nie tylko postanowił wrócić do ojca (uwierzył) ale również do niego poszedł (działał). Tak samo można przytoczyć obraz syna i ojca na basenie. Ojciec namawia syna, aby ten wskoczył do basenu w ramiona czekającego ojca. Syn wierzy, że ojciec go kocha. Wierzy też, że ma noc go złapać. Jeśli jednak na wierze skończy i nie odważy się wskoczyć do basenu, to nigdy nie zazna uczucia objęcia w ojcowskich ramionach.

Trzeba jednak uważać na pewien haczyk. New Age i niektóre ruchy ewangelii sukcesu (przywłaszczające sobie nielegalnie miano chrześcijańskich) naucza, iż: „Jeśli wystarczająco mocno uwierzysz to stanie ci się”. Chrześcijaństwa zaś naucza: „To jest prawda, dlatego w to wierzymy”. Tzn wiara w coś nie czyni tego prawdziwym, a niewiara w coś nie czyni tego nieprawdziwym! Niewiara w piekło nie obniży w nim temperatury ani o jednej stopień.

„Przed czym drży bezbożny, to spada nań, lecz czego pragną sprawiedliwi, to im bywa dane” - Prz 10:24

Pewien nieznany autor napisał wiersz. Oto fragment:

„Jeżeli myślisz, że jesteś pokonany – jesteś,
Jeżeli myślisz, że nie możesz – nie możesz,
Jeżeli chcesz zwyciężać, lecz myślisz, że przegrasz – niemal pewne jest, że przegrasz,
Jeżeli myślisz, że przegrasz – przegrałeś
[...]
Bitwy życia nie zawsze wygrywane są przez silniejszego i szybszego.
Prędzej czy później zwycięża ten człowiek, który myśli, że może.”

Pomyśl, jak wiele osiągnął świat jedynie przez wiarę w swoje możliwości. O ile więcej moglibyśmy my osiągnąć, wierząc naprawdę w Boga (i jego możliwości)! Jednak chrześcijanie w odróżnieniu od świata nie powinni myśleć jedynie pozytywnymi myślami (tzw. afirmacjami). Chrześcijanie są powołani, aby myśleć prawdą.
 
Chrześcijanin posiada większy potencjał sukcesów w życiu niż świat, który jedynie myśli. My mamy moc wiary w prawdę. Wiara wykracza poza ograniczenia umysłu i dotyka świata realnego, choć niewidzialnego. Wiara wierzącego jest tak silna, jak silny jest jej przedmiot, którym jest żywy Chrystus i spisane słowo Boga. Ponieważ przedmiotem wiary chrześcijanina jest nieskończony Bóg wszechświata, nie istnieje praktycznie żadna granica, jeśli chodzi o wyżyny duchowe, ku którym może cię poprowadzić pozytywna wiara.

Poniżej jest zbiór dwudziestu biblijnych prawd na temat naszego sukcesu. Zarówno lista z posta Kim jestem w Chrystusie jak i ta pomoże nam uzewnętrzniać naszą wiarę do życia codziennego, wynosząc nas z kleistego błota „nie mogę” tam, gdzie zasiada Chrystus w niebie, a przecież wszystko mogę w tym który mnie wzmacnia w Chrystusie (Flp 4:13)

LISTA BIBLIJNEGO 'MOGĘ' SUKCESU

  • Dlaczego miałbym mówić, że czegoś nie mogę, skoro Biblia mówi, iż mogę wszystko w Chrystusie, który mnie umacnia (Flp 4:13)
  • Dlaczego miałoby mi brakować czegoś, kiedy wiem, że Bóg zaspokoi wszystkie moje potrzeby według bogactwa swojej chwały w Jezusie Chrystusie (Flp 4:19)
  • Dlaczego miałbym się bać, skoro Biblia mówi, że Bóg nie dał mi ducha bojaźni, lecz mocy, miłości i trzeźwego myślenia (2Tym 1:7)
  • Dlaczego miałoby mi brakować wiary dla realizacji mojego powołania, skoro wiem, że Bóg wyznaczył mi miarę wiary (Rz 12:3)
  • Dlaczego miałbym być słaby, kiedy Biblia mówi, że Pan jest siłą mojego życia i że będę posiadał siłę i działał, ponieważ znam Boga (Ps 27:1, Dn 11:32)
  • Dlaczego miałbym pozwolić, aby szatan panował nad moim życiem, kiedy Ten, który jest we mnie, jest większy niż ten, który jest w świecie (1J 4:4)
  • Dlaczego miałbym akceptować porażkę, kiedy Biblia mówi, że Bóg zawsze prowadzi mnie w zwycięstwie (2Kor 2:14)
  • Dlaczego miałoby mi brakować mądrości, kiedy Chrystus stał się dla mnie mądrością od Boga i skoro Bóg daje mądrość obficie, kiedy go proszę o nią (1Kor 1:30, Jk 1:5)
  • Dlaczego miałbym żyć w depresji, kiedy mogę przypominać sobie Bożą miłość, dobroć i wierność oraz mieć nadzieje (Lm 3:21-23)
  • Dlaczego miałbym być kiedykolwiek w niewoli, skoro wiem, że tam, gdzie Duch Pański, tam wolność (Gal 5:1)
  • Dlaczego miałbym czuć się samotny, skoro Jezus powiedział, że jest ze mną zawsze i że nigdy mnie nie opuści ani nie pozostawi (Mt 28:20, Hbr 13:5)
  • Dlaczego miałbym czuć się przeklęty albo uważać się za ofiarę losu, skoro Biblia mówi, że Chrystus odkupił mnie spod przekleństwa prawa, abym mógł otrzymać Jego Ducha (Gal 3:13-14)
  • Dlaczego miałbym być niezadowolony, skoro jak Paweł mogę nauczyć się zadowolenia w każdych okolicznościach (Flp 4:11)
  • Dlaczego miałbym czuć się bezwartościowy, skoro Chrystus stał się dla mnie grzechem po to, abym ja mógł się stać sprawiedliwością Bożą w Nim (2Kor 5:21)
  • Dlaczego miałby mieć kompleks prześladowania mnie, gdy wiem, że nikt nie może być przeciwko mnie, skoro Bóg jest po mojej stronie (Rz 8:31)
  • Dlaczego miałbym być niespokojny, skoro Bóg jest twórcą pokoju i daje mi poznanie poprzez zamieszkującego we mnie swojego Ducha (1Kor 14:33, 2:12)
  • Dlaczego miałbym czuć się jak ofiara, skoro jestem zwycięzcą we wszystkim przez Chrystusa (Rz 8:37)
  • Dlaczego miałbym pozwolić, aby napięcia życia martwiły mnie, skoro mogę czerpać odwagę ze świadomości, że Jezus pokonał świat i Jego uciski (J 16:33)
✞

piątek, 8 kwietnia 2011

Poszukiwane Królestwo cz 3

W postach Poszukiwanie Królestwa Bożego cz 1 i cz 2 starałem się przybliżyć, czym może być obiekt naszych poszukiwań z wypowiedzi Jezusa:

„Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane” - Mat 6:33

Zadałem wtedy podsumowujące pytanie: Czy znacie coś, co spełnia wszystkie te (omówione w postach wcześniej) wymogi jednocześnie? Wtedy, nie znałem odpowiedzi (nikt też mi nie napisał maila, aby mnie oświecić). Jednak dzisiaj po wielogodzinnej modlitwie i zbliżeniu się do Boga w poszukiwaniu odpowiedzi w miejscu takim jak IHOP, w końcu sam Duch Święty wskazał mi odpowiedz, tam, gdzie przecież było to oczywiste, że ona tam będzie, a mianowicie w piśmie świętym. Wiadomo pod latarnią zawsze najciemniej :)

„Albowiem Królestwo Boże, to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym” - Rz 14:17

Sprawiedliwość, Pokój i Radość te trzy spełniają wszystkie 10 definicji postawionych przez Jezusa w ewangelii Mateusza. Możemy więc połączyć te frazy słowa Bożego w jedną, otrzymując coś takiego:

„Szukajcie najpierw Radości, Pokoju i Sprawiedliwości, a wszystko, inne (czego potrzebujecie), będzie wam dodane” - parafraza Mat 6:33 & Rz 14:17

  • W radości jest coś duchowego (autorytet króla) oraz nasze otwarcie na nią (oddanie podwładnych)
  • Radość jest tam, gdzie panuje cierpliwość i tolerancja.
  • Radość wypełnia nawet najmniejszą część twojego życia.
  • Nawet jeśli jest mała, szybko może stać się bardzo wielka.
  • Zaraża sobą wszystkich, którzy mają z nią kontakt.
  • Jest warta uczynienia wszystkiego, aby jak najszybciej ją mieć.
  • Zawiera absolutne oddanie się jej (doświadczanie w pełni - śmiech).
  • Ratuje wszystkich, którzy chcą być uratowani (Uzdrawia poprawiając nastrój)
  • Daje szansę.
  • Traktuje wszystkich tak samo.
  • Zawiera stanowczość, asertywność, pewność siebie i dumę.
  • Jest w nim hojna.
  • Jest ciężką pracą (Myślicie, że skąd się wzięło powiedzenie „pękać, że śmiechu”).
  • Zawiera determinacje do tego, aby trwała pomimo złodziejskich kłamstw.
  • Ma potencjał, aby rozdzielić mądrych od głupich (Szklanka jest do połowy pełna czy pusta?)

Możecie sobie przeczytać jeszcze raz powyższe punkty (z postu cz 2) wstawiając zamiast Radości Pokój lub Sprawiedliwość i też będzie pasować, bo wszystkie trzy są tak naprawdę jednym i tym samym. Poszukiwanym królestwem Bożym.

„Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni synami Bożymi będą nazwani” - Mat 5:9

„Szukajcie więc Radości, Pokoju i Sprawiedliwości, a wszystko, inne, będzie wam dodane” - Mat 6:33

„To wam powiedziałem, aby radość moja była w was i aby radość wasza była zupełna” - J 15:11

Jarzmo Jezusa

„Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, że jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie odświeżenie dla waszych dusz. Gdyż moje jarzmo jest wygodne, a moje brzemię lekkie” - Mat 11:29-30

Czy wiecie, że powyższe zdanie nie jest rozkazem wzięcia na siebie cierpienia Jezusowego jak niektórzy myślą, ale jest to kolejna przypowieść nawiązująca do naszej relacji z Duchem Świętym ? Cytując Neila T. Andersena z książki „Zwycięstwo nad ciemnością”:

W swojej młodości Jezus był cieślą. W tamtych czasach cieśle nie zajmowali się stawianiem domów. Oni robili drewniane drzwi i jarzma. Jezus wykorzystywał swoje doświadczenia do układania swoich przypowieści np. o bramie duchowego życia (J 10:9) lub o jarzmie. Jarzmo jest to drewniana belka dopasowana do grzbietu dwóch wołów. Jak myślisz czy jarzmo byłoby użyteczne, gdyby ciągnęła je jedna osoba (lub jeden wół) ? Jarzmo działa tylko wtedy gdy dwóch jest połączonych razem i ciągną w tym samym kierunku.

Młody wół jest uczony chodzenia w jarzmie przez połączenie go ze starym, doświadczonym wołem, który „nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał” (Hbr 5:8). Zazwyczaj młody wół uważa, że tempo jest zbyt wolne, więc rwie się do przodu co powoduje jedynie ból karku. „Chłopcy się męczą i nużą, chwieją się słabnąć, lecz ci, którzy zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą” (Iż 40:30-31). Inne młode woły mają pokusę, by się ociągać i lenić, ale życie idzie naprzód (stary wół idzie szybciej) i znów jarzmo zaczyna wywoływać ból. Jeszcze inne woły mają pokusę ciągnięcia w lewo lub w prawo. Potem pewnego dnia młody wół myśli: Ten stary wół wie, o czym mówi. On wie, jak się chodzi. Będę się uczył od niego.

Mam nadzieje, że domyśliliście się, że młody wół to analogia chrześcijanina. Zarówno młodego, który zaraz po nawrócenie rwie się kilometry do przodu nawracając wszystkich w około, nie mając żadnego ugruntowania, jak i starego, który ma już tendencje do ociągania się z tyłu, straciwszy pierwszą werwę (Obj 2:4) oraz i tych, którzy kombinują na skróty, odchodząc z idealnej drogi na pobocza sekt i zwiedzeń (Ga 5:7).
O potrzebie uczenia się od starszych pisałem obszernie w poście Męska odpowiedzialność cz1 Syn, teraz więc skupie się na innym aspekcie tej sprawy.

Zobaczcie, że jarzmo Jezusa jest tym, co tak naprawdę, ratuje młodego woła od zbaczania z idealnej drogi i idealnego tempa. Jednak jak pamiętamy jarzmo działa, tylko gdy idą w nim dwie osoby. Jedną z nich jesteśmy MY, a drugą jest osoba Ducha Świętego, który nas prowadzi i uczy zdrowego wzrostu w Chrystusie jako chrześcijan.

Jezus zapewnia nas, że jego jarzmo jest wygodne i że dzięki niemu zdobędziemy odświeżenie naszych dusz i nauczymy się łagodności i pokory serca. Czyż to nie jest wystarczający argument, aby dać się objuczyć ? :)

Bóg nie może nas zmusić do chodzenia w duchu (tak samo, jak diabeł nie może nas zmusić do chodzenia w ciele). Dajmy się objuczyć, a paradoksalnie zyskamy bardzo wiele, ucząc się wzrastać u boku samego Boga w postaci Ducha Świętego, gdyż taka naprawdę to że Bóg oferuje nam tak wygodne i proste narzędzie (czy też sposób) do naszego wzrastania jest już samo w sobie łaską!

„Bo wszyscy, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi” - Rz 8:14

A do co robi wół nauczony chodzenia w jarzmie ? Wykonuje prace! To jest orze ziemię, aby była gotowa na zasiew. Tak samo i my. Chodząc w jarzmie, pracujmy dla Boga, siejąc ziarno i ewangelizując tych, którzy potrzebują Chrystusa tak jak my kiedyś i dzisiaj w sumie też. (patrz post Daremne sianie)

wtorek, 29 marca 2011

Diamentowa przemiana

Dzisiaj po raz pierwszy w historii tego bloga chciałbym użyć analogi ze świata nauki, wierząc, iż Bóg ukrył w prawach przyrody mechanizmy, które są tak uniwersalne, że można je żywcem przenosić na świat duchowy i społeczny. A więc:

Zgłębiając dalej książkę Neila T. Andersona „Zwycięstwo nad ciemnością” czytamy

Jako nowy chrześcijanin byłeś podobny do bryły węgla: nieatrakcyjnej, dość kruchej, brudzącej w kontakcie. W miarę jednak upływu czasu i pod wpływem ciśnienia i temperatury (patrz post Jak glina w piecu) węgiel przemienia się w piękny, twardy oraz niezwykle użyteczny diament.

Choć początkowa bryła węgla nie jest diamentem, składa się z substancji, która staje się diamentem. Zarówno brzydka i brudna bryła węgla i jak i piękny wyszlifowany diament składają się z tych samych atomów C12 zwane przez chemików po prostu węglem. Jedno i drugie to w 100% węgiel. Gdyby bryła węgla była mieszaniną błota, węgla i rożnych śmieci nigdy nie stałaby się diamentem.

Na podstawie powyższej argumentacji (patrz post Wrzepieni do świętości) można podsumować: „Jesteś teraz nowym stworzeniem! Nie całkowicie nowym, ale autentycznie nowym. My, którzy jesteśmy wierzący, powinniśmy widzieć siebie już nie jako zepsuci i bezradni niewolnicy grzechu, lecz jako ci, którzy zostali stworzeni na nowo w Jezusie Chrystusie”

A więc czy próbujesz stać się kimś, kim już jesteś? Czy próbujesz szorować siebie z brudu i grzechu mając nadzieje, że kiedyś staniesz się diamentem? Co widzisz, patrząc się w lustro? Węgiel czy diament?

„A Bóg wszelkiej łaski, który was powołał do wiecznej swej chwały w Chrystusie, po krótkotrwałych cierpieniach waszych, sam was do niej przysposobi, utwierdzi, umocni, na trwałym postawi gruncie” - 1P 5:10

Analizując powyższy werset widać, iż sam Bóg ukształtowuje nas (poprzez próby) z tego, kim byliśmy tzn. brudnym węglem nadającym się jedynie do spalenia, do tego, czym będziemy, a właściwie już jesteśmy przez wiarę w Chrystusa tzn. diamentem.

„Uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” - Rz 6:11

Boża ofiara przebłagania zmienia grzeszników na świętych. Ta radykalna przemiana formy, dokonuje się w momencie zbawienia tzw. odrodzenie z ducha (J 3:5). Natomiast przemiana w postępowaniu wierzącego trwa przez całe jego życie. Stopniowe dzieło uświęcenia dopiero wtedy jest jednak skuteczne, gdy uświadomimy sobie tę radykalną wewnętrzną transformację i przyjmujemy ją przez wiarę.

„A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego” - Rz 12:2

Słowa „Przemieńcie się przez odnowienie umysłu” można sparafrazować: „Żyjcie według prawdy!” Jakiej prawdy? Prawdy tego, kim jesteś w Chrystusie i co o tobie mówi słowo Boże:

„I was, którzy umarliście w grzechach i w nieobrzezanym ciele waszym, wespół z nim ożywił, odpuściwszy nam wszystkie grzechy. Wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża” - Kol 2:13-14

„Umarliście bowiem, a życie wasze jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu” - Kol 3:3

„Żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował” - Gal 2:20

poniedziałek, 28 marca 2011

Wszepieni do Świętości

„Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłem dzięki Panu” - Ef 5:8 (dosł)

„Tak, więc jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; dawne [stworzenie] przeszło, oto [teraz] stało się nowe” - 2Kor 5:17 (dosł)

Dzisiaj trochę teologi. Neil T. Anderson w swojej książce „Zwycięstwo nad ciemnością” użył pewnej analogi, którą chciał przybliżyć temat naszej starej i nowej natury:

W arizonie parki i ulice miejskie są upiększone ozdobnymi drzewkami pomarańczowymi, które są o wiele wytrzymalsze od tych, na których rosną słodkie pomarańcze, które jemy. Ponieważ potrafią wytrzymać w niższych temperaturach, są wykorzystywane jako podkładki. Drzewku ozdobnemu pozwala się rosnąć do pewnej wysokości, potem ucina się je i wczepia się nowe życie, pomarańcze spożywcze. Wszystko, co rośnie powyżej wszczepienia na nową naturę słodkiej pomarańczy. Wszystko poniżej zachowuje cechy fizyczne pomarańczy ozdobnej. Ostatecznie wyrasta tylko jedno drzewo. Fizyczny wzrost drzewa jest dalej uzależniony od korzenia, który wnika głęboko w ziemię po wodę i pokarm. To, co rośnie powyżej, przyjmuje naturę części wszczepionej. Patrząc na alejkę takich drzewek, ludzie nie mówią: „Ta alejka to tylko podkładki!” Nazywają je drzewkami pomarańczowymi, ponieważ rozpoznają drzewa po ich owocach. W ten sposób powinniśmy również my być rozpoznawani.

„Tak więc po owocach poznacie ich” - Mt 7:20

„Dlatego już odtąd nikogo nie znamy według ciała; a jeśli znaliśmy Chrystusa według ciała, to teraz już nie znamy” - 2Kor 5:16

Innymi słowy, nie mamy rozpoznawać chrześcijan (i siebie) na podstawie tego, kim byli w Adamie, ale na podstawie tego, kim są w Chrystusie. Dlatego właśnie biblia nie nazywa wierzących grzesznikami, a wprost przeciwnie, nazywa ich świętymi. (Patrz post Cała Ewangelia)

„Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie.” - J 15:5

Ci, którzy nie mają zbyt rozwiniętej wiedzy z botaniki, wyjaśniam, iż latorośl jest tą częścią winorośli jako całości, która wydaje owoce. Innym tłumaczeniem tego słowa są pędy lub gałęzie. Latorośl jest więc przedłużeniem krzewu odpowiedzialnego za wydawanie owocu. Czyli ostatecznie my jesteśmy przedłużeniem ciała Chrystusa do wydawania owoców.

Pisałem wcześniej, że zostaliśmy zrodzeni przez Boga i mamy w swoim pierwotnym korzeniu duchowym dziedzictwo Boże. Z powodu grzechu Adama wszyscy staliśmy się jednak dziećmi grzechu i zatraciliśmy naszą pierwotną świętość. Gdy jednak wróciliśmy do Boga i narodziliśmy się na nowo, nasza stara natura Adama została przysłonięta świętą naturą Chrystusa, którą przyjęliśmy.

„Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” - 1P 1:16

Apostoł Piotr pisze do nas, abyśmy byli święci na wzór tego, który sam jest święty tzn. Jezusa Chrystusa. Sens tego jest jednak taki, abyśmy trwali w tej świętości, którą uzyskaliśmy przez ofiarę Jezusa. Dla tych, którzy czują, że są daleko w naśladowaniu Chrystusa w byciu świętym, Piotr napisał dalej:

„Wy jesteście rodem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem nabytym, abyście rozgłaszali cnoty Tego, który was powołał z ciemności do swego zdumiewającego światła” - 1P 2:9 (dosł)

„Gdyż boska Jego moc obdarzyła nas wszystkim, czego trzeba do życia i pobożności, przez (prawdziwe) poznanie Tego, który nas powołał przez własną chwałę i cnotę, [...] abyście przez nie stali się uczestnikami boskiej natury, jako ci, którzy uszli zepsucia” - 2P 1:3-4

„Jak więc przyjęliście Jezusa Chrystusa, Pana, tak w Nim postępujcie, zakorzenieni i budujący się w Nim, i umacniający się w wierze, tak jak was nauczono” - Kol 2:6-7

Żyj więc jak święty, zrodzony przez Ojca dziedzic królestwa Bożego, odziany w zbroję Boga i trwaj w dniu niegodziwym w modlitwie i walce o zbawienie zabłąkanych owiec spośród twych braci. O to i ja się modlę za was. AMEN ✞


Na koniec chciałbym jeszcze zdementować pewną diabelską sztuczkę. Na podstawie powyższej argumentacji słowa: „Święty nie jestem, więc pozwól mi grzeszyć” CAŁKOWICIE tracą swoją moc. Jesteś święty i grzeszyć ci nie przystoi. Po prostu! ☺

piątek, 25 marca 2011

Wstań i idź

Cytując samego siebie z posta Powrót do Pana z października 2010r, jak i pewnie z wielu innych okazji powtórzę się po raz któryś z kolei:

Ostatnimi czasy jak widzicie (po braku postów) przechodziłem ciężki czas. Tym razem w odróżnieniu od sytuacji z października problemem nie była pustka czy brak relacji z Bogiem, ale brak działania. Gdy w końcu to zrozumiałem, mogę się tym z wami podzielić.

W Ewangelii Łukasza czytamy o człowieku, który osiągnął dno. Człowiekiem tym jest tzw. syn marnotrawny.

„A gdy wydał wszystko, nastał wielki głód w owym kraju i on zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł więc i przystał do jednego z obywateli owego kraju, a ten wysłał go do swej posiadłości wiejskiej, aby pasł świnie. I pragnął napełnić brzuch swój omłotem, którym karmiły się świnie, lecz nikt mu nie dawał” - Łk 15:14-15

Opis jego sytuacji jest symboliczny. Jezus chciał użyć uniwersalnej sytuacji, z którą może utożsamić się downa cierpiąca osoba, która mówi do siebie: „Nie mam pieniędzy. Nie mam jedzenia. Nie mam gdzie spać. Nie mam pracy. Nie mam perspektyw....” itd. O bezsensowności takiego sposobu podchodzenia do sprawy można by pisać długo, co nie jest celem tego posta, jednak w dużym skrócie ujmując Bóg, zachęca cię do patrzenia i koncentrowania się na tym, co MASZ, niezależnie od tego jak mało tego jest, zamiast koncentrować się na tym, czego nie masz (Patrz 2Krl 4:7) No i oczywiście na zaufaniu mu.

Rozwiązaniem problemu syna marnotrawnego i wszystkich cierpiących był i jest nadal powrót do Ojca i jego miłości (Zobacz post Boża miłość a grzech cz2)

„A wejrzawszy w siebie, rzekł: Iluż to najemników ojca mojego ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Wstanę i pójdę do ojca mego i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko tobie, już nie jestem godzien nazywać się synem twoim, uczyń ze mnie jednego z najemników swoich. Wstał i poszedł do ojca swego. A gdy jeszcze był daleko, ujrzał go jego ojciec, użalił się i pobiegłszy, rzucił mu się na szyję, i pocałował go” - Łk 15:17-20

Wyciągając esencję tego stwierdzenia, czytamy:

„A wejrzawszy w siebie, rzekł: Wstanę i pójdę do ojca mego. Wstał [więc] i poszedł i dzięki temu doświadczył łaski”

Przez ostatni miesiąc albo i dłużej byłem zawieszony między tymi 3 rzeczami, które prowadzą do uzdrowienia. Wejrzałem w siebie i wiedziałem, że potrzebuje zbawiciela, który mnie wyratuje z sytuacji, w której jestem oraz miałem w sercu pragnienie pójścia do niego i uczynienia czegoś, co przyniesie odmianę mojej nieszczęśliwej sytuacji. I tu zatrzymajmy się na chwilę.

„Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie” - J 15:5

Powyższy werset jest bolesną prawdą, którą każdy nowo narodzony chrześcijan musi zaakceptować niezależnie od tego czy to się podoba jego starej grzesznej naturze, czy nie. Bez Boga nie mogę zrobić absolutnie NIC. W sensie nic dobrego choć w literalnym znaczeniu też byłoby to prawdą, bo bez Boga i jego daru życia dla mnie nie mógłbym oddychać, chodzić, myśleć.... po prostu nic.

Moje pragnienie „zrobienia czegoś” wynikało z chęci poprawy swojej sytuacji i było jak najbardziej Bożym i zdrowym odczuciem wskazującym, że mój stan nie jest jeszcze (Dzięki Bogu) depresją kliniczną, w którym znikłaby jakakolwiek chęć poprawy swojej sytuacji i prowadziłaby do szybkiej śmierci. Jako chrześcijanin pragnąłem jednak oprzeć to działanie o Chrystusa. Tzn. chciałem zrobić coś, co Bóg chciałby, abym zrobił w oparciu o zaufanie do niego i jego moc. Modliłem się o zmianę mojej sytuacji, a nawet o zmianę mojego nastawiania do niej (o siłę do wytrwania). Wszystko jednak spełzało na niczym z jednego prostego powodu: Zabrakło trzeciej części, którą zrobił syn marnotrawny przed dostąpieniem łaski uzdrawiania. Mianowicie zabrakło ZROBIENIA TEGO.

Przykład: Poniedziałkowy poranek. Dźwięk budzika wyrywa cię ze snu. W twoim umyśle pojawia się myśl „Czas iść do pracy”. Myślisz sobie, „ok zaraz wstanę”... i co ? I w końcu kiedyś trzeba przekuć myśl o wstaniu, w rzeczywistość o tym że naprawdę wstaję, w przeciwnym razie będziesz cały czas mieć w umyśle, że trzeba wstać, jednak w praktyce wciąż będziesz w łóżku i twoja sytuacja nie zmieni się.

To jest właśnie pułapka, w którą wpaść może wielu chrześcijan (np. Ja) Nie wystarczy się upamiętać i mieć świadomość tego, że się źle czyni. Nie wystarczy chcieć przestać źle czynić. Trzeba jeszcze zacząć tę chęć przekładać na konkretne działania. Zacząć próbować i działać.

„Podporządkujcie się więc Bogu, przeciwstawcie się zaś diabłu, a ucieknie od was” - Jk 4:7

W alternatywie mamy tylko pozostawać w bierności i kłamstwie diabła o naszej słabości i beznadziejności. Biblia wyraźnie mówi, iż trwanie w takim stanie jest dużym błędem.

„Wspominanie własnej niedoli i udręki to piołun i trucizna” - Lam 3:19
„Zapominając o tym, co za mną, i zdążając do tego, co przede mną, zmierzam do celu, do nagrody w górze, do której zostałem powołany przez Boga w Chrystusie Jezusie” - Flp 3:13

Jeśli zaczniemy naśladować postawę Ap. Pawła i zaczniemy czynić cokolwiek w świadomości, że nic bez Boga nie możemy. On wykorzysta tę chęć i naszą wyznaną zależność od niego i wspomoże nas (Patrz post Pan ostoją moją)

„A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują” - Rz 8:28a

Myślisz, że jesteś za słaby, aby wstać i iść? Ap. Paweł powiedział, iż twoja słabość jest twoją mocą! (2Kor 12:9) Wystarczy tylko wyznać, iż bez Boga nic nie zdziałasz, podjąć ten minimalny wysiłek w oparciu o Bożą moc płynącą z zależności i zaufania a wtedy zostanie już tylko obserwowanie jak jego obietnice spełniają się ku jego chwale. ALELUJA ✞