Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewangelizacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewangelizacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 listopada 2023

Esencja doktryny chrześciajńskiego zbawienia

Najkrócej jak się da:

    Bóg stworzył ludzkość na swój obraz i podobieństwo. Zarówno pod względem duchowym, fizycznym i psychicznym człowiek stworzony przez Boga był istotą doskonałą. Gdy pojawił się grzech, doskonałość ta została zachwiana. Na ten temat można by pisać elaboraty wiec krótko podsumujmy tylko fakty.

    Grzech oddzielił człowieka od chwały Boga, która dotychczas spoczywała na człowieku. Nagi człowiek ubrał się wiec w skórę zwierząt, a doskonały Bóg musiał odsunąć się od grzechu, aby nie zabić człowieka swoją świętością. Im więcej grzechu, tym Bóg dalej się odsuwa w trosce o życie człowieka. Rosnący dystans oraz wybór miedzy zbliżaniem się do Boga, a kontynuacją grzechu doprowadził do trudności w komunikacji z Nim. Brak Boga w życiu doprowadził zaś do zajęcia tego miejsca przez Bożego przeciwnika - Szatana, który jest diabłem, czyli "ojcem kłamstwa". Obecność diabła doprowadziła zaś do cierpienia, straty i pogubienia się człowieka w jego życiu.

    Człowiek grzeszny potrzebował wiec zbawiciela, który pomoże mu przełamać niewolę grzechu i jego konsekwencji, i na nowo przywróci człowiekowi świętość, która pozwala na bliską i nieskrępowaną relację z Bogiem, oraz płynące z tego błogosławieństwo. Każdy, kto ustami swoimi wyzna, że Jezus jest Panem i uwierzy w sercu swoim, że Bóg Go wzbudził z martwych, będzie zbawiony (Rz 10:9). W taki sposób człowiek dotychczas grzeszny staje się nowo-narodzonym uczniem Jezusa, czyli chrześcijaninem, ponownie świętym, tak jak Bóg.

    Świętość ta nie znika pod wpływem grzechu, bo Jezus zapłacił za każdy grzech, nawet ten przyszły. Nie znikają jednak konsekwencje grzechu takie jak np. choroby czy bieda. Trwają one tak długo, jak trwamy w grzechu. Gdy grzech ustaje i w to miejsce przychodzi pokuta, także choroba i bieda może być definitywne złamana w mocy imienia Jezus.

 Więcej na ten ten temat możesz przeczytać w moich starszych postach:

środa, 13 czerwca 2018

Francine Rivers - Sylas - Synowie pocieszenia cz 5

Po przeczytaniu pierwszej części z serii "Synowie pocieszenia" autorstwa Francine Rivers Duch wyraźnie wskazał mi abym w następnej kolejności przeczytał część piątą przedstawiającą Sylasa towarzysza Apostoła Pawła.

Autorska już na wstępie bardzo mocno podkreśla, że przedstawiona w książce historia jest tylko jej subiektywną propozycją wydarzeń, które opisują biblijne listy Ap. Pawła, Dzieje Apostolskie, a także po części Ewangelie. Wielkim wyzwaniem jest połączyć w całość wzmianki historyczne w źródłach biblijnych i pozabiblijnych, aby poukładać je w jedną całość, a jeszcze większym jest dodanie do nich esencji wypełniających tak aby tworzyć jedną całość nadającą się na powieść. Zadanie to jest tym bardziej trudne że dotyczy ono okresu kluczowego w dziejach rodzącego się chrześcijaństwa i nawet najdrobniejsze sprawy z tego czasu bardzo silnie rzutują na dzisiejszy ich odbiór, który zupełnie inaczej widzą różne grupy chrześcijan. Dla przykładu można podać katolików którzy odrzucają to, że Ap. Piotr miał żonę kończąc na protestantach, którzy twierdzą, że Ap. Piotra nigdy nie było w Rzymie. Ponadto mnie osobiście razi uległość Francine wobec tezy jakoby Ap. Paweł miał mieć problemy z widzeniem.

Trudności te wskazują, że w zasadzie niemożliwe jest aby teologicznie dopasować się do wszystkich. Czytając Sylasa widziałem bardzo silne starania autorki aby być "poprawnym politycznie" co dla mnie osobiście odbija się na minus. Niestety pomimo to denominacja przed zielonoświądkowa z której wywodzi się Francine odbija duży wpływ na to jakie biblijne fakty przedstawia książka, a jakie fakty pomija. Dla przykładu dla mnie zabrakło w niej aspektu duchowości. W książce nie ma ani słowa o modlitwie innymi językami! Nawet pięćdziesiątnica przedstawiona jest bardziej cieleśnie niż duchowo. Ap. Paweł, który sam o sobie powiedział, że modli się na językach więcej niż inni (1kor 14:18) przedstawiony w książce jest jako ktoś kto modli się tylko zrozumiałym językiem i wcale nie tak dużo. Moim zdaniem autorka nie rozumie duchowych aspektów chrześcijaństwa i dlatego też książka skrupulatnie pomija wszystkie te aspekty życia i nauczania Pawła, które dotyczą tych aspektów. W zasadzie na podstawie tej książki można by odnieść wrażenie, że rozdział 14 z pierwszego listu do koryntian nie istnieje. Jest to moim zdaniem ogromna wada tej książki i niestety eliminuje ją jako książkę dla młodych jeszcze nie dojrzałych w poznaniu więżących, aby im po prostu nie wykrzywiać poznania.

Kolejnym aspektem jest namaszczenie Francine do bycia ewangelistą. Niestety Ewangeliści mają tendencje do zaniedbywania budowy struktur i tego wszystkiego czym zajmują się apostołowie - budowania kościoła. Moim zdaniem Francine nie tylko nierozumie Nowo Testamentowej roli apostołów, ale także podświadomie podkopuje ich pracę. Niestety odbija się to w książce podczas portretowania bohaterów, którzy w zdecydowanej większości w rzeczywistości reprezentowali typ namaszczenia apostolskiego, a Francine przedstawia ich jako apostołów tylko z nazwy, a w praktyce nadając im cechy typowe dla rasowych ewangelistów. A przecież to nikt inny jak Ap. Paweł odebrał od Jezusa "tajemnice odwieczną" tzn. czym jest KOŚCIÓŁ oraz jak ma on wyglądać i jaka jest jego rola na ziemi. O tym w książce niestety ani słowa, co jest wielką stratą.

Autorka przez tę książkę próbuje nam powiedzieć, że do zwycięskiego życia z Bogiem wystarczy tylko wiara, którą w zasadzie myli z nadzieją. Gdzieniegdzie jej bohaterowie cytują Biblię, ale moim zdaniem brzmi to trochę jak "nowa łata do starego bukłaka". Po prostu widać, że są to wstawki pisane z "innego ducha" przez innego autora. Według Francine samo ufanie w rychłe przyjście Jezusa i w to, że Jezus przecież zmartwychwstał grzebiąc nasze grzechy wystarczy, aby przełamać omawiane w książce problemy takie jak depresja, klimat duszewności, presje tego świata itd.... Cóż, Ja mam co do tego inne zdanie i tego też zabrakło mi w tej książce - motywowania do życia życiem zwycięskim i opartym o ducha, a nie duszę i jej słabości. No, ale czy można mieć wszystko na raz?

Mimo tych wad książkę czyta się bardzo dobrze: miękko i przyjemnie. Nie jest to książka typu kazanie lub wykład Pisma po którym można być przeładowanym lub skonfrontowanym, ale jak już mówiłem jest to powieść z drobnym akcentem romansu. Za każdym razem po przeczytaniu rozdziału czułem się przyjemnie rozluźniony, zaciekawiony dalszej akcji, a także cudownie podniesiony na duchu i zachęcony do głębszego zainteresowania sprawami królestwa Bożego zamiast na cielesnym życiu doczesnym. To się Francine naprawdę udało, że czytając jej książki przybliża się Królestwo do serca człowieka.

Książka bardzo skutecznie zachęca nas do głoszenia ewangelii. Nie poprzez nakaz, ale poprzez nieustanne konfrontowanie się z przykładem bohaterów książki: Ewangelisty Pawła (jak to dziwnie brzmi) i jego gorliwości w nieustępowaniu, aby pozyskać jak najwięcej dusz, oraz Ewangelisty Piotra, który nauczał przykładem swojej złamanej dla Chrystusa duszy. Choć książka ta nie jest podręcznikiem jak być ewangelistą w zasadzie zawiera wszystko co w takim podręczniku być powinno: przykłady, wyzwania, trudności, praktyczne rozwiązania..... Cytując fragment rozważań wewnętrznych Sylasa, które włożyła mu w usta Francine (ewangelistka) na temat oporu wobec Dobrej Nowiny:

"Ileż to razy byłem świadkiem, jak na Dobrą Nowinę reagowano z gniewem i pogardą? Większość ludzi nie chciała słuchać słów prawdy, a tym bardziej w nie wierzyć. Przyjąć dar Chrystusa oznaczało przyznać, że wszystko na czym opierało się dotąd swoje życie nic nie dało. Oznaczało poddanie się przez człowieka potędze większej niż on sam. Niewielu chciało poddać się czemukolwiek poza własnymi żądzami. Jakże często trwamy w próżności, wciąż próbując odnaleźć własną drogę podczas gdy jest tylko jedna prawdziwa droga."

Autorka przenosząc nas w czasy drugiej połowy I wieku prezentuje rozprzestrzenianie się Królestwa Bożego i dobrej Nowiny w niespotykany dzisiaj sposób. Dosłownie jako żęcie dojrzałego ziarna które tylko czeka aż ktoś im przyniesie choćby ziarenko Dobrej Nowiny. Gdziekolwiek pojawią się apostołowie od razu znajdują się wpływowi i ważni ludzie podstawieni przez Boga, którzy momentalnie i bardzo gorliwie (nie to co dzisiaj) nawracają się i prawie następnego dnia są gotowi iść i nieść Ewangelię dalej, nie mówiąc już o gotowości poświęcenia dla Jezusa WSZYSTKIEGO. Czytając te historie wiedząc, że są przecież autentyczne zadawałem sobie pytanie: Dlaczego dzisiaj nie jest to tak proste jak kiedyś? A może jest, tylko ja tego jeszcze nie odkryłem. Dlaczego dzisiaj ludzie nie wytrzeszczają oczu gdy mówi się im zmartwychwstaniu i ratunku od potępienia w bezpłatnej ofercie Jezusa Chrystusa? Odpowiedz niestety jest smutna.... z powodu zaszczepienia ich serc przez religię, ale o tym innym razem.
Podsumowując książka ta jest warta przeczytania jako odprężenie od ciężkich teologicznie lektur, ale trzeba mieć świadomość jej bardzo istotnych wad, które mogą zniekształcać nasz odbiór Pisma i traktować jej treść tak jak sugeruje sama autorka - przez pryzmat Biblii.





środa, 9 maja 2012

Pod krzyżem

A stały pod krzyżem Jezusa matka jego i siostra matki jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. A gdy Jezus ujrzał matkę i ucznia, którego miłował, stojącego przy niej, rzekł do matki: Niewiasto, oto syn twój!” - J 19:25-26

Dzisiaj chciałem zabrać was w podróż do miejsca, które jak żadne inne ma moc przemienić ludzką duszę. Dzisiejszy post jest niejako rozwinięciem tematu z postu „Jak bardzo kocha cię Bóg”. W książce „Gdy Bóg płacze” Steven Estes i Joni Eareckson Tada podają bardzo interesujący opis do sytuacji, która miała miejsce ok 2 tys. lat temu niedaleko Jerozolimy. Fragment przepisany z książki "Chłopak spotyka dziewczynę" Joshua Haris.

   Mojżesz błagał, żeby zobaczyć tę twarz i nie zobaczył (2Moj 33:18,20). Teraz była cała zakrwawiona. Ciernie, które Bóg posłał jako przekleństwo dla ziemskiego buntu, teraz wbijały się w jego własne brwi...
   „Położyć go!” Jeden z żołnierzy podnosi młotek, żeby wbić gwóźdź, ale w tym samym czasie jego serce musi dalej pompować krew, gdy ten przygotowuje przegub więźnia. Ktoś jednak musi podtrzymywać życie żołnierza chwila po chwili, bo żaden człowiek nie ma takiej mocy sam z siebie. Kto daje oddech jego płucom? Kto daje siłę komórkom jego ciała? Jedynie Boży syn, gdyż jak wiadomo „wszystko w nim ma istnienie” (Kol 1:17). Ofiara chce, żeby żołnierz żył, to ona udziela mu ciągłego istnienia. Mężczyzna bierze zamach...
   W tej krótkiej chwili Boży syn przypomina sobie, jak razem z ojcem tworzyli nerwy ludzkiego przedramienia. Odczucia, które wspomniane nerwy będą przekazywać do mózgu. Projekt okazał się bez zarzutu. Nerwy zadziałały doskonale. „W górę!” Podnoszą krzyż. Bóg wstawiony na widok publiczny w samej przepasce, ledwie mogący oddychać.
   Jednak to cierpienie to jedynie wstęp do innych, dużo bardziej przerażających. Syn zaczyna odczuwać coś obcego. Gdzieś w trakcie tego dnia zaczął unosić się nieziemski odór. Nie obok nosa, ale obok serca. Czuje się brudny. Ludzka złość zaczyna wślizgiwać się na jego czystą istotę, żywe odchody z naszych dusz. Umiłowany przez ojca teraz otoczony jest zgnilizną. Najgorsze jednak miało dopiero nadejść... Syn musi stanąć w takim stanie przed samym Ojcem.
  W tym samym czasie Bóg-ojciec w niebie podnosi się jak zaniepokojony lew, wstrząsa grzywą i ryczy gniewnie w stronę drżącej resztki człowieka wiszącej na krzyżu. Nigdy dotychczas syn nie widział ojca patrzącego na niego w ten sposób, nigdy nie odczuwał nawet najmniejszego gorąca jego oddechu. Ryk wstrząsa niewidzialnym światem i zaciemnia widzialne niego. Syn nie poznaje tych oczu.

   „Synu człowieczy! Dlaczego postępowałeś w ten sposób? Oszukiwałeś, pożądałeś, kradłeś, plotkowałeś, mordowałeś, zazdrościłeś, nienawidziłeś, kłamałeś, przeklinałeś, wydawałeś pieniądze na niepotrzebne rzeczy, przejadałeś się, cudzołożyłeś, byłeś nieposłuszny, sprzeniewierzałeś, oczerniałeś i bluźniłeś. Tyle obowiązków zaniedbałeś, tyle dzieci porzuciłeś! Ignorowałeś ubogich, tchórzyłeś, lekceważyłeś moje imię, zdradziłeś przyjaciół i manipulowałeś innymi. Czy kiedyś powstrzymywałeś swój cięty język? Jesteś obłudnym, żałosnym pijakiem. Ty, który molestujesz małe dzieci, sprzedajesz narkotyki, napadasz podróżnych i drwisz z rodziców. Jak śmiałeś fałszować wybory, wzniecać rewolucje, dręczyć zwierzęta i czcić demony? Czy ta lista nie ma końca? Rozbijanie rodzin, gwałcenie dziewic, szmuglowanie, stręczycielstwo, kupowanie polityków, wzywanie duchów, filmowanie pornografii, przyjmowanie łapówek. Podpalałeś budynki, przeprowadzałeś zamachy terrorystyczne, zakładałeś fałszywe religie, handlowałeś niewolnikami, a w tym wszystkim rozkoszując się każdym kąskiem i przechwalając wszystkim. Nienawidzę w tobie tych rzeczy, gardzę nimi! Czuję wstręt do wszystkiego, co ma związek z tobą! Teraz poczujesz mój gniew!

   Oczywiście, syn jest niewinny, Jest bez skazy. Ojciec wie o tym, ale boska para ma umowę i teraz musi nastąpić to, co niesłychane. Jezus zostanie potraktowany tak, jakby osobiście był odpowiedzialny za każdy popełniony kiedykolwiek grzech.
  Ojciec patrzy jak skarb jego serca, zwierciadlane odbicie jego samego, tonie w surowym, płynnym grzechu. Nagromadzony gniew stwórcy przeciw ludzkości każdego wieku wybucha w pojedynczym kierunku.

Ojcze! Ojcze! Dlaczego mnie opuściłeś?!

   Niebo nie słucha. Syn wpatruje się w tego, który tym razem nie może i nie sięgnie w dół oraz nie odpowie na wołanie. Trójca zaplanowała to. Syn zniósł to. Duch umocnił go. Ojciec odrzucił syna, którego kochał! Jezus, Bóg-człowiek z Nazaretu zginął. Ojciec przyjął jego ofiarę za grzech. Akcja ratunkowa ludzkości dobiegła końca.

   Nie odchodź zbyt szybko z tego miejsca. Patrz! Patrz na zwłoki tego, dzięki któremu TY jesteś wolny, przyjmij i pij, a będziesz zbawiony.


 
Lecz na dom Dawida i na mieszkańców Jeruzalemu wyleję ducha łaski i błagania. Wtedy spojrzą na mnie, na tego, którego przebodli, i będą go opłakiwać, jak opłakuje się jedynaka, i będą gorzko biadać nad nim, jak gorzko biadają nad pierworodnym” - Za 12:10


Gdyż Bóg nie przeznaczył nas na gniew, lecz na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który umarł za nas, abyśmy, czy czuwamy, czy śpimy, razem z nim żyli” - 1Tes 5:9-10

wtorek, 7 lutego 2012

Chrześcijańska Żarówka

Mniej więcej dwa lata temu pisałem trochę na temat inności. Ponieważ jestem bardziej ambitny niż papier toaletowy i wiem, że trzeba się rozwijać, postanowiłem dzisiaj napisać trochę podobny post, w tym samym klimacie, jednak z uwzględniłem tego, co Duch Święty mówi do mnie ostatnim czasy, a naśladując post o węglu, dzisiaj również dla urozmaicenia, skorzystam z wiedzy z moich studiów.

A więc czy wiecie, jak wygląda i do czego służy żarówka? Żarówka służy do świecenia. Jest zazwyczaj okrągła (lub ma inny kształt, po to, aby zwiększyć swoją powierzchnię) i świeci całą swoją powierzchnią. O ile jest stale podłączona do źródła zasilania, świeci przez cały czas, aż do swojej śmierci. Ciekawostką jest to, że jeśli włączymy żarówkę i nigdy nie będziemy jej gasić może ona świecić bardzo długo nawet ponad 100 lat. Czas „życia” żarówki maleje wraz z przełączaniem tzn. włączaniem i wyłączaniem. Światło żarówki świeci we wszystkich kierunkach (nawet w stronę nóżki choć z tego fragmentu światła nie korzystamy). Dlaczego mówię o żarówce? Bo uważam, że najskuteczniejszej metody ewangelizacji możemy uczyć się właśnie od... żarówki !

A Jezus przemówił do nich tymi słowy: Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota” - J 8:12

Jezus jest drogą, prawdą i życiem (J 14:6), jest także światłością (lub blaskiem światła). Światło z punktu widzenia fizyka jest tylko falą elektromagnetyczną o określonej częstotliwości i polaryzacji. Jezus jest jednak czym więcej niż taką falą. Gdy fala elektromagnetyczna uderzy w coś, powstaje bardzo wiele zjawisk (za wyjaśnienie jednego z nich A. Einstein dostał nagrodę nobla). Jednym z tych zjawisk jest ciepło które odczuwamy, gdy pada na nas światło. Głównym jednak atutem światła jest to, że rozprasza ciemność.

Jezus tak jak i ta fala również przynosi ciepło do naszego serca, którego można doświadczyć tylko, gdy stanie się odpowiedni blisko jego blasku. Tak samo też, jak fala Jezus rozprasza ciemność serca, która jest metaforą umiłowania do grzesznego życia. Tak więc każdy, kto skonfrontuje się z Jezusem i przyjmie go do swojego serca, zostanie oczyszczony z tego umiłowania i jego serce zostanie wypełnione tym światłem – jakby źródłem światła, które teraz będzie świecić w nas i przez nas. Gdy Jezus jest w naszym życiu w sposób realny, a nie tylko z plakietki „chrześcijanin” to można to przyrównać do zapalania lampy, która od chwili zapalenia zaczyna świecić jak wspominania wcześniej żarówka.

Czym różni się jednak żarówka od lampy? Żarówka potrzebuje prądu, lampa natomiast pali się dzięki olejowi, który jest w niej. Olej zaś w biblii jest symbolem Ducha Świętego. Tzn. że bez Ducha nie będziemy świecić, nawet jeśli zostaniemy „zapaleni” przez samego Jezusa.

Gdy więc tak jak jest napisane w J 8:12, gdy będziemy iść za Jezusem i będziemy mieli jego światło w sobie, zaczniemy świecić tak jak lampy. Tak jak lampy, a jednocześnie, tak jak żarówki. A więc napełnieni Duchem Świętym i podpiętym (czyli będąc z nim w ścisłej relacji) do Ojca który jest w niebie.

Ok. Po tym przydługim i naukowym wstępie możemy przejść do sedna:

Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze. Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” - Mat 5:14,16
Idźcie więc i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” - Mt 28:19

Z powyższych wersetów jasno (☺) wynika, że światłość, którą dał nam Jezus, nie służy nam tylko po to, aby było nam ciepło, miło i fajnie, ale przede wszystkim po to, aby widzieli ją inni i oddawali chwałę Bogu, a aby ktoś mógł oddać chwałę Bogu, musi się nawrócić, a więc wniosek końcowy jest taki, że świecenie jest formą ewangelizacji i moją tezą, którą stawiam, jest to, że jest ona również najlepszą formą ewangelizacji, jaka jest dostępna człowiekowi (w odróżnieniu od daru ducha, który się nazywa „słowo wiedzy” tzn. proroczym objawieniu komuś tego, co akurat jest idealnym kluczem do jego serca).

Prowadźcie wśród pogan życie nienaganne, aby ci, którzy was obmawiają jako złoczyńców, przypatrując się bliżej dobrym uczynkom, wysławiali Boga w dzień nawiedzenia” - 1P 3:12

Ostatnio słyszałem pewną rozmowę między pastorem a członkiem mojego kościoła. Prosił on o modlitwę i pomoc o nawrócenie jego dziewczyny, która była niewierząca i prowadziła rozwiązłe życie. Już samo to że chrześcijanin mówi o osobie niewierzącej jako o swoim chłopaku/dziewczynie wydało mi się dziwne, ale najgorsze miało dopiero nadejść. Otóż po chwili rozmowy wyszło na jaw, że ów „chrześcijanin” mieszka z tą swoją dziewczyną od dłuższego czasu i nie widział nic złego min. w seksie przedmałżeńskim z nią. Gdy to wyszło na jaw, pastor ten powiedział mniej więcej coś takiego: „Człowieku! Możesz modlić się za tę dziewczynę milion lat, aby poznała Boga i zaczęła być chrześcijanką, ale jeśli ty nie pokażesz jej, jak to chrześcijaństwo ma wyglądać to skąd ona ma to wiedzieć? Jeśli ty jako chrześcijan prowadzisz niemoralne życie, jak możesz oczekiwać, aby ona stała się chrześcijanką? Ona jako niewierząca żyjąca do tej pory niemoralnie, po prostu nie widzi różnicy, między tym jak było, jak jest i jak miało, by według ciebie być. Czy ma to dla ciebie jakieś znaczenie, że ktoś przyklei jej plakietkę „chrześcijan”? Upamiętniaj się najpierw ty i dojdź do czystości w swoim sercu, a wtedy się okaże czy ona chce być z tobą dla ciebie, czy może tylko dla grzechu”.

Powyższa historia uczy mnie, że chcąc, aby inni, którzy są wokół mnie i z którymi rozmawiam i o których się modlę, naśladowali Chrystusa i stawali się jego uczniami, ja sam muszę naśladować Chrystusa i być jego uczniem.

Gdy przychodzi do was akwizytor i chce wam sprzedać szampon, twierdząc, że jest najlepszy na świecie, to czy nie zapytacie się go, czy on sam go używa? A jeśli odpowie, że używa, a jego włosy będą przypominać obraz nędzy i rozpaczy to czy zachęcił, czy zniechęcił was do kupienia tego szamponu?

Wróćmy jeszcze raz do żarówki. Jak pisałem, możemy się od niej uczyć. Czego? Świecenia! Tak jak podłączona żarówka świeci przez cały czas i całą swoją powierzchnią, my jako chrześcijanie musimy pamiętać, że również „świecimy” przez cały czas wszystkim, co robimy i że oczy niewierzących patrzą na nas ciągle i tylko szukają momentu, aby nam wytknąć, że wcale nie są gorsi od nas. Tak jak rodzice muszą się nauczyć, że ich małe dziecko obserwuje ich bardzo uważnie, tak i my musimy się nauczyć, że chrześcijaninem nie jest się tylko w kościele albo podczas ewangelizacji ulicznej, ale 24 na dobę, w pracy, w domu, a także i internecie.

Ale co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to kala człowieka” - Mt 15:18

Jestem dosłownie zażenowany tym iż spora część moich znajomych na Facebooku, którzy każą siebie nazywać chrześcijanami, publikuje zdjęcia i filmiki, które są rażąco niechrześcijańskie i nie mają nic wspólnego z apostolskim trybem życia, do którego namawiał Chrystus, a którego przecież mamy naśladować! Owszem. Sprośne żarty i fotografie półnagich kobiet są pokusą, ale z tą pokusą trzeba walczyć, a nie cieszyć się nią i dzielić z innymi „chrześcijanami”.

Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością?” - 2Kor 6:14

Owszem. Mamy być w tym świecie, ale będąc w tym świecie, musimy być inni, nawet jeśli będzie nas to kosztować przywilej cierpienia za wiarę. Musimy pokazywać tym ludziom dookoła, że jesteśmy inni i że nasza inność jest źródłem naszego szczęścia i radości z żywota wiecznego, którego wyczekujemy!

Jak więc być innym? Jak świecić? Omówmy to na przykładzie ewangelizacji: Zamiast tłuc kogoś po głowie wersetami z biblii i wrzeszcząc o tym jaki to ogień czeka grzeszników, odsuńmy się lekko na bok, robiąc miejsce Duchowi Świętemu, który będzie każdą osobę traktował indywidualnie, oraz który będzie dawał wskazówki dla ciebie, jak masz działać oraz co, kiedy i jak mówić. Ponadto świećmy przykładnym chrześcijańskim życiem: Miłujmy nieprzyjaciół, wybaczajmy, czytajmy słowo, módlmy się nieustannie, nie oszukujmy, nie przeklinajmy itd. Ludzie to zauważą i będzie ich to intrygować, a gdy zaintrygowani zapytają, dlaczego my tacy jesteśmy, ich serce będzie już gotowe, aby przyjąć ziarno. To właśnie miał na myśli Jezus, gdy mówił:

Dlatego wam powiedziałem, że nikt nie może przyjść do mnie, jak tylko ten, któremu zostało to dane od Ojca” - J 6:65

Ci, którzy wierzą w predestynacje, interpretują słowa „Dane od Ojca” jako zdecydowanie przez Boga przed stworzeniem świata kto będzie zbawiony a kto nie. Nie wchodząc w tę dyskusję, uważam, że jest to przykład na to, że aby ewangelia mogła do kogoś dotrzeć (w sense do jego serca) i aby mógł być zbawiony, wcześniej musi zajść pewien proces w jego sercu, który czyni sam Ojciec jako idealne dopełnienie roli w trójcy świętej. Ojciec przygotowuje serce, Duch Święty objawia Jezusa,a Jezus zbawia.

Nie chcę was straszyć, jednak musimy zadać sobie jedno bardzo ważne pytanie: A co, jeśli nie będziemy świecić? Tu biblia jest bardzo jasna:

Jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana” - Mt 5:13

A już i siekiera do korzenia drzew jest przyłożona; wszelkie więc drzewo, które nie wydaje owocu dobrego, zostaje wycięte i w ogień wrzucone” - Mt 3:10
Kto nie trwa we mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie spłoną” - J 15:6

Jeśli to, co napisałem, dotyka cię i czujesz potrzebę zmiany, to chcę dać ci jeszcze jedną przestrogę. Tak jak życie żarówki skraca się poprzez włączanie i gaszenie, tak samo i życie chrześcijanina skraca się, gdy nieustannie gasi i zapala on swoje wewnętrzne światło, które dał mu Jezus. Jeśli zapalasz swoje światło tylko wtedy gdy ktoś ci o nim przypomni a za kilka dni (tygodni, miesięcy) znowu je gasisz, aby potem znowu zapalić i zgasić to jesteś na najlepszej drodze do tego, aby zgasnąć na zawsze. A jak sam wiesz, przepalonej żarówki ani stłuczonej lampy nie naprawi już, ani prąd, ani nowe światło.


Przeto, umiłowani moi, jak zawsze, nie tylko w mojej obecności, ale jeszcze bardziej teraz pod moją nieobecność byliście posłuszni; z bojaźnią i z drżeniem zbawienie swoje sprawujcie” - Flp 2:12

Jeśli tedy światło, które jest w tobie, jest ciemnością, sama ciemność jakaż będzie?” - Mat 6:23b

sobota, 14 stycznia 2012

Historia o Królu

   Było sobie kiedyś królestwo i w królestwie tym panował Król i byli jego poddani. Król kochał poddanych, a poddani kochali Króla. Królestwo to dobrze prosperowało i wszystkim dobrze się wiodło. Lecz pewnego dnia przybył posłaniec z innego królestwa i podburzył poddanych przeciwko Królowi i wtedy powstał chaos i bunt. W trosce o bezpieczeństwo królestwa Król musiał więc wprowadzić prawo, bardzo surowe prawo, aby poddani nie niszczyli siebie nawzajem ani jego królestwa. Prawo to miało przypominać poddanym, kto jest ich królem, było nieprzekraczalne i choć dobre, było bardzo surowe, gdyż jedyną karą za przekroczenie któregokolwiek przepisu była śmierć.
    I tak królestwo dalej funkcjonowało. Co jakiś czas ktoś trafiał do celi śmierci, ale królestwo funkcjonowało sprawnie. Niestety nie upłynęło wiele lat, gdy okazało się, że wszyscy obywatele królestwa byli już w celi śmierci i czekali na wyrok. I zasmucił się bardzo król z tego powodu, że straci wszystkich swoich poddanych, których przecież kochał. Wtedy podszedł do Króla jego umiłowany jedyny syn i rzekł: „Ojcze, ja jedyny nie przekroczyłem twoich praw, a ponieważ kocham tych ludzi tak jak i ty ich kochasz, pozwól mi, zamiast nich odbyć karę. Ja pójdę na śmierć zamiast nich wszystkich”. Król choć niechętnie zgodził się i posłał syna swojego, aby ten porozmawiał z nimi i zapytał się ich czy oni przyjmą taką wymianę.
    Syn królewski opuścił więc pałac i poszedł pod drzwi celi śmierci i rozmawiał z ludźmi, lecz oni go nie usłuchali, gdyż nienawidzili go. Skrzyczeli go i nawyzywali, a z powodu zaćmienia ich umysłów twierdzili, że życie w celi podoba im się i nie chcą go zmieniać. Cóż więc miał zrobić syn królewski? Odszedł zasmucony, podszedł do kata i bez zgody obywateli, mając jedyne zgodę swojego ojca, poświęcił swoje życie za nich. A gdy ciało jego legło bez życia, drzwi do celi otworzyły się i poddani stalli się wolni. Wtedy niektórzy z nich którzy pamiętali jeszcze czasy, gdy byli wolni i kochali króla i jego syna wyszli na zewnątrz, a widząc martwe ciało syna królewskiego, rzekli każdy do siebie samego, że chcą być innymi ludźmi i nie chcąc już żyć tak jak wcześniej, gdy zasłużyli na swoją karę. Król zaś widząc, że syn jego nie żyje, podszedł do tych, którzy wyszli i rzekł im: „Skoro syn mój nie żyje, bo oddał życie swoje za was, w takim razie wy będziecie mi teraz synami i córkami i staniecie się częścią królewskiego rodu. Od teraz będzie się was tyczyło tylko królewskie prawo, które jest inne od tego prawa, które ustanowiłem wcześniej i nie będzie już śmierci między wami”, a mówiąc to, dał im szaty królewskie, które oni ubrali.
    Ale nie wszyscy chcieli wyjść z celi śmierci choć była otwarta. Niektórzy zostali w niej, bo bali się Króla, inni zaś bali się kary nie wierząc, że jest wybaczona, jeszcze inni zaś znikczemnieli w sercach swoich i nienawidzili króla tak bardzo, że woleli trwać w celi niż się z nim widzieć. I zasmucił się znowu Król, gdyż kochał ich bardzo, a już nic więcej nie mógł zrobić dla nich, bo przecież cela była już otwarta i kto chciał, mógł przecież wyjść. Pomyślał jednak Król, że da im jeszcze kilka lat, aby się mogli zastanowić, zmienić zdanie i wyjść. Tak więc przekonał Król kata, aby poczekał kilka lat, zanim wykona swój wyrok, a potem rzekł Król do tych, którzy wyszli: „Wy jesteście moimi nowymi synami i macie moje ubrania, wy idźcie do tych, którzy zostali w celi i przekonajcie ich, że jestem dobry, że ich kocham i że syn mój jedyny wziął już ich karę na siebie. Ja dam wam wszystko, co tylko będzie trzeba i wszelką moc królewską, abyście tylko byli skuteczni w przekonaniu tych, którzy zostali”.
    I oni poszli do tamtych i weszli do celi ubrani w szaty królewskie. Lecz niestety niektórzy z nich, gdy weszli i zobaczyli zabawy i rozpustę mieszkańców celi, zdjęli swoje królewskie szaty, podeptali je i opluli, choć mieli jeszcze w pamięci obraz syna królewskiego, który za nich umarł. Dla takich nie było już więc ratunku. Inni jednak gdy weszli do celi i zaczęli opowiadać i głosić o Królu i synu królewskim zostali odrzuceni i pobici przez więźniów, jednak król uratował ich przed śmiercią w tym miejscu i zabrał ich do pałacu. Jeszcze inni, którzy opowiadali o synu królewskim, przekonali wielu. A ci, którzy dali się przekonać, aby wyjść z celi, gdy wychodzili, zobaczyli na zewnątrz ciało syna królewskiego, i powiedzieli sami do siebie, że chcą żyć inaczej. Również i oni dostali szaty królewskie i stali się nowymi synami, a gdy się stali nowymi synami również i oni poszli do celi ubrani w szaty królewskie, aby przekonać tych, którzy zostali. I trwało to wiele lat.
    Gdy jednak minęły lata, które ustanowił Król, aby odwlec karę, kat musiał przystąpić do swojego dzieła, gdyż pierwotne prawo było nieprzekraczalne i nawet król nie mógł go anulować. Wyciągał więc kat ludzi w celi którzy nie mieli czystej szaty królewskiej i przyprowadził ich na ścięcie, a oni widząc po drodze ciało syna królewskiego, żałowali, że nie uwierzyli, gdy im głoszono, lecz teraz było już za późno. I kat stracił tego dnia bardzo wiele osób. Był to dzień płaczu i zgrzytania zębów.  
    Gdy dopełniło się jednak prawo i wszyscy z celi zostali już zabici, rzekł Król do swoich nowych synów: „Niech oczy nasze nigdy więcej nie oglądają już śmierci tak jak dzisiaj. Uczyńmy więc Nowe Królestwo, w którym wszyscy są synami i córkami moimi, a więc wszyscy są pod prawem dziedzica królewskiego”. A ponieważ wszyscy, którzy zostali, kochali Króla, tak więc zgodzili się na to i było wielkie wesele i wielka radość, a nowe Królestwo, które zbudowali, trwało już wiecznie i nikt nie mógł zakłócić ich radości przebywania z ich Królem, który był teraz ich Ojcem.

A historię tą opowiedziałem ci, ponieważ i ja jestem nowym synem, którymi są wszyscy w kościele Boga żywego. Królem moim jest Bóg, ty zaś choć tego może teraz nie widzisz, jesteś w celi śmierci i czekasz na wyrok. Syn Królewski Jezus Chrystus umarł już za ciebie i drzwi do celi są otwarte. Ja przyszedłem, aby ci o tym powiedzieć, aby gdy przyjdzie dzień sądu ostatecznego, miał miejsce przy stole w niebie i abyś nie musiał tego dnia płakać i żałować, ale abyś miał życie wieczne.

Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” - Obj 3:20

sobota, 12 lutego 2011

Jak bardzo kocha cię Bóg ?

Na tytułowe pytanie, które postawiłem w poście Boża Miłość, można odpowiedzieć w sposób inny niż pisałem wtedy. A mianowicie:

"Albowiem tak Bóg umiłował świat (czyli ciebie), że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony." - J 3:16-17

"...w Chrystusie Jezusie, który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej." - Flp 2:6-8

"...Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary, który zamiast doznać należytej mu radości, wycierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę" - Hbr 12:2

"Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni" - Iz 53:5

"Chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał, a osiągnąwszy pełnię doskonałości, stał się dla wszystkich, którzy mu są posłuszni, sprawcą zbawienia wiecznego"- Hbr 5:8-9



Pamiętaj to czego On doświadczył, miało spotkać ciebie!

Jezus dobrowolnie oddał swoje życie za ciebie, abyś ty mógł być włączony do Bożej rodziny i żyć wiecznie w raju !

Czy te obrazu wywołują w tobie szok i drżenie serca? To, co odczuwasz, jest właśnie efektem Trąby Joela, o której pisałem tutaj i jest jak najbardziej pozytywne.
"Wraz z nim zostaliście pogrzebani w chrzcie, w którym też zostaliście wespół wzbudzeni przez wiarę w moc Boga, który go wzbudził z martwych. I was, którzy umarliście w grzechach i w nieobrzezanym ciele waszym, wespół z nim ożywił, odpuściwszy nam wszystkie grzechy, wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża" - Kol 2:12-13

"Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą." - 1Kor 1:18

Ja osobiście bardzo lubię co najmniej raz w roku obejrzeć sobie film Pasja. Gdy patrze przez palce na masakryczne, nieocenzurowane drastyczne zdjęcia i wyobrażam sobie: "To mogłem być ja" wtedy serce moje drży świętą wdzięcznością, z której jak wierzę, wypływa moc Boża, o której pisał Ap. Paweł w 1Kor 1:18


Po dalszą porcje rozważań na ten temat zapraszam do posta: Co dla ciebie zrobił Jezus ?

niedziela, 3 października 2010

Śmierć

Dzisiaj trafiłem na pewien film z internetu i postanowiłem korzystając z mojego bloga podzielić się nim z wami. Jest to prosta informacja, którą możecie pokazać swoim niezbawionym rodzinom i przyjaciołom. Zadając im pytanie czy wiesz dokąd pójdziesz po śmierci ?
Jedynym z miejsc do których możesz trafić jest Piekło, a jak tam jest pisałem w poście o tym właśnie tytule. Upewnij się, że pójdziesz do nieba, do póki jeszcze masz czas. Jezus Chrystus czeka.... na razie.

piątek, 17 września 2010

Komu Chwała ?

Przyznam się, że pisanie postów po tak długiej przerwie nie przychodzi łatwo, jednak czas ten wykorzystałem bardzo owocnie. Jedną z rzeczy, które Bóg położył mi na ten czas na sercu, był temat reprezentowania Jezusa.

"Weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi" - Dz 1:8
"I rzekł im: Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu" - Mk 16:15

Mamy więc iść i głosić narodzenie zbawiciela, jego nauki, śmierć krzyżowa i odkupieńcze dla nas zmartwychwstanie, co wszystko razem, w skrócie zwane jest ewangelią. Aby jednak przekazać komuś tę informację, trzeba stanąć przed nim jako człowiek. To co chce powiedzieć, to pytanie: Na kim się skupiasz, kiedy rozmawiasz z ludźmi? Kogo promujesz i czyjego zysku szukasz ?

Mogę mówić o Jezusie w taki sposób, aby wszyscy widzieli jak wspaniałym, oczytanym w biblii i uduchowionym człowiekiem jestem. Mogę mówić o nim w taki sposób, aby podkreślić, jaki to JA zrobiłem wyczyn idąc za nim i czego to JA w życiu nie dokonałem na jego "chwałę". Nie wydaje wam się to znajome ?

Taka postawa jest głęboko niebiblijna i jest po prostu cielesną pychą! Jan chrzciciel miał zupełnie inną postawę:

"On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym" - J 3:30

Co to właściwie znaczy, że ja muszę stawać się mniejszym, a On musi wzrastać ? Ja widzę to jako mówienie o Jezusie w sposób taki, aby "schować" się za tym Jezusem, którego się maluje przed oczami słuchaczy. Aby zniknąć w jego cieniu. Marginalizować siebie, a wypromować jego. Gdy o tym myślałem, przyszedł mi do głowy obraz człowieka, który wychodzi na scenę ubranego w wielki karton z małymi otworami na oczy. Karton ten przysłania go całkowicie tak, że w zasadzie wygląda to, jak wielki chodzący karton. A na tym kartonie namalowany jest Jezus i jego chwała. Gdziekolwiek ten człowiek pójdzie, ludzie nie zobaczą jego (bo jest schowany w kartonie) ale to, co jest na tym kartonie tzn. Jezusa.

Taką postawę możemy nazywać "sercem sługi". Sługa potrafi zrzec się swojego dobrego imienia przed ludźmi, aby jego pan mógł na tym zyskać. Sługa szuka tylko chwały swojego pana. Ktoś o sercu sługi nie myśli w ogóle o swojej prywatnej karierze, prestiżu, zyskach, profitach. On szuka tego dla Pana.

"Maria wzięła funt czystej, bardzo drogiej maści nardowej, namaściła nogi Jezusa i otarła swoimi włosami, a dom napełnił się wonią maści" - J 12:3

Maria, o której wiemy od samego Jezusa, że potrafiła wybrać dobrą cząstkę, (Patrz Łk 10:42) miała serce prawdziwego sługi. Możemy sobie wyobrazić, że Maria miała długie piękne blond włosy. Gdyby żyła dzisiaj świat na pewno bardzo wywyższałby ją za to, że ma tak piękne włosy (Może wtedy też tak było. Kto wie) Na ogół włosy dla kobiety są jej chwałą i dumą. Jednak ona, to co było jej przepustką do wywyższenia samej siebie, zatraciła dla Pana, aby umyć mu nogi tzn, aby jego nogi były czystsze. Ona mówiła: "Nie patrzcie na moje nic niewarte włosy. Patrzcie na piękne nogi Jezusa" Szukała nie swojej chwały, lecz jego chwały.

A my ? Przykład: Wyobraź sobie, że jesteś prezesem wielkiej korporacji. Masz na sobie garnitur za 10 tys $, siedzisz na walnym zgromadzeniu kapitałowców i nagle wchodzi Jezus z brudnymi nogami. Czy podbiegłbyś przy wszystkich, rozdarł swój garnitur i wyczyścił jego nogi, aby ludzie nie wyrobili sobie negatywnej opinii, że Jezus ma brudne nogi? Albo, jeśli jesteś kobietą, że jesteś na swoim ślubie w pięknej bielusieńkiej sukni i zaraz na początku ceremonii widzisz pośród setek gości Jezusa z zabłoconymi nogami. Posłużyła byś mu, wiedząc, że będzie to oznaczać zniszczenie twojej sukni i kontynuowanie ceremonii w totalnie zniszczonym ubraniu ?
Albo jeszcze inny przykład. Widzisz Jezusa idącego drogą i ogromną kałuże błota przed nim. Czy zdecydował byś się rzucić mu pod nogi aby mógł przejść po tobie suchą nogą do swojego celu np zbawienia twojej rodziny ?

Może te przykłady są bardzo ostre i w sumie mało prawdopodobne, ale wierzcie mi nie ma lepszego uwielbienia Boga jak uwielbienie go sercem sługi wobec świata. Jezus sam powiedział, że kto tak czyni znajdzie prawdziwą chwałę i czyn jego przejdzie do historii zarówno pośród ludzi a przede wszystkim w sercu Boga.

"Zaprawdę powiadam wam, gdziekolwiek na całym świecie będzie zwiastowana ta ewangelia, będą opowiadać na pamiątkę Mari i o tym, co ona uczyniła" - Mat 26:13

"Bojaźń Pana jest szkołą mądrości, a pokora poprzedza chwałę" - Prz 15:33

niedziela, 20 czerwca 2010

Wybór

"Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz." (Rzymian 10:9)

"Uwierz w Jezusa Pana, a będziesz zbawiony, ty i twój dom." (Dzieje 16:31)

"Pan rzekł:” (4Moj 27:6)
"Nie porzucę cię ani cię nie opuszczę." (Hebrajczyków 13:5)

"Mojego ducha dam do wnętrza twojego i uczynię, ze będziesz postępować według moich przykazań, moich praw będziesz przestrzegać i wykonywać je.”   (Ezechiel 36:27)

Ja będę Panem i Bogiem twoim i nie będziesz miał innych obok obok mnie. Nie będziesz miał podobizn rzeźbionych czegokolwiek co jest na niebie w górze, w ziemi na dole i w wodzie pod ziemią. Nie będziesz musiał się im kłaniać i nie będziesz musiał im służyć. Aby nie powodować mojej zazdrości gdyż jak wiadomo każe winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych którzy mnie nienawidzą, ale ja okaże ci łaskę do tysięcznego pokolenia gdyż miłujesz mnie i przestrzegasz moich przykazań. I nie będziesz już nadużywał imienia mojego, abym nie musiał szukać ci kary za nadużywanie imienia mojego. I od teraz będziesz już zawsze pamiętał o dniu sabatu aby go święcić. Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką swoją pracę, ale siódmego dnia odpoczniesz gdyż jest sabat Pana, Boga twego. I nie będziesz musiał wykonywać żadnej swojej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służebnica, ani twoje bydło, ani żaden obcy przybysz który mieszka w twoich bramach. Gdyż w sześciu dniach stworzyłem niebo i ziemię i wszystko co w nich jest, a siódmego dnia odpocząłem (aby dać ci przykład) i dlatego pobłogosławiłem dzień sabatu i poświęciłem go (dla ciebie). Będziesz też mógł bez obaw czcić ojca swojego i matkę swoją i długo będą trwały dni twoje w ziemi którą ci dałem. I nie będziesz już musiał zabijać, cudzołożyć, kraść, ani mówić fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. I nie będziesz też więcej pożądać domu bliźniego swego, nie będziesz też pożądać żony bliźniego swego ani jego domu, ani jego sługi, ani jego służebnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy która należy do bliźniego twojego” (2Moj 20:2-17)

Jeśli o cokolwiek prosić będziesz w imieniu Jezusa spełnię to.” (Jana 14:14)
 
"Lecz jeżeli nie usłuchasz słów moich, to przysięgam na siebie samego że ten dom i życie twoje stanie się ruiną." (Jeremiasza 22:5)

A to dopiero początek Bożych obietnic....
...Sam zdecyduj co się bardziej opłaca !

czwartek, 6 maja 2010

Czy czujesz się inny?


Czy słyszałeś kiedyś opinię o sobie, że jesteś z innej planety? Albo tekst pod tytułem "Skądś ty się wziął?" lub "Gdzieś ty się uchował" albo "Na jakim świecie ty żyjesz"?
Ja zawsze je słyszę gdy prezentuje swoją postawę lub swoje poglądy i przekonania. Ci którzy ich słuchają zazwyczaj mają moralność tak zupełnie inną niż Chrystusowa, że nawet nie mieści im się w głowie, że istnieją tacy ludzie jak my. Zaczynają wtedy (czując się jedynymi "normalnymi" ludźmi będącymi w przytłaczającej większości) przekonywać nas, że musimy się leczyć i że coś z nami jest bardzo nie tak. Że nie nadajemy się do ich społeczeństwa i skazujemy się na banicje i samotność. Często atakują nas i oczerniają przed innymi, tak aby zmarginalizować nasz pogląd tak niewygodny dla nich i przekonują nas abyśmy to raczej my naśladowali ich.

Jak się wtedy czujecie widząc taką reakcję? Czujecie się winni i wycofujecie ze swoich poglądów aby się przypodobać słuchaczom czy może czujecie radość z powodu obietnicy Jezusa?

"Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi." - J 15:19
"Wyłączać was będą z synagog, więcej, nadchodzi godzina, gdy każdy, kto was zabije, będzie mniemał, że spełnia służbę Bożą. " - J 16:2

"Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was nienawidzieć będą i gdy was wyłączą, i lżyć was będą, i gdy imieniem waszym pomiatać będą jako bezecnym z powodu Syna Człowieczego. Radujcie i weselcie się w tym dniu; oto bowiem zapłata wasza obfita jest w niebie; tak samo bowiem czynili prorokom ojcowie ich." - Łk 6:22-23

Wiecie ja wam powiem, że dla mnie chlubą jest gdy mnie ludzie prześladują za sprawiedliwość, bowiem daleko biedniejszy bym był gdyby to Bóg mnie prześladował za brak tej sprawiedliwości.

"Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? (...) Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze. " - Mat 5:13-14
"Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie." - Mat 5:16
"Prowadźcie wśród pogan życie nienaganne, aby ci, którzy was obmawiają jako złoczyńców, przypatrując się bliżej dobrym uczynkom, wysławiali Boga w dzień nawiedzenia." - 1P 3:12

Musimy być inni niż ten świat. Musi świecić nasza światłość na ludzi, aby ci którzy szukają Boga mogli być przez nas do niego przyprowadzeni.

"Jeśli tedy światło, które jest w tobie, jest ciemnością, sama ciemność jakaż będzie?" - Mat 6:23b

Czy wiec nie jest warto świecić jak latarnia wystawiona na froncie szalejącego morza nienawiści do niej, aby szukać i ratować tonące gdzieś statki? Ty masz świecić! Duch Święty wykona resztę!


"Gdyż wam dla Chrystusa zostało darowane to, że możecie nie tylko w niego wierzyć, ale i dla niego cierpieć" - Flp 1:29

"To powiedziałem wam, abyście we mnie pokój mieli. Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat." - J 16:33

sobota, 1 maja 2010

Daremne Sianie?

Czy miałeś kiedyś uczucie, że twoje słowa, czy twoje ziarno jest rzucane jak perły przez wieprze i nie ma z niego żadnego pożytku? A może żal ci było twojego czasu dla kogoś kogo osądziłeś, że szkoda ziarna dla niego bo i tak nic nie urośnie?

Słyszałem świadectwo o misjonarzach którzy jeździli do Afryki na pustynie, aby modlić się w jednej z wiosek. Gdy po kilku latach przyjechali w to samo miejsce, tubylcy pokazali im cud jaki się przez nich wydarzył. W miejscu gdzie modlili się, pośród pustynnej ziemi wyrosło prawdziwe zborze! Jeśli więc na pustyni Pan może dać plon czy nie chętniej da go w sercach swoich błądzących dzieci?
Z historii tej wynika jednak jeszcze coś. Pustynia z powodu naszego odsuwania się od Boga często jest też w naszych sercach i myslimy sobie, że w taki czas nie może być z nas nic dobrego. Pamiętaj:

"u Boga wszystko jest możliwe. " - Mat 19:26

"A ten, który daje ziarno siewcy i chleb na pokarm, da i pomnoży zasiew wasz, i przysporzy owoców sprawiedliwości waszej" - 2Kor 9:10

Prawdą jest, że część naszego ziarna padnie na drogę, gdzie będzie wyjedzone, na skały gdzie wyschnie,i na ciernie które je zaduszą (patrz Mat 13:3-8) Czy to jednak ma nas powstrzymać? Ziarna nam bowiem nie zabraknie:

"A władny jest Bóg udzielić wam obficie wszelkiej łaski, abyście, mając zawsze wszystkiego pod dostatkiem, mogli hojnie łożyć na wszelką dobrą sprawę" - 2Kor 9:8

Prawdą jest także, że część tego ziarna dotrze na ziemie żyzną i wyda owoc, tak jak wydaje owoc ziarno zasiane w was przez kogoś kto odważył się siać do was.

"Bóg nie ma względu na osobę" - Dz 10:34

"A tak, bracia moi mili, bądźcie stali, niewzruszeni, zawsze pełni zapału do pracy dla Pana, wiedząc, że trud wasz nie jest daremny w Panu." - 1Kor 15:58

"A zatem ani ten, co sadzi, jest czymś, ani ten, co podlewa, lecz Bóg, który daje wzrost." - 1kor 3:7

piątek, 23 kwietnia 2010

Piekło

Od około roku modliłem się do Pana aby objawił mi zrozumienie poniższego wersetu. Po wysłuchaniu tego kazania nareszcie je zrozumiałem. Ostrzegam to jest tylko dla ludzi o mocnych nerwach (obraz na filmie nie zmienia się liczy się tylko fonia).

"Dosyć masz, gdy masz łaskę moją" - 2Kor 12:9


Kto czytał moje świadectwo wie, że i ja miałem doświadczenia w omawianym tu temacie. Dziękuję Bogu, za to, że to co ja doświadczyłem nie jest nawet jedną setną tego czego doświadczył Bill Wiese.

niedziela, 18 kwietnia 2010

Moje Świadectwo [wersja z 10.VI.10]

Świat jest piękny, wspaniały i niepoznany. Tak wiele rzeczy działo się na moich oczach, tak wielki podziw świat wzbudzał we mnie, tak iż słowo „poznanie” stało się moim mottem życia. A ze wszystkiego najbardziej chciałem poznać „Anioły Światłości”, którzy przyszli do mnie gdy jako dziecko byłem samotny, by w końcu całkiem zastąpić mi rodziców. Oni wszystko potrafili wyjaśnić i zrobić, gdy się ich poprosiło. Nawet przyszłość potrafili mi zdradzić. Wiedzą swoją i mocą obdarzali mnie chętnie. Jakiż wielkim się stałem, gdy ludzie zabiegali o mnie, abym udzielał im wiedzy, którą miałem od nich. Jak wielkie wrota otwarły się przede mną, gdy obdarzyli mnie mocą swoją, w tym też kontrolą nad ludźmi....
Byłem najlepszy. Dotarłem daleko. Poznałem niepoznane, a siły ciemności służyły mi. Byłem okultystą, a może już czymś więcej... Coraz głębiej i głębiej sięgałem po władzę, nie zdając sobie sprawy z ceny, jaką coraz wyższą musiałem za to płacić. Zaczęło się niewinnie od drobnych przysług w zamian. Skończyło na rozkazach i siłowych wymuszeniach. To była wojna! Rozsiedli się w moim życiu, uzurpując sobie prawo do niego, nazywając mnie swoją własnością jak i zabawką. Zostałem niewolnikiem. Życie moje popadło w ruinę. Przyjaciele zdradzili mnie, rodzina wyklęła, ciało niemal obumarło pod naporem ich pięści i kar. Cóż mi zostało, jak tylko to, by stoczyć się w dół?

Szukałem rozwiązania. Zostałem naukowcem, lecz nie stamtąd przyszła nadzieja. Przyniósł ją człowiek który był inny od tego co znałem. Powiedział mi: „Jest inna droga” i przedstawił mi ją. Czy miałem jakiś wybór? Zawsze mogłem ją odrzucić. Ja jednak przyjąłem i tak jak umiałem, uczyniłem co mi poradził. Wyznałem: „Boże, jeśli istniejesz i kochasz mnie, jak twierdzi ten którego posłałeś, to przyjdź do mnie i uratuj mnie”. A wtedy przyszedł. Oni jednak również przybyli, gdyż nie chcieli mnie oddać. Wtedy ich porównałem. Esencja Dobra kontra Esencja Zła. Kto okaże się silniejszy? Kto rządzi w tym świecie? Oni czy ON, Jezus Chrystus z Nazaretu.

I skoro widzicie że żyję, to znaczy że ON wygrał, albowiem spośród wszystkiego co poznałem, Jezus był i jest nadal, najpotężniejszą istotą jaką mógłbym sobie wyobrazić. Wszystko i wszyscy byli mu ulegli, a miłość i wyzwolenie biły od niego. Choć mógł mnie zetrzeć w proch, za wszystko co przeciwko niemu czyniłem, on WYBACZYŁ MI i DAŁ to czego nigdy nie znałem: Bezwarunkową, Szczerą i Absolutną Miłość, rwąc wszystkie cyrografy, jakie krwią własną zawarłem z diabłem. On bowiem miał moc to uczynić. Wtedy zostali pokonani i upadły ich kłamstwa. Przez miłość, podniósł mnie z tego, w czym byłem i dał NOWE ŻYCIE, pełne łaski i prawdy, posyłając mnie do tych, dla których byłem oprawcą, abym wyposażony w jego miłość, przekonał ich o swojej przemianie.
Tak rozpoczęła się moja droga ku uzdrowieniu relacji z rodziną, braćmi, przyjaciółmi, samym sobą, jak i całym światem.

„Gdyż nie z ciałem i krwią walczymy lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich” - Ef 6:12

7 luty - 10 czerwca 2010r Janeczko Mariusz.