Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzja. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 czerwca 2018

Francine Rivers - Sylas - Synowie pocieszenia cz 5

Po przeczytaniu pierwszej części z serii "Synowie pocieszenia" autorstwa Francine Rivers Duch wyraźnie wskazał mi abym w następnej kolejności przeczytał część piątą przedstawiającą Sylasa towarzysza Apostoła Pawła.

Autorska już na wstępie bardzo mocno podkreśla, że przedstawiona w książce historia jest tylko jej subiektywną propozycją wydarzeń, które opisują biblijne listy Ap. Pawła, Dzieje Apostolskie, a także po części Ewangelie. Wielkim wyzwaniem jest połączyć w całość wzmianki historyczne w źródłach biblijnych i pozabiblijnych, aby poukładać je w jedną całość, a jeszcze większym jest dodanie do nich esencji wypełniających tak aby tworzyć jedną całość nadającą się na powieść. Zadanie to jest tym bardziej trudne że dotyczy ono okresu kluczowego w dziejach rodzącego się chrześcijaństwa i nawet najdrobniejsze sprawy z tego czasu bardzo silnie rzutują na dzisiejszy ich odbiór, który zupełnie inaczej widzą różne grupy chrześcijan. Dla przykładu można podać katolików którzy odrzucają to, że Ap. Piotr miał żonę kończąc na protestantach, którzy twierdzą, że Ap. Piotra nigdy nie było w Rzymie. Ponadto mnie osobiście razi uległość Francine wobec tezy jakoby Ap. Paweł miał mieć problemy z widzeniem.

Trudności te wskazują, że w zasadzie niemożliwe jest aby teologicznie dopasować się do wszystkich. Czytając Sylasa widziałem bardzo silne starania autorki aby być "poprawnym politycznie" co dla mnie osobiście odbija się na minus. Niestety pomimo to denominacja przed zielonoświądkowa z której wywodzi się Francine odbija duży wpływ na to jakie biblijne fakty przedstawia książka, a jakie fakty pomija. Dla przykładu dla mnie zabrakło w niej aspektu duchowości. W książce nie ma ani słowa o modlitwie innymi językami! Nawet pięćdziesiątnica przedstawiona jest bardziej cieleśnie niż duchowo. Ap. Paweł, który sam o sobie powiedział, że modli się na językach więcej niż inni (1kor 14:18) przedstawiony w książce jest jako ktoś kto modli się tylko zrozumiałym językiem i wcale nie tak dużo. Moim zdaniem autorka nie rozumie duchowych aspektów chrześcijaństwa i dlatego też książka skrupulatnie pomija wszystkie te aspekty życia i nauczania Pawła, które dotyczą tych aspektów. W zasadzie na podstawie tej książki można by odnieść wrażenie, że rozdział 14 z pierwszego listu do koryntian nie istnieje. Jest to moim zdaniem ogromna wada tej książki i niestety eliminuje ją jako książkę dla młodych jeszcze nie dojrzałych w poznaniu więżących, aby im po prostu nie wykrzywiać poznania.

Kolejnym aspektem jest namaszczenie Francine do bycia ewangelistą. Niestety Ewangeliści mają tendencje do zaniedbywania budowy struktur i tego wszystkiego czym zajmują się apostołowie - budowania kościoła. Moim zdaniem Francine nie tylko nierozumie Nowo Testamentowej roli apostołów, ale także podświadomie podkopuje ich pracę. Niestety odbija się to w książce podczas portretowania bohaterów, którzy w zdecydowanej większości w rzeczywistości reprezentowali typ namaszczenia apostolskiego, a Francine przedstawia ich jako apostołów tylko z nazwy, a w praktyce nadając im cechy typowe dla rasowych ewangelistów. A przecież to nikt inny jak Ap. Paweł odebrał od Jezusa "tajemnice odwieczną" tzn. czym jest KOŚCIÓŁ oraz jak ma on wyglądać i jaka jest jego rola na ziemi. O tym w książce niestety ani słowa, co jest wielką stratą.

Autorka przez tę książkę próbuje nam powiedzieć, że do zwycięskiego życia z Bogiem wystarczy tylko wiara, którą w zasadzie myli z nadzieją. Gdzieniegdzie jej bohaterowie cytują Biblię, ale moim zdaniem brzmi to trochę jak "nowa łata do starego bukłaka". Po prostu widać, że są to wstawki pisane z "innego ducha" przez innego autora. Według Francine samo ufanie w rychłe przyjście Jezusa i w to, że Jezus przecież zmartwychwstał grzebiąc nasze grzechy wystarczy, aby przełamać omawiane w książce problemy takie jak depresja, klimat duszewności, presje tego świata itd.... Cóż, Ja mam co do tego inne zdanie i tego też zabrakło mi w tej książce - motywowania do życia życiem zwycięskim i opartym o ducha, a nie duszę i jej słabości. No, ale czy można mieć wszystko na raz?

Mimo tych wad książkę czyta się bardzo dobrze: miękko i przyjemnie. Nie jest to książka typu kazanie lub wykład Pisma po którym można być przeładowanym lub skonfrontowanym, ale jak już mówiłem jest to powieść z drobnym akcentem romansu. Za każdym razem po przeczytaniu rozdziału czułem się przyjemnie rozluźniony, zaciekawiony dalszej akcji, a także cudownie podniesiony na duchu i zachęcony do głębszego zainteresowania sprawami królestwa Bożego zamiast na cielesnym życiu doczesnym. To się Francine naprawdę udało, że czytając jej książki przybliża się Królestwo do serca człowieka.

Książka bardzo skutecznie zachęca nas do głoszenia ewangelii. Nie poprzez nakaz, ale poprzez nieustanne konfrontowanie się z przykładem bohaterów książki: Ewangelisty Pawła (jak to dziwnie brzmi) i jego gorliwości w nieustępowaniu, aby pozyskać jak najwięcej dusz, oraz Ewangelisty Piotra, który nauczał przykładem swojej złamanej dla Chrystusa duszy. Choć książka ta nie jest podręcznikiem jak być ewangelistą w zasadzie zawiera wszystko co w takim podręczniku być powinno: przykłady, wyzwania, trudności, praktyczne rozwiązania..... Cytując fragment rozważań wewnętrznych Sylasa, które włożyła mu w usta Francine (ewangelistka) na temat oporu wobec Dobrej Nowiny:

"Ileż to razy byłem świadkiem, jak na Dobrą Nowinę reagowano z gniewem i pogardą? Większość ludzi nie chciała słuchać słów prawdy, a tym bardziej w nie wierzyć. Przyjąć dar Chrystusa oznaczało przyznać, że wszystko na czym opierało się dotąd swoje życie nic nie dało. Oznaczało poddanie się przez człowieka potędze większej niż on sam. Niewielu chciało poddać się czemukolwiek poza własnymi żądzami. Jakże często trwamy w próżności, wciąż próbując odnaleźć własną drogę podczas gdy jest tylko jedna prawdziwa droga."

Autorka przenosząc nas w czasy drugiej połowy I wieku prezentuje rozprzestrzenianie się Królestwa Bożego i dobrej Nowiny w niespotykany dzisiaj sposób. Dosłownie jako żęcie dojrzałego ziarna które tylko czeka aż ktoś im przyniesie choćby ziarenko Dobrej Nowiny. Gdziekolwiek pojawią się apostołowie od razu znajdują się wpływowi i ważni ludzie podstawieni przez Boga, którzy momentalnie i bardzo gorliwie (nie to co dzisiaj) nawracają się i prawie następnego dnia są gotowi iść i nieść Ewangelię dalej, nie mówiąc już o gotowości poświęcenia dla Jezusa WSZYSTKIEGO. Czytając te historie wiedząc, że są przecież autentyczne zadawałem sobie pytanie: Dlaczego dzisiaj nie jest to tak proste jak kiedyś? A może jest, tylko ja tego jeszcze nie odkryłem. Dlaczego dzisiaj ludzie nie wytrzeszczają oczu gdy mówi się im zmartwychwstaniu i ratunku od potępienia w bezpłatnej ofercie Jezusa Chrystusa? Odpowiedz niestety jest smutna.... z powodu zaszczepienia ich serc przez religię, ale o tym innym razem.
Podsumowując książka ta jest warta przeczytania jako odprężenie od ciężkich teologicznie lektur, ale trzeba mieć świadomość jej bardzo istotnych wad, które mogą zniekształcać nasz odbiór Pisma i traktować jej treść tak jak sugeruje sama autorka - przez pryzmat Biblii.

✞




środa, 30 maja 2018

Francine Rivers - Kaleb - Synowie pocieszenia cz 1

Seria "Synowie pocieszenia" autorstwa Francine Rivers to seria pięciu książek przedstawiająca pięciu Biblijnych mężów Bożych. Seria jest analogiczna do "Rodowodu Łaski" gdzie autorka przedstawia pięć kobiet które jako jedyne zostały wymienione imiennie w rodowodzie Jezusa Chrystusa.
W serii "męskiej" autorka prezentuje bohaterów których Biblia nie stawia jako głównych bohaterów, a raczej w ich cieniu, a którzy mimo to zmienili wieczność. Niewprawni czytelnicy Słowa mogą przez to nie dojrzeć głębi znaczenia tych bohaterów. Francine podnosi więc ten fakt i oddaje im tym samym należny im hołd.

Pierwsza książka z serii przedstawia więc postać - Kaleba syna Jefunnego. Autorka w typowy dla siebie sposób wypełnia przestrzeń pomiędzy biblijnymi faktami na temat opisywanego bohatera domysłami i beletrystyczną fabułą nadając książce niesamowity klimat, który przenosi czytelnika w czasy począwszy od Egipskich plag z księgi Wyjścia, aż do początków księgi Sędziów.

Cała akcja książki opisywana jest oczami Kaleba. Autorka ani na chwile nie oddala czytelnika od głównego bohatera co sprawia, że niejako utożsamiamy się z nim i poznajemy jego bogate życie wewnętrzne, najdrobniejsze nawet potyczki w sercu czy codzienne wybory - iść za Bogiem czy za niewiarą innych.

Kaleb okazuje się być człowiekiem wielkiej wiary. Wiary, która daleko wyprzedza pokolenie w którym przyszło mu żyć. Wiary której potrzebuje każdy z nas - uczniów Jezusa. Przykłady wyzwań jakimi musiał podołać Kaleb przez całe swoje życie takie jak odrzucenie, ryzyko narażenia się, przełamanie słabości czy poskromienie własnego temperamentu pozwalają nam wznieść się nam samym na poziom, który podoba się Bogu.

Moim zdaniem najlepszą cechą tej książki jest zaprezentowanie w niej standardu Bożego i jego wymagań względem każdego z nas. Gdy ją czytałem książka ta konfrontowała mój letni styl życia i pokazała, że radykalność dla Boga nie jest, aż tak trudna jak by się wydawało. 

Skoro Kaleb w czasach Starego Przymierza potrafił to ja który mam Ducha Świętego w sobie tym bardziej potrafię !

 ✞



wtorek, 14 lipca 2015

Boży Generałowie - Recenzja

Właśnie jestem po lekturze wydanej przez wydawnictwo Nadzieja dla Przyszłości książki Roberta Liardona „Boży Generałowie - sukcesy i porażki”.


Książkę uważam za genialną. Naprawdę widać, że autor poświecił całe swoje życie, aby wypełnić Boże powołanie dla swojego życia - gromadzenia faktów związanych ze słynnymi w Ameryce Bożymi sługami, którzy osiągnęli coś wiec niż inni.
Książka, choć omawia tylko 12 ze współczesnych (pierwsza połowa XX w.) Bohaterów Wiary i tak liczy sobie 430 stron. Omówienie wszystkich wielkich i zasłużonych dla Boga wymagałoby pewnie, ok dziesięć razy tyle wiec owe 430 jest dobrym kompromisem. W języku angielskim ukazały się kontynuacje prezentujące kolejnych wielkich, ale w języku polskim aktualnie mamy tylko tą - sztandarową pozycję.

Książka omawia nie tylko życia prywatne ludzi oraz ich służbę od kuchni. W pewnym sensie omawia też spory kawałek nieznanej polakom historii chrześcijaństwa. Genezy, wybuchu, rozkwitu i zmierzchu przebudzenia zielonoświątkowego i odnowienie działania Ducha Świętego w ciele Chrystusa, z którego owoców możemy korzystać do dzisiaj. Myślę, że każdy, kto chce choć trochę zrozumieć plany Boże dla świata oraz tego, co Bóg robi dzisiaj, ta lektora jest obowiązkowa. Czytając tę książkę, naprawdę otwierają się oczy, że Bóg jest wielki, nigdy nie śpi i nieustannie chce błogosławić ludzi. Jedyne co go ogranicza to brak robotników na żniwo.

Książka, choć nie jest podręcznikiem, a raczej wciągającą opowieścią z obfitą ilością fotografii ułatwiającą czytelnikowi wejść w klimat opisywanych czasów, buduje wiarę bardziej niż nie jedno kazanie czy głoszenie. Czytając, co Bóg faktycznie przez tych ludzi dokonał, co stronę pojawiało mi się w głowie zdanie „Panie! Chce tego tutaj!”. Wskrzeszenia, uzdrowienia, dopasowujące się buty na komendę, pojawiające się ze znikąd pieniądze jako nagroda opuszczenia kraju na wiarę, umierające bakterie na rękach, konfrontowanie szatańskich planów dzięki duchowemu wejrzeniu, podnoszenie się z alkoholizmu, depresji, biedy aż do służby będącej sięgnąć tysiące, a nawet miliony, to wszystko tylko ułamek tego, co przedstawia ta książką. A przecież opiera się ona na faktach łatwych do weryfikacji, gdyż postacie te są przecież autentyczne.

Autor nie wybiela opisywanych bohaterów. Wręcz przeciwnie bezlitośnie punktuje ich potknięcia i upadki w celu wyciągnięcia z nich przestrogi dla nowych pokoleń. Tytuł „sukcesy i porażki” doskonale opisuje zawartość książki. Uważam, że z opisanymi tu sytuacjami będzie w stanie uosobić się każdy, kto, choć raz spróbował kiedyś podjąć się pracy dla Pana. Autor tak samo, jak i ja, stawia tezę, że omówieni przez niego ludzie nie byli wcale jakoś specjalnie wyjątkowi, wręcz przeciwnie. Dzięki tej książce widzimy, że każdy z nas może stać się Bożym Generałem i że nie jest to aż tak trudne i niezwykłe jak diabeł chciałby, abyśmy myśleli. Jest co prawda pewna cena do zapłacenia i wiele pułapek, ale dzięki takim książkom jak ta nam, którzy kontynuujemy sztafetę, będzie dużo łatwiej.

Podsumowując – Boży Generałowie to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce poznać Boga lepiej niż tylko z obrazka i kilku fajerwerków w kościele.

✞

sobota, 14 lutego 2015

Francine Rivers - Rachab

Dziś druga z pięciu książek "Rodowodu Łaski" Francine Rivers.

Rachab. Prostytutka z Jerycha. Druga kobieta wymieniona w rodowodzie Jezusa. I kolejna, która nie była Izraelitką. Co było takiego w niej, że znalazła się w linii Jezusa?

Kiedy Izraelici w końcu po 40 latach wędrówki po pustyni stanęli u brzegu Jordanu, pierwszym miastem jakie zobaczyli było Jerycho - miasto o potężnych murach, wydające się wszytskim nie do zdobycia. Pamiętajmy że Izraelici nie mieli przecież żadnych machin oblężniczych. Jozue zachęcony przez Boga że nic dla niego nie będzie niemożliwe, wysyła dwóch szpiegów, aby zbadali miasto, poznali ludzi, obejrzeli umocnienia i znaleźli jego słaby punkt. I tu pojawia się nasza bohaterka.
Jej dom był zbudowany tuż przy murach miejskich dzięki czemu widziała kto wchodzi i kto wychodzi miasta. Jak to się stało, że szpiedzy weszli do jej domu? Przecież według Prawa nierządnice się kamienowało, więc była dla nich nieczysta. Może nie wiedzieli kim jest? Ale jak nie rozpoznać kobiety, która ubiera się jak prostytutka, pachnie jak prostytutka i tak się zachowuje?

Tu wchodzi na scenę Francine. Autorka buduje całą historię, pokazuje co było takiego w Rachab, że spotkanie ze szpiegami w ogóle się wydarzyło. A poza tym, kto widział przyjmować szpiegów do swojego domu i ukrywać ich przed królem? Pamiętajmy, że Rachab okłamuje posłanników króla, ratuje szpiegów i nie dość, że pomaga im uciec, to jeszcze podpowiada, jak uniknąć pogoni!  Czy tak czyni ktoś, kto czuje się obywatelem miasta, ktoś kto jest patriotą? Oczywiście, że nie! Tylko dlaczego ona zrobiła to, co zrobiła?
Rachab była wyjątkowa wśród mieszkańców Jerycha. Uwierzyła w to, co mówiono o Izraelitach. Że ich Bóg wyprowadził ludzi z Egiptu, że pokonali królów Amoryckich po drugiej stronie Jordanu. Uwierzyła, że Bóg Izraela jest silniejszy niż wszystkie bożki Jerycha. Rachab zaufała Izraelitom i powierzyła im życie swoje i swojej rodziny licząc na to, że dzięki temu się jej zycie zostanie uratowane przez gniewem jedynego Boga.

Historia Rachab jest barwna, jak jej życie. Pojawia się miłość i odwaga. Każda kobieta może dostrzec w Rachab kawałek siebie. Tej zagubionej kobiety, która ma dość swojego losu i zaczyna walczyć o nową jakość w swoim życiu, a za odwagę i determinację zostaje nagrodzona.

Ta historia pokazała mi, że jestem taką kobietą jak Rachab. Mam swoje wady i zalety. I skoro ona nie znając Nowego Przymierza, stała się godna znalezienia się w genealogii Jezusa, to o ileż bardziej ja żyjąc w czasie Nowego Przymierza, mając nieograniczony dostęp do łaski Bożej, mogę być kobietą taką jak ona: pełną wiary, nadziei, odwagi, która porzuca stare, aby wejść w nowe, lepsze rzeczy. I nie ogląda się za siebie.

Rachab została matką Booza, a ten jak wiemy został mężem Rut...

✞

środa, 11 lutego 2015

Francine Rivers - Tamar

W ciągu ostatnich 5 miesięcy przeczytałam jakieś 11 książek. Oprócz jednej, która zahaczała o kulinaria, i którą dostałam na gwiazdkę, cała reszta to książki które są jak najbardziej w klimacie tego bloga. Oznacza to, że zaczynam cykl recenzji kobiecym okiem serii "Rodowód Łaski" Francine Rivers przedstawiający pięć kobiet wymienionych w rodowodowodzie Jezusa podanym w  Ewangeli Mateusza w pierwszym rozdziale.

Pierwszą z nich była Tamar.

Szybkie przypomnienie. Juda, brat Józefa (tego, co go bracia sprzedali jako niewolnika do Egiptu) wyrusza z domu swego ojca Jakuba do pewnego miasta kananejskiego. Tam bierze sobie za żonę Kananejkę i ma z nią 3 synów. Tamar która jest mieszkanką tamtego narodu zostaje poślubiona najstarszemu z nich, a kiedy ten umiera, kolejnemu. Kiedy jej drugi mąż także umiera (to trzeba mieć szczęście, że umiera ci dwóch mężów pod rząd) Juda nie chce wydać ją za trzeciego najmłodszego syna Szelę (na jego miejscu chyba też miałabym obawy) choć według prawa  powinien. Ale dość historii. Tę każdy może przeczytać w 38 rozdziale księgi rodzaju.                               

Co jest wyjątkowego w historii, którą maluje przed naszymi oczami Francine? Autorka przedstawia wiele rzeczy, które na pierwszy rzut oka są nieoczywiste. Dlaczego Juda uciekł od ojca? Może nie mógł patrzeć na ból ojca, który stracił ukochanego syna Józefa? Może dręczyły go wyrzuty sumienia? Dlaczego Juda wybrał na żonę Kananejkę? Przecież Jakub, Izaak i Abraham wybierali kobiety z tej samej rodziny. A on wybrał pogankę. Czy to mogło mieć wpływ na jego rodzinę, na wychowanie jego synów? To wiele pytań na sam początek historii. Autorka odpowiada na nie z dużą celnością, a jej odpowiedzi pasują do reszty biblijnej historii. Motywacje bohaterów, ich myśli wprowadzają nas w wartką akcję. To książka, przy której nie można się nudzić. Przeczytanie jej zajeło mi jeden przedłużony wieczór, ale ja szybko czytam, więc wam może zająć to chwilę dłużej. 

W książce biblijne postacie ożywają. Tamar staje się kobietą z krwi i kości. Kimś, kto ma uczucia i myśli. To odważna dziewczyna, która bierze to, co jej się zgodnie z Prawem należy. Jest tak odważna, że wybiera bardzo ryzykowne rozwiązanie. Mimo to wychodzi zwycięska, bo Bóg honoruje odwagę, Prawo i prawość. Tamar jest prawą kobietą, nie robi nic, co byłoby nie w porządku w stosunku do  własnej rodziny, a także tej, do której weszła przez małżeństwo. Każda kobieta może spojrzeć na siebie przez pryzmat tej kobiety i sprawdzić, jak wygląda na tle Bożej kobiety. Tamar musiała być wyjątkowa, skoro jako poganka zostaje włączona do rodowodu Jezusa i wymieniona w nim jako jedna z pięciu. Przekonaj się sam, czy na to miejsce zasłużyła.


Następna wymieniną przez Ewangelistę kobietą była zaś Rachab...

✞

wtorek, 23 lipca 2013

"Żydzi - naród przyszłości" Recenzja książki

Ostatnio przeczytałam książkę Ulfa Ekmana „Żydzi naród przyszłości”. Z pozoru kolejna książka o historii narodu Żydowskiego. Ale tylko z pozoru. Książkę czyta się świetnie. Jest napisana lekko i kompetentnie. Autor, świetnie opisuje przyczyny i ciągi przyczynowo – skutkowe. Jedynie tak z patriotycznego punktu widzenia można się przyczepić do poruszanej kwestii polskiej, ale o tym dalej.

W książce, na początku autor porusza kwestię powstania Narodu Żydowskiego, czyli wyjście z Egiptu, nadanie prawa, ukształtowanie mentalności. Dodatkowo jest świetna część poświęcona Bożej wierności względem Żydów. I ta część jest chyba moją ulubioną. Bóg jest wierny. To Jego permanentna cecha. Kompletnie niezmienna. A wybranie Żydów na ukochany naród jest wieczne i niezmienne jak sam Bóg. Ekman umiejętnie wprowadza wiele cytatów na poparcie tego, co pisze, więc nie można mu zarzucić manipulowania Pismem.
Kolejnym rozdziałem jest Ziemia. Ten rozdział poświęcony jest terytorium państwa Żydowskiego. Krok po kroku od Abrahama autor pokazuje, jak to się stało, że konkretne tereny trafiały pod panowanie Żydowskie.
W kolejnych rodziałach autor pokazuje powstanie antysemityzmu. Co może niektórych zaskoczyć, istnieje również antysemityzm chrześcijański. Tu zainteresowanych odsyłam do książki. Przecież nie mogę opisać całości, bo przecież nie byłoby po co jej czytać, a recenzja ma raczej zachęcać.
Bardzo ciekawy jest też dodatek z chronologicznym przedstawieniem historii narodu Izraelskiego począwszy od 2000 p.n.e. (Abraham) aż do 2003 n.e. kiedy to książka ukazała się drukiem w USA, oraz kilka mapek i zestawień demograficznych.

Dla kogo jest ta książka? Dla każdego, kto choć trochę jest zainteresowany tematyką żydowską. Książka jest biblijna to raz. Dwa jest pisana z perspektywy chrześcijańskiej, a nie żydowskiej i ich kulturowego bla bla. Chrześcijańskie ujęcie historii narodu wybranego przez Boga na wieki, ujawnia (dla niektórych może zaskakującą) role Izraela dla samego chrześcijaństwa. Książka obala schematy, w których wyrośliśmy, pokazuje kim Żydzi byli, są i będą w historii zbawienia całej ludzkości, oraz kim są w planie Boga dla świata i ludzi.

Niestety Polska jest przez Ekmana wrzucona do jednego worka z Rosją w kontekście antysemityzmu. Ekman przywołuje nawet pogrom Żydów w Płocku z okresu międzywojennego. Osobiście mam na ten temat trochę do powiedzenia.  W XVI w. Polska była nazywana Rajem dla Żydów. Na terenach polskich żyło wtedy ok. 80% światowej populacji Żydów. W XVII w. Polska była drugim po Turcji skupiskiem Żydów w Europie i ich liczebność szacuje się na pół miliona. XVIII w. jak wiemy, był czasem rozbiorów. Ciężko tu mówić o tym, jak Polacy traktowali Żydów, ponieważ ludność zaczęła się mieszać, a polityka społeczna nie była polityką polską, a państw zaborczych. Jednakże w XVIII w. tuż przed zaborami Żydzi liczyli sobie 800 tyś. i stanowili 8% społeczeństwa polskiego. Rzeczywiście najgorsza sytuacja była w zaborze rosyjskim. W XIX w. na terenach polskich mieszkało ok. 4 mln Żydów co stanowiło 4/5 światowej populacji. Po odzyskaniu niepodległości Polskę zamieszkiwały 3 mln Żydów, co stanowiło jedną z największych społeczności na świecie. Mówiono głośno o pogromach, ale wysłannicy mający zbadać sytuację Żydów w międzywojennej Polsce stwierdzi, że incydenty były rozdmuchane a sytuacja Żydów w Polsce jest lepsza niż w państwa ościennych, a największe pogromy odbywają się nie w Polsce, a na Ukrainie. W 1921 populacja Żydów stanowiła 10,5% całej ludności Polski.

Jako ciekawostkę dodam, że 6339 odznaczeń Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata (najwyższe izraelskie odznaczenie cywilne nadawane nie-Żydom) należy do Polaków. Stanowi to 26% wszystkich do tej pory przyznanych odznaczeń i tym samym stawia Polskę jako najliczniej reprezentowany kraj. Myślę więc że nazwanie Polski jako całości krajem antysemickim jest grubym przesadzeniem.

Podsumowując przymykając oko na niezrozumienie autora szczegółów Polskiej relacji z Izraelem i przemycane zafałszowania historycznych wynikających jak się domyślam z niewiedzy książka jak najbardziej nadaje się do polecenia zwłaszcza tym który odczuwają dziwną (i nie Bożą) niechęć do narodu wybranego.