wtorek, 24 grudnia 2019

Wiara Bogu w czasach władzy nauki - cz1: Wstęp

Jako uczeń Chrystusa wierzę, że słowo Boże jest prawdą. CAŁE Słowo Boże, które spisane zostało w księgach Biblii, bez dodatków powstałych z przyczyn polityczno-ludzkich (tzw. księgi deuterokanoniczne) jest prawdą.

Gdy oddałem swoje życie Jezusowi, zrozumiałem, że rzeczywistością, która mnie otacza i w której żyje, NIE  JEST to, co widzę lub to, co wydaje mi się, że doświadczam zmysłami czy urządzeniami pomiarowymi zbudowany w oparciu o ułomne naukowe modele. Biblia mówi że:

"Rzeczywistością [...] jest Chrystus" - Kol 2:17

Kim jest Chrystus, to bardzo szeroki temat, na tą chwilę możemy skupić się, na tym, że innym jego imieniem jest po prostu "Słowo Boże." (Obj 19:3).

To wszystko razem ugruntowało mnie w przekonaniu, że Słowo Boże jest jedynym pewnym (gwarantowanym przez autorytet Jezusa) opisem świata - tego co było, jest i będzie. Wszystko inne to tylko ludzkie domysły, teorie i kłamstwa stworzone przez Bożego przeciwnika na potrzeby dyskredytacji Boga oraz zwodzenia dusz.


Wierzę, że Jezus urodził się z dziewicy oraz zmartwychwstał dla naszego zbawienia. Wierzę też, że wszystko inne, co Bóg mówi w swoim słowie jest prawdą, np. że życie człowieka trwać będzie 120 lat i ani roku krócej (Rdz 6:3). Jeśli wiec odrzucę choćby jedną linijkę, poddam w wątpliwość całość i nic, włącznie ze zmartwychwstaniem, nie jest już "na pewno" (a tego właśnie chce diabeł). Właśnie dlatego zostałem niejako "zmuszony" do przyjęcia za prawdę także i te wersety, których nie rozumiem.

I to jest klucz. To, że czegoś nie rozumiem nie oznacza, że jest to nieprawdą. Punktem wyjścia jest jednak to, że to nie świecka, humanistyczna teoria naukowa, choćby nie wiem jak ścisła, jest prawdą, ale to co czytam w Słowie jest prawdą, nawet jeśli na tę chwilę jeszcze nie rozumiem, co autor miał na myśli pisząc dany werset. Na szczęście kto pyta, temu odpowiedzą, tak wiec Bóg nie trzyma w niewiedzy tych, którzy go kochają i często udziela nam swoich odpowiedzi przez objawienie.

Trzeba jednak uważać na tłumaczenia. Niestety w przytłaczającej większości tłumaczenia są wadliwe lub po prostu niedoskonałe. Aby z tym walczyć niekoniecznie musimy uczyć się starożytnej greki i hebrajskiego (choć na pewno nam to nie zaszkodzi). Często wystarczy wziąć kilka rożnych tłumaczeń i je porównać. Często dopiero, gdy porównam wiele tłumaczeń danego zdania, Bóg ujawnia mi to, co naprawdę chciał powiedzieć i często jest to radykalnie inne od tego, co obowiązuje w potocznej interpretacji i tłumaczeniu danego wersetu.

Jedną z rzeczy, w które wierzę DOSŁOWNIE jest np. to że Bóg stworzył ziemię w 6 dni, a siódmego dnia odpoczął. Nawet powszechnie uznani popularyzatorzy tezy, że: "Nauka nie jest sprzeczna z Biblią", twierdzą że opisy stworzenia są tylko metaforą, opowiastką lub dopiskami spisanymi wiele set lat po Mojżeszu na potrzeby hebrajskiej propagandy.

Chcę podkreślić że nie jestem przeciwko uprawianiu nauki w możliwie najściślejszy z możliwych sposobów. Bóg powiedział:

"Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną. Panujcie [...]" - Rdz 1:28

Człowiek powinien wiec czynić sobie ziemię poddaną za pomocą narzędzi, które ma. Umysł i kreatywność są dane od Boga i mamy ich używać. Jednak jak z każdym narzędziem trzeba uważać, w jakim celu się je stosuje.

Jako fizyk z wykształcenia, również wyznaję zasadę, że "Nauka jest niesprzeczna z Biblią" o ile słowo Nauka zastąpimy słowem "zasady przyrody", a nie ludzkimi nakładkami tych zasad.

Jako uczeń Chrystusa twierdzę jednak, że ziemia i "gatunek" ludzki powstał ok. 5700 lat temu, a każda teoria, która twierdzi inaczej jest po prostu błędna. W końcu, kto ma rację? Naukowcy, których nawet nie znam czy Chrystus - syn Boga Stwórcy, któremu powierzyłem swoje życie?

Obecnie świat zdominowany przez diabła i grzech zwalcza prawdę. Kto cytuje słowo Boże jest uznany za oszołoma, a monopol na "prawdę" ma tylko świecka nauka produkująca takie tezy jak teoria wielkiego wybuchu czy tzw "miliardy lat temu". Śmiem twierdzić, że np. sprzeczna z Biblią teoria ewolucji człowieka od małpy i jaskiniowca jest dzisiaj niczym złoty posąg przed którym każdy musi ugiąć swoje kolana, bo inaczej będzie w najlepszym wypadku wyśmiany, a jego kariera zawodowa będzie zdruzgotana (Dn 3:4-6).

"Mówił więc Jezus do ludzi, którzy uwierzyli w niego: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie" - J 8:31

Istnieje bardzo wiele teorii mogących wyjaśnić zgodność literalnej interpretacji Biblii (łącznie z jej pierwszym rozdziałem) z odkryciami geologów, fizyków czy astronomów i obiecuję, że niedługo napiszę kilka z nich.

Podobnie sprawa ma się z potopem czy pochodzeniem człowieka i procesem ewolucji. Również tutaj nie ma żadnej sprzeczności miedzy "przyrodą" i faktami doświadczalnymi, a tym co mówi Bóg przez swoje słowo. O tym również napiszę.

Kłamstwo i poróżnienie wprowadza szatan po to, aby pokazać świat bez Boga i bez zbawiciela. Świat, w którym nie ma grzechu, nie ma piekła i nie ma sądu. Jest tylko nauka i człowiek w centrum.

Jestem radykalny, ale tego wymaga ode mnie prawda. A ty? Do której z tych grup się zaliczasz? Ufasz Bardziej Bogu czy ludziom ?

"A teraz, czy chcę ludzi sobie zjednać, czy Boga? Albo czy staram się przypodobać ludziom? Bo gdybym nadal ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusowym." - Gal 1:10

"Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli im i rzekli: Czy słuszna to rzecz w obliczu Boga raczej ludzi słuchać aniżeli Boga, sami osądźcie" - Dz 4:19

PS: Jeszcze słowo komentarza. Nauka śmieje się z religii twierdząc, że religia nic nie potrafi zrobić, a tymczasem nauka przyniosła ludzkości same postępy. I ma rację ! Religia rzeczywiście w porównaniu z nauką jest śmiechu warta, przyniosła ludzkości same straty i jest do wyrzucenia na śmietnik historii. W tym tekście nie mówiłem bowiem o religii czy o kościelnictwie, ale o Słowie Bożym, które z martwą religią (uczynkami bez wiary i bez posłuszeństwa Biblii) nie ma nic wspólnego.

 

To jest artykuł z serii: Wiara Bogu w czasach władzy nauki. Pozostałe części możecie znaleźć tutaj: Część 2: Języki i zasiedlenie kontynentów




poniedziałek, 14 października 2019

Uzupełnienie do pierwszych rozdzialów Biblii


Na początku Bóg stworzył Niebo i Ziemię” (1Moj 1:1)

„Potem Bóg odłączył od siebie dwie części. Pierwszej z nich nadał imię „Jezus", drugą zaś nazwał „Duch Święty”. Byli oni wszyscy jednym. Każdy miał tę samą moc i wolę co pozostali, i choć mogli oni przebywać w różnych miejscach byli oni przez cały czas połączeni w jedno.

Następnie Bóg stworzył w niebie ogromne zastępy istot, które nazwał Aniołami ponieważ byli mu oni posłuszni we wszystkim. Gdy Aniołowie byli już gotowi podzielił ich według roli i siły na grupy i zastępy. Ustanowił też pomiędzy nimi przywódców i przywódców z spośród przywódców.  Imiona najwyższych rangą przywódców to Lucyfer, Michał i Gabriel. Tym trzem Bóg udzielił władzy do nakazywania swojej (tzn. tych przywódców) woli wobec trzeciej części wszystkich Aniołów, które stworzył. Oni sami zaś pełni wolę wyłącznie Boga.

Następnie Bóg stworzył w niebie domy dla swoich aniołów, oraz miejsce w którym będą mogły przebywać i ćwiczyć się w usługiwaniu mu. Gdy wszystko to było gotowe Bóg stworzył na końcu wielką świątynię, którą nazwał SWOIM DOMEM, a w jej środku wielki tron symbolizujący jego wszechwładzę.

Następnie Bóg wybrał z pośród trzech dowódców anielskich Lucyfera, aby ten był wyższy od pozostałych dwóch i aby on poświecił całe swoje istnienie do tego, aby wielbić Boga i oddawać mu niekończącą się wieczną chwałę. Po pewnym czasie Lucyfer dostał do pomocy nowe istoty, które stworzył Bóg. Były one przeznaczone tylko i wyłącznie do oddawania Chwały Bogu i były do tego odpowiednio ukształtowane. Lucyferowi nie dał jednak władzy nam nimi.

To nie spodobało się Lucyferowi, który przez chwilę czuł się już jak zarządcą całego nieba i drugi po samym Bogu. Był on istotną niebywale mądrą i potężną w swoich możliwościach, a także wrażliwą na każdy wymiar emocji. Powiedział wiec do Boga: „Mój Panie. Czy chwała którą ci oddaje wraz z podległymi mi aniołami, nie jest wystarczająca dla ciebie? Po ci jeszcze te dodatkowe istotny, które cię wielbią? Jeżeli mało ci Chwały, którą ci daję zwolnij mnie Panie z przysięgi związanej woli wobec ciebie, a wtedy jako wolna istotna będę oddawać ci Chwałę lepiej niż teraz”.

Bóg spojrzał na Lucyfera i odpowiedział mu: „Faktycznie chwała wolnej istoty jest lepsza od twojej oraz od istot które stworzyłem specjalnie do tego, aby oddawały mi chwałę. Dlatego też spełnię twoją prośbę i uczynię cię wolną istotą w swojej woli.” Bóg miał już bowiem wymyślony nowy plan w którym planował użyć Lucyfera. Bóg wiedział bowiem, że serce Lucyfera nie było gotowe do wytrzymania presji wielkości oddawanej Bogu chwały jaka go otaczała i że któregoś dnia zbuntuje się i wyciągnie po nią rękę. Bóg obmyślił sobie tego dnia, że stworzy nową istotę. Całkowicie różną od Aniołów i od początku przygotuje ją do tego, aby mogła żyć w chwałę Bożej mając wolną wolę od początku. Bóg stworzył ją w swoim umyślę i nazwał Człowiekiem. Zaplanował, że będzie ich tak wiele jak Aniołów, ale będą one całkowicie różne od siebie. Każdy człowiek będzie inny i każdego Bóg wtedy stworzył w swoim umyśle i zaplanował dla niego przyszłość. Bóg wiedział jednak, że aby człowiek mógł oddawać mu wieczną chwałę, najpierw będzie musiał mieć możliwość wyboru, który go sprawdzi.

W tym czasie w niebie doszło do sytuacji o której Bóg wiedział, że nastanie. Lucyfer obdarzony wolną wolą stracił panowanie nad swoim sercem i wraz z podległymi mu oddziałami swoich aniołów wypowiedział Bogu posłuszeństwo i zażądał, aby to on teraz był obiektem chwały i zasiadał na tronie w świątyni. Michał i Gabriel nie pozwolili mu na to. W niebie rozgorzała wielka bitwa, której Lucyfer nie mógł wygrać bo podległych mu było tylko 1/3 wszystkich aniołów w Niebie.

Bóg ukarał więc Lucyfera i wraz z nim wszystkich podległych mu aniołów zrzucając ich z Nieba na ziemię w której nie było wówczas nic. Tam Lucyfera ogarnęła wściekłość i nieustannie całymi wiekami napełniał się on nienawiścią do Boga ślubując sobie, że będzie jego przeciwnikiem w każdej sytuacji co znaczy, że stał się Szatanem. Jego anioły zaś nazywano od tego dnia demonami, gdyż są to upadłe anioły. Szatan niszczył co tylko mógł na ziemi, aby uśmierzyć swoją niewyczerpaną wściekłość na Boga, nie mógł jednak zrobić nic więcej.

Pewnego dnia Bóg powiedział do siebie: „Nadszedł czas, aby podnieść wymiar kary dla Lucyfera, który ogłosił się naszym przeciwnikiem. Stworzymy teraz człowieka i damy mu LUDZKIE CIAŁO dzięki, któremu będzie on miał władzę na ziemi, aby panował nad wszystkim co tam jest, także nad Lucyferem [który ciała nie ma]. Najpierw jednak przemieńmy ziemię na której mieszka Lucyfer w miejsce raju i nieskończonej obfitości w której człowiek będzie mógł żyć w pełni szczęścia i wdzięczności, a następnie nakażemy mu, aby drwił z szatana mając to wszystko. A gdy dopełni się czas zabierzemy człowieka, który wygrał z szatanem do nieba, aby był z nami i wtedy będzie oddawał nam chwałę jako istota wolna i przetestowana.”

A ziemia była [wówczas] pustkowiem i chaosem; ciemność była nad otchłanią, a Duch Boży unosił się nad powierzchnią wód” (1Moj 1:2) […..] „Potem rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas i niech panuje nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad bydłem, i nad całą ziemią, i nad wszelkim płazem pełzającym po ziemi. I stworzył Bóg człowieka na obraz swój; Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich.” (1Moj 1:26-27) [….] „A człowiek i jego żona byli oboje nadzy, lecz nie wstydzili się [bo okrywała ich chwała Boża]” (1Moj 2:25)

„Szatan widząc, że Bóg stworzył człowieka jako istotę prawie równą Bogu i że człowiek dostał od Boga wszystko czego on sam pragnął, to jest przede wszystkim władzy, a także widząc że człowiek został stworzony, aby w przyszłości oddawać Bogu wieczną chwałę co przecież on sam kiedyś robił, wpadł w furię. Znienawidził on człowieka tak samo jak Boga i za wszelką cenę zapragnął jego zniszczenia i cierpienia, a przede wszystkim pragnął, aby plan Boży w postaci tego, że człowiek będzie oddawał chwałę Bogu nie ziścił się i aby człowiek zamiast Bogu, oddawał chwalę jemu. Szatan wiedział jednak, że Adam mając ciało ma władze nad wszystkim, także nad nim. Jedyne co mógł zrobić to przekonać go, aby ten sam oddał się w jego ręce i aby dobrowolnie przekazał mu swoją władzę i aby to szatan rękami człowieka panował na ziemi, a nie zaś człowiek. Wymyślił wiec KŁAMSTWO, którym chciał zwieść człowieka i wytrącić go z pod otaczającej go Bożej ochrony. Tak właśnie szatan stał się diabłem czyli ojcem kłamstwa. Nie wiedział, że tym co zamierza uczynić, tak naprawdę wypełniał wolę Boga, którą było przetestowanie człowieka i danie mu wyboru. Ponieważ chwała Boża chroniła człowieka szatan aby mówić do człowieka musiał wykorzystać zwierzę. Z spośród wszystkich zwierząt poddał mu się tylko wąż.”

A wąż był chytrzejszy niż wszystkie dzikie zwierzęta, które uczynił Pan Bóg. I rzekł do kobiety: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie ze wszystkich drzew ogrodu wolno wam jeść?” (1Moj 3:1) […..] „A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości,[uwierzyła kłamstwom diabła i] zerwała z owoc [z zakazanego drzewa] i jadła. Dała też mężowi swemu, który był z nią, i on też jadł. (1Moj 3:6)

„Sprzeciwili się w ten sposób Bożej woli (tzn. zgrzeszyli) i przez to chwała, która ich otaczała odeszła od nich, bo stali się brudni grzechem – czymś czego Bóg nie tolerował i nie mógł dotykać, aby nie umniejszać swojej świętości.”

„Wtedy otworzyły się oczy im obojgu i poznali, że są nadzy.” (1Moj 3:7) […..]

„Następnie Bóg wziął parę zwierząt i zabił je na oczach Adama i jego żony mówiąc: „Każdy kto grzeszy musi zostać zgładzony, ale cudze życie to jest żywa krew może przykryć grzech tak abym go nie widział i abym nie wymierzył wam kary natychmiast choć i tak będzie miał on swoje konsekwencje. Tak właśnie dzieje się teraz. Ta krew przykryła przede mną wasz grzech niedopilnowania ogrodu i nieposłuszeństwa wobec mnie”. Następnie Bóg zdarł z tych zwierząt skórę…”

I uczynił Bóg Adamowi i jego żonie odzienie ze skór, i przyodział ich” (1Moj 3:21) [….] „Usunął go więc Bóg z ogrodu Eden, aby uprawiał ziemię, z której został wzięty. I tak wygnał człowieka z raju.” (1Moj 3:23-24)

„Szatan widział, że pozbawiony przykrycia chwały Bożej człowiek jest teraz dla niego łatwym celem i że już nie musi używać zwierząt aby do niego mówić. Nadal jednak nie miał władzy nad człowiekiem, ale wiedział, że aby móc w pełni nim manipulować i aby móc sprawować poprzez niego władze na ziemi, oraz aby móc zabijać ludzi i zmuszać ich do oddawania chwały sobie musiał najpierw sprawić, aby człowiek miał więcej grzechu i aby jego relacja z Bogiem była jak najgorsza. Doskonalił się on wiec w coraz to bardziej wyrachowanym kłamstwie i szeptał on i jego demony do uszu ludzi kusząc ich do kolejnych grzechów.” 

Następnie [po wygnaniu z Raju] Adam obcował z żoną swoją Ewą, a ta poczęła i urodziła Kaina. […] a potem urodziła jeszcze brata jego Abla” (1Moj 4:1-2). 

„Ponieważ po utracie przykrycia chwały Bożej ludzie przestali widzieć Boga oczami naturalnymi Adam uczył swoich synów o Bugu, a także, że należy oddawać mu hołd i ofiary. Abel szukał wiec Boga i rozmawiał z nim (tzn. modlił się) choć go nie widział, tak jak jego ojciec Adam w czasie gdy był w Raju. Pytał się Boga jaka ofiara będzie mu miła, a Bóg odpowiedział mu, że będzie to ofiara z krwi ponieważ ona ma moc przykrycia grzechu. Kain zaś nie pytał Boga bo na początku w ogóle nie planował składać Bogu ofiary.”

 Abel był [wiec] pasterzem trzód [choć wtedy jeszcze człowiek miał zakaz zjadania zwierząt], a Kain uprawiał rolę [dla jedzenia]." (1moj 4:2) [….] „Wówczas rzekł Pan do Kaina: Czemu się gniewasz i czemu zasępiło się twoje oblicze? Wszak byłoby pogodne, gdybyś czynił dobrze, a jeśli nie będziesz czynił dobrze, u drzwi czyha grzech. [Diabeł] kusi cię, lecz ty masz nad nim panować.” (1Moj 4:6-7)
„Jednak Kain wybrał, aby nie słuchać rady Bożej, ale rady diabła tzn. aby zabić Abla. Diabeł powiedział mu bowiem, że w ten sposób ulży swoim emocjom i zniknie powód jego zawstydzenia.”
Rzekł wiec Kain do brata swego Abla: Wyjdźmy na pole! A gdy byli na polu, rzucił się Kain na brata swego Abla i zabił go." (1moj 4-8) [….]

„Szatan był cierpliwy i nieustający. We dnie i w nocy szeptał do uszu wszystkich ludzi mówiąc im kłamstwa na temat Boga. Człowiek zaś pozbawiony chwały Bożej stopniowo acz konsekwentnie ulegał tym kłamstwom i zaczynał coraz bardziej służyć nie Bogu, lecz Szatanowi, którego miał przecież uciskać i nad nim panował.”


I tak to trwało, aż do czasu gdy Jezus zstąpił i narodził się jako człowiek. On będąc w ciele i ograniczeniach ciała jako jedyny nie uległ presji, którą wywierał szatan i jego królestwo, które w miedzy czasie zbudował. Jezus nie zgrzeszył i będąc całkowicie czystym oddał swoje życie za nas. Od tamtej pory grzech człowieka przykryty jest krwią samego Boga, a więc jest to przykrycie doskonałe - grzech został zmazany, a Boża chwała mogła wrócić na każdego, kto tylko z tej ofiary skorzysta.

"Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz" - Rz 10:9

Teraz wiec kościół - społeczność wywołanych zbawionych przez Jezusa ludzi, wyposażonych w moc ducha świętego (Dz 1:8), który także zstąpił na ziemię może realizować Boży cel - gnębić i poniżać diabła i wydzierać mu to co bezprawnie zabrał.

A czy ty należysz do TEGO właśnie kościoła ? Czy nadal jesteś przykryty ciemnością i przebywasz w królestwie diabła ? Metaforę odpowiedzi na to pytanie możesz znaleźć TU

piątek, 12 października 2018

Odwrócony porządek

Im dłużej jestem wierzącym (a właśnie wybiła mi okrągła 10 letnia rocznica) tym bardziej przekonuje się, że Królestwo Boże jest dokładnie odwrotne do tego co widzimy na ulicy - królestwa "tego świata". Kiedyś pisałem o tym w poście "Czy czujesz się inny", ale dzisiaj zainspirowany głoszeniem Dr Petera Gamonsa chce mocno rozwinąć temat.

Kilka prostych i oczywistych dla większości chrześcijan przykładów:

Diabeł mówi: Bóg mówi:
Gromadź dla siebie Gromadź dla innych
Zazdrość i nienawidź innych Kochaj pomimo wszystko
Myśl tylko o sobie Myśl głównie o innych
Mądrość umysłu jest najważniejsza Mądrość serca jest najważniejsza
Żyj w oparciu o zachcianki ciała Żyj w oparciu o potrzeby ducha

Na tym jednak nie koniec, gdyż różnic tych jest znacznie więcej choć nie zawsze tak oczywiste. Oto kilka bardziej "zaawansowanych" przykładów:


Diabeł mówi: Bóg mówi:
Żyj w oparciu o racjonalne fakty Żyj w oparciu o niezmienną prawdę

Co to są fakty? - To jest to co widzę tu i teraz oczami ciała np. człowiek ma katar (albo nie żyje), na moim koncie jest 0 zł itd...
Co to jest prawda? - Dla niektórych to pytanie jest trywialne, dla innych jest ono punktem potknięcia w całej drodze za Bogiem. Otóż prawda to przede wszystkim definicja Słowa Boga, a wiec wszystko to co Bóg mówi na nasz temat, a gdy Bóg coś o nas mówi to dokładnie ma to na myśli i to właśnie stwarza do bytu (Rz 4:17)

Bóg mówi "[Chcę], aby ci się we wszystkim dobrze powodziło i abyś był zdrów tak, jak dobrze się ma dusza twoja" - 3J 1:2

"[Bóg] Nie ma zaś dla mnie większej radości, jak słyszeć, że dzieci moje żyją w prawdzie" - 3J 1:4  

Życie w prawdzie oznacza mówienie o sobie (i nie tylko) tego co mówi o nas i o innych Biblia, a nie fakty lub teorie, które mogą się w każdej chwili zmienić (np. Nie mam nic na koncie, ale gdy przyjdzie przelew nagle mam środki - fakty się zmieniły). Mówiąc inaczej: Skup uwagę na prawdzie, która jest niezmienna nawet gdy nie widzisz jej owocu, a nie na faktach, które widzisz, a to będzie budować twoją wiarę (bo mówienie to też słuchanie samego siebie - a więc słuchanie słowa Bożego).

Nie mów: Wyznawaj Prawdę o sobie:
Jestem chory
Źle się czuje
"Ranami [Jezusa] jestem uzdrowiony" (Iz 53:5)
Nie mam niczego "[Bóg] w Chrystusie ubłogosławił mnie wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios" (Ef 1:3)
"Boska jego moc obdarowała mnie wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności" (2P 1:3)
Nie uda mi się "Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie." (Flp 4:13)
Mam depresje "Kto ufa Panu, jest szczęśliwy." (Prz 16:20b)
Boje się "Bóg nie dał mi ducha bojaźni, lecz mocy, miłości, i trzeźwego myślenia" (2Tym 1:7)
Jestem alergikiem Jestem Bożym Dzieckiem (J 1:12) stworzonym na podobieństwo Boga (Rdz 1:27), uwolnionym przez Jezusa od wszelkiego przekleństwa (Gal 3:13)

"Przekujcie swoje lemiesze (złe słowa) na miecze (ducha), a swoje sierpy (bron nieskuteczną) na oszczepy (bron skuteczną)! [Dla przykładu:] Kto słaby, niech mówi: Jestem bohaterem!" - Jl 3:15

Nie mowie tutaj o afirmacji, która z definicji polega na wyzwaniu czegokolwiek co chcemy. My jako Chrześcijanie nie wyznajemy czegokolwiek co chcemy, ale wyznajemy prawdę Bożą zapisaną w Słowie (tak jak robił to Jezus podczas potyczki z diabłem w czasie postu). Jeśli uprzemy się, że grawitacji nie ma, to nie zmieni tego nasze nawet stuletnie wyznawanie (no chyba, że z mocą autorytetu nakażemy grawitacji na chwilę się wygasić, ale to inna historia bo wyznawanie a nakazywanie to dwie różne rzeczy).

 "Śmierć i życie są w mocy języka" - Prz 18:21

Jeżeli wyznajemy dobrze to mamy dobro, jeśli wyznajemy źle mamy zło. I czyja to jest wtedy wina? Boga, że nam nie pomógł lub pozwolił diabłu nas okradać? Nie, to jest nasza wina ponieważ mówiąc tak jak diabeł chce, dajemy diabłu legalny przystęp (Ef 4:27).


Kolejny przykład odwróconego porządku:

Diabeł mówi: Bóg mówi:
Buduj swoją wiarę patrząc w przyszłość, która kiedyś nadejdzie Buduj swoją wiarę patrząc w przeszłość na krzyż Golgoty

Za czasów starego przymierza jedynym sposobem, aby dostać się do nieba było niekończące się składanie ofiar za grzech które nie usuwały go a jedynie przykrywały. Mówiąc w skrócie nie można było mieć gwarancji pójścia do nieba, a miało się tylko nadzieje. Nadzieja patrzy więc w przyszłość na podstawie obietnicy. Wiara zaś, aby działać, musi być oparta nie o obietnicę, ale o jakiś dokonany i niezmieniający się fakt mający moc wystarczającą do tego na co mamy wiarę. Takim faktem który daje gwarancje pójścia do nieba każdemu kto zechcę oraz który daje moc do zwycięskiego życia (ponad diabłem) każdemu kto zechce była ŚMIERĆ i ZMARTWYCHWSTANIE Jezusa. To był moment zmiany z Starego na Nowe przymierze! Od tamtego dnia historia świata liczy się od nowa bo teraz Wiara ma podstawę do mocy sprawczej. Od tego dnia mamy juz nie tylko nadzieje, ale i wiarę która jest pewnością.
Aby wiara która nas zbawia (od grzechu, piekła, choroby, ubóstwa itd...) mogła działać musimy jednak oprzeć się o coś co jest ZA NAMI, a wiec na Golgotę, a nie w mglistą i nieznaną bliżej przyszłość. Jeśli jako narodzeni na nowo Chrześcijanie jedyne co robimy to patrzymy z tęsknotą na przyszłe życie z Panem w niebie to nasza wiara jako narzędzie do walki z dziełami diabła jest nieskuteczna i mówiąc krótko diabeł robi z nami prawie co chce.

Tak wiec to nie narodziny Jezusa zmieniły wszystko, ale jego śmierć i zmartwychwstanie zmieniły wszystko ! 

W Starym Przymierzu wiara tez działała bo choćby sam Abraham był dzięki niej usprawiedliwiony (z nieposłuszeństwa i wbrew nakazowi Bożemu samodzielnych prób rozwiązywania problemów). Wtedy wiara działa również poprzez patrzenie na krzyż Golgoty (choć nie wprost oczywiście) i wtedy było to patrzenie w przód. Dzisiaj gdy krzyż jest za nami tamte metody nie będą działać.

Nie mówię, aby rozpamiętywać swoją własną przeszłość i użalać się nad rozlanym mlekiem lub trwać ciągle w starych sukcesach. Mówię, aby wiarę opierać o krzyż, który już BYŁ i jest to FAKT. Co miało się dokonać już się dokonało i możemy z tego korzystać bez obaw, że coś się zmieni.

"Albowiem [Jezus] jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są uświęceni" - Hbr 10:14
 



czwartek, 9 sierpnia 2018

Jezus w kościele

Czym jest kościół? Oczywiście ciałem Chrystusa na ziemi. Jest też społecznością lokalną ludzi którzy przynajmniej w teorii zawierzyli mu swoje życie i chcą być jego uczniami ze wszystkich sił. Kościół w takim rozumieniu dostał od Boga misję szerzenia jego królestwa na ziemi i niszczenia dzieł diabła takich jak choroby czy bieda.

Wiele dzisiejszych kościołów lokalnych nie ma jednak dużych owoców na tym polu. Wręcz przeciwnie można powiedzieć że niczym się nie różnią od świeckich organizacji czy klubów wzajemnej adoracji do miłego spędzenia czasu. 

Salomon powiedział kiedyś: "To, co było, znowu będzie, a co się stało, znowu się stanie: nie ma nic nowego pod słońcem” (koh 1:9)

Jezus objawiający się Ap. Janowi na wyspie Patmos u schyłku jego życia prosił go o przekazanie nam opinii Bożej na temat siedmiu kościołów lokalnych z tamtych czasów (dzisiaj już ich niestety nie ma). Jedna z opinii jest miażdżąca:

"A do anioła zboru w Laodycei napisz: To mówi Ten, który jest Amen, świadek wierny i prawdziwy, początek stworzenia Bożego: Znam uczynki twoje, żeś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący! A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich. [...] Oto stoję u [twoich] drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną" - Obj 3:14-20

Jezus poprzez Ap. Jana mów te słowa do grupy ludzi w Laodycei która sama siebie nazywa kościołem, jest zimna duchowo, a ponadto sam Jezus (lub duch Jezusa) i Duch Święty są NA ZEWNĄTRZ i proszą o wejście do środka. 

Jeszcze raz: W mieście Laodycea ok 90 r. n.e. istniał KOŚCIÓŁ BEZ JEZUSA w środku! Ponadto Bóg ustami Salomona powiedział "To, co było, znowu będzie, a co się stało, znowu się stanie".

Oznacza to że skoro kiedyś był kościół "bez Jezusa" to znaczy, że dzisiaj na pewno też są kościoły "bez Jezusa".

Jak wiec wygląda kościół bez Jezusa? 
Na pewno na pierwszy rzut oka jest podobny do "normalnego". Ludzie się zbierają, modlą, czczą coś lub kogoś kogo utożsamiają z Bogiem. W takim kościele jest jakiś lider, który twierdzi, że powołał go Bóg i który teoretycznie prowadzi ludzi do Boga i który głosi Słowo Boże (pytanie tylko czy fragmentarycznie czy kompleksowo). Prawdopodobnie nie będzie się tam głosić prawdy Bożej która jest konfrontująca i zmuszająca do ciężkiej pracy, ale raczej ogłaszać i realizować cele ludzkie i cielesne. Będzie mówione to co ludzie chcą usłyszeć, aby czuć się dobrze w swojej cielesności, a sprawy ducha będą marginalizowane lub przeinaczane do aktualnych potrzeb chwili.

A zadajmy pytanie odwrotnie. Jak wygląda kościół "z Jezusem"?
Na pewno wszystko w takim kościele kręci się w około jego osoby. Jezus może swobodnie i suwerennie poruszyć się każdego dnia i realizować z kościołem swoje cele, które prawie zawsze są na przekór cielesności i wygodnemu stylowi życia. Po drugie w takim kościele będzie emanacja klimatu życia i celebracji jego zwycięstwa i osoby. Jezus będzie się czuł dobrze w takim miejscu i będzie on należycie uczczony i wywyższony za każdym razem. Nauka głoszona w takim kościele odzwierciedla to czego Jezus oczekuje od kościoła tzn aby kościół czynił ludzi zdolnymi do przeciwstawieniu się diabłu, cielesności i duchowi tego świata, aby ludzie umieli w pełni manifestować moc Bożą którą Bóg nam dał (Dz 1:8). W takim kościele sprawy ducha będą wyżej niż sprawy ciała.

Dlaczego Jezus jest na zewnątrz kościoła w Laodycei i dlaczego musi prosić jego członków o możliwość wejścia do środka?

Odpowiedź jest jest w samym pytaniu. Jezus nie jest tam mile widziany i nie jest należycie uczony. Pomyślmy czy jeśli rozmawiamy o królu i (teoretycznie) chcemy jego obecności to czy gdy zobaczymy go z daleka, że się zbliża to nie otworzylibyśmy mu drzwi na oścież i nie rozłożylibyśmy czerwonych dywanów w geście zaproszenia? Czy kazanie mu pukać do drzwi nie jest już pewną formą przekazu, że on tu nie rządzi i że przychodzi co najwyżej jako gość, a nie jako Pan?

Zastanówmy się: Czy kościół bez Jezusa może realizować Boże cele i naprawdę jest jego (Jezusa) ciałem na ziemi?

"A już i siekiera do korzenia drzew jest przyłożona; wszelkie więc drzewo, które nie wydaje owocu dobrego, zostaje wycięte i w ogień wrzucone." - Łk 3:9

Przypomnijmy sobie jak zareagował Jezus, gdy zobaczył, że dom Boży jakim była świątynia Jerozolimska nie realizuje Bożych celów, a generuje jedynie cielesne zyski grzesznym ludziom? Otóż miłosierny Bóg, kochający wszystkich Jezus skręcił bicz i z użyciem przemocy gwałtownie i szybko zrobił tam porządek przywracając standard Boży kosztem wszystkiego co cielesne.

"I skręciwszy bicz z powrózków, wypędził ich wszystkich ze świątyni wraz z owcami i wołami; wekslarzom rozsypał pieniądze i stoły powywracał. A do sprzedawców gołębi rzekł: Zabierzcie to stąd, z domu Ojca mego nie czyńcie targowiska." - J 2:15-16

Działanie Jezusa na pewno nie było na rękę lokalnym handlarzom i wszystkim, którzy ciągnęli zyski ze stanu, który był wcześniej. Ich serca nie były zainteresowane Królestwem Bożym, ale raczej królestwem ciemności (tzw "tym światem"). 

Dzisiaj wiele kościołów tak jak kiedyś, również stało się targowiskiem i klubami adoracji humanizmu, które realizują  interesy królestwa ciemności. Gdyby tak nie było po pierwsze oznaczało by to, że Salomon (i sam Bóg) kłamali mówiąc, że "co było to i będzie". A po drugie oznaczałoby to, że wszelki grzech, choroba i cierpienie powinno już dawno zniknąć z tego świata, a przecież nie znikło.

Biorąc więc pod uwagę, że dzisiaj na ziemi są kościoły w których Jezus jest w środku (bo prawdziwego kościoła bramy piekielne nie przemogą i będzie on trwał zawsze Mt 16:18) i są "kościoły" w których Jezus jest na zewnątrz, zastanów się drogi czytelniku czy możesz powiedzieć, że kościół lokalny do którego TY chodzisz co niedziela (lub częściej) może pochwalić się tym, że JEZUS JEST W ŚRODKU. A może nawet i cała twoja denominacja nie spełnia tego kryterium? Jeśli tak jest to ratuj się drogi czytelniku i uciekaj z niego! Uciekaj do życia! Do kościoła w którym Jezus jest "w środku" i w którym ty jako uczeń Chrystusa będziesz żył.

"Uwierz w Jezusa jako Pana [swojego życia], a będziesz zbawiony, ty i twój dom" - Dz 16:31


środa, 13 czerwca 2018

Francine Rivers - Sylas - Synowie pocieszenia cz 5

Po przeczytaniu pierwszej części z serii "Synowie pocieszenia" autorstwa Francine Rivers Duch wyraźnie wskazał mi abym w następnej kolejności przeczytał część piątą przedstawiającą Sylasa towarzysza Apostoła Pawła.

Autorska już na wstępie bardzo mocno podkreśla, że przedstawiona w książce historia jest tylko jej subiektywną propozycją wydarzeń, które opisują biblijne listy Ap. Pawła, Dzieje Apostolskie, a także po części Ewangelie. Wielkim wyzwaniem jest połączyć w całość wzmianki historyczne w źródłach biblijnych i pozabiblijnych, aby poukładać je w jedną całość, a jeszcze większym jest dodanie do nich esencji wypełniających tak aby tworzyć jedną całość nadającą się na powieść. Zadanie to jest tym bardziej trudne że dotyczy ono okresu kluczowego w dziejach rodzącego się chrześcijaństwa i nawet najdrobniejsze sprawy z tego czasu bardzo silnie rzutują na dzisiejszy ich odbiór, który zupełnie inaczej widzą różne grupy chrześcijan. Dla przykładu można podać katolików którzy odrzucają to, że Ap. Piotr miał żonę kończąc na protestantach, którzy twierdzą, że Ap. Piotra nigdy nie było w Rzymie. Ponadto mnie osobiście razi uległość Francine wobec tezy jakoby Ap. Paweł miał mieć problemy z widzeniem.

Trudności te wskazują, że w zasadzie niemożliwe jest aby teologicznie dopasować się do wszystkich. Czytając Sylasa widziałem bardzo silne starania autorki aby być "poprawnym politycznie" co dla mnie osobiście odbija się na minus. Niestety pomimo to denominacja przed zielonoświądkowa z której wywodzi się Francine odbija duży wpływ na to jakie biblijne fakty przedstawia książka, a jakie fakty pomija. Dla przykładu dla mnie zabrakło w niej aspektu duchowości. W książce nie ma ani słowa o modlitwie innymi językami! Nawet pięćdziesiątnica przedstawiona jest bardziej cieleśnie niż duchowo. Ap. Paweł, który sam o sobie powiedział, że modli się na językach więcej niż inni (1kor 14:18) przedstawiony w książce jest jako ktoś kto modli się tylko zrozumiałym językiem i wcale nie tak dużo. Moim zdaniem autorka nie rozumie duchowych aspektów chrześcijaństwa i dlatego też książka skrupulatnie pomija wszystkie te aspekty życia i nauczania Pawła, które dotyczą tych aspektów. W zasadzie na podstawie tej książki można by odnieść wrażenie, że rozdział 14 z pierwszego listu do koryntian nie istnieje. Jest to moim zdaniem ogromna wada tej książki i niestety eliminuje ją jako książkę dla młodych jeszcze nie dojrzałych w poznaniu więżących, aby im po prostu nie wykrzywiać poznania.

Kolejnym aspektem jest namaszczenie Francine do bycia ewangelistą. Niestety Ewangeliści mają tendencje do zaniedbywania budowy struktur i tego wszystkiego czym zajmują się apostołowie - budowania kościoła. Moim zdaniem Francine nie tylko nierozumie Nowo Testamentowej roli apostołów, ale także podświadomie podkopuje ich pracę. Niestety odbija się to w książce podczas portretowania bohaterów, którzy w zdecydowanej większości w rzeczywistości reprezentowali typ namaszczenia apostolskiego, a Francine przedstawia ich jako apostołów tylko z nazwy, a w praktyce nadając im cechy typowe dla rasowych ewangelistów. A przecież to nikt inny jak Ap. Paweł odebrał od Jezusa "tajemnice odwieczną" tzn. czym jest KOŚCIÓŁ oraz jak ma on wyglądać i jaka jest jego rola na ziemi. O tym w książce niestety ani słowa, co jest wielką stratą.

Autorka przez tę książkę próbuje nam powiedzieć, że do zwycięskiego życia z Bogiem wystarczy tylko wiara, którą w zasadzie myli z nadzieją. Gdzieniegdzie jej bohaterowie cytują Biblię, ale moim zdaniem brzmi to trochę jak "nowa łata do starego bukłaka". Po prostu widać, że są to wstawki pisane z "innego ducha" przez innego autora. Według Francine samo ufanie w rychłe przyjście Jezusa i w to, że Jezus przecież zmartwychwstał grzebiąc nasze grzechy wystarczy, aby przełamać omawiane w książce problemy takie jak depresja, klimat duszewności, presje tego świata itd.... Cóż, Ja mam co do tego inne zdanie i tego też zabrakło mi w tej książce - motywowania do życia życiem zwycięskim i opartym o ducha, a nie duszę i jej słabości. No, ale czy można mieć wszystko na raz?

Mimo tych wad książkę czyta się bardzo dobrze: miękko i przyjemnie. Nie jest to książka typu kazanie lub wykład Pisma po którym można być przeładowanym lub skonfrontowanym, ale jak już mówiłem jest to powieść z drobnym akcentem romansu. Za każdym razem po przeczytaniu rozdziału czułem się przyjemnie rozluźniony, zaciekawiony dalszej akcji, a także cudownie podniesiony na duchu i zachęcony do głębszego zainteresowania sprawami królestwa Bożego zamiast na cielesnym życiu doczesnym. To się Francine naprawdę udało, że czytając jej książki przybliża się Królestwo do serca człowieka.

Książka bardzo skutecznie zachęca nas do głoszenia ewangelii. Nie poprzez nakaz, ale poprzez nieustanne konfrontowanie się z przykładem bohaterów książki: Ewangelisty Pawła (jak to dziwnie brzmi) i jego gorliwości w nieustępowaniu, aby pozyskać jak najwięcej dusz, oraz Ewangelisty Piotra, który nauczał przykładem swojej złamanej dla Chrystusa duszy. Choć książka ta nie jest podręcznikiem jak być ewangelistą w zasadzie zawiera wszystko co w takim podręczniku być powinno: przykłady, wyzwania, trudności, praktyczne rozwiązania..... Cytując fragment rozważań wewnętrznych Sylasa, które włożyła mu w usta Francine (ewangelistka) na temat oporu wobec Dobrej Nowiny:

"Ileż to razy byłem świadkiem, jak na Dobrą Nowinę reagowano z gniewem i pogardą? Większość ludzi nie chciała słuchać słów prawdy, a tym bardziej w nie wierzyć. Przyjąć dar Chrystusa oznaczało przyznać, że wszystko na czym opierało się dotąd swoje życie nic nie dało. Oznaczało poddanie się przez człowieka potędze większej niż on sam. Niewielu chciało poddać się czemukolwiek poza własnymi żądzami. Jakże często trwamy w próżności, wciąż próbując odnaleźć własną drogę podczas gdy jest tylko jedna prawdziwa droga."

Autorka przenosząc nas w czasy drugiej połowy I wieku prezentuje rozprzestrzenianie się Królestwa Bożego i dobrej Nowiny w niespotykany dzisiaj sposób. Dosłownie jako żęcie dojrzałego ziarna które tylko czeka aż ktoś im przyniesie choćby ziarenko Dobrej Nowiny. Gdziekolwiek pojawią się apostołowie od razu znajdują się wpływowi i ważni ludzie podstawieni przez Boga, którzy momentalnie i bardzo gorliwie (nie to co dzisiaj) nawracają się i prawie następnego dnia są gotowi iść i nieść Ewangelię dalej, nie mówiąc już o gotowości poświęcenia dla Jezusa WSZYSTKIEGO. Czytając te historie wiedząc, że są przecież autentyczne zadawałem sobie pytanie: Dlaczego dzisiaj nie jest to tak proste jak kiedyś? A może jest, tylko ja tego jeszcze nie odkryłem. Dlaczego dzisiaj ludzie nie wytrzeszczają oczu gdy mówi się im zmartwychwstaniu i ratunku od potępienia w bezpłatnej ofercie Jezusa Chrystusa? Odpowiedz niestety jest smutna.... z powodu zaszczepienia ich serc przez religię, ale o tym innym razem.
Podsumowując książka ta jest warta przeczytania jako odprężenie od ciężkich teologicznie lektur, ale trzeba mieć świadomość jej bardzo istotnych wad, które mogą zniekształcać nasz odbiór Pisma i traktować jej treść tak jak sugeruje sama autorka - przez pryzmat Biblii.





środa, 30 maja 2018

Francine Rivers - Kaleb - Synowie pocieszenia cz 1

Seria "Synowie pocieszenia" autorstwa Francine Rivers to seria pięciu książek przedstawiająca pięciu Biblijnych mężów Bożych. Seria jest analogiczna do "Rodowodu Łaski" gdzie autorka przedstawia pięć kobiet które jako jedyne zostały wymienione imiennie w rodowodzie Jezusa Chrystusa.
W serii "męskiej" autorka prezentuje bohaterów których Biblia nie stawia jako głównych bohaterów, a raczej w ich cieniu, a którzy mimo to zmienili wieczność. Niewprawni czytelnicy Słowa mogą przez to nie dojrzeć głębi znaczenia tych bohaterów. Francine podnosi więc ten fakt i oddaje im tym samym należny im hołd.

Pierwsza książka z serii przedstawia więc postać - Kaleba syna Jefunnego. Autorka w typowy dla siebie sposób wypełnia przestrzeń pomiędzy biblijnymi faktami na temat opisywanego bohatera domysłami i beletrystyczną fabułą nadając książce niesamowity klimat, który przenosi czytelnika w czasy począwszy od Egipskich plag z księgi Wyjścia, aż do początków księgi Sędziów.

Cała akcja książki opisywana jest oczami Kaleba. Autorka ani na chwile nie oddala czytelnika od głównego bohatera co sprawia, że niejako utożsamiamy się z nim i poznajemy jego bogate życie wewnętrzne, najdrobniejsze nawet potyczki w sercu czy codzienne wybory - iść za Bogiem czy za niewiarą innych.

Kaleb okazuje się być człowiekiem wielkiej wiary. Wiary, która daleko wyprzedza pokolenie w którym przyszło mu żyć. Wiary której potrzebuje każdy z nas - uczniów Jezusa. Przykłady wyzwań jakimi musiał podołać Kaleb przez całe swoje życie takie jak odrzucenie, ryzyko narażenia się, przełamanie słabości czy poskromienie własnego temperamentu pozwalają nam wznieść się nam samym na poziom, który podoba się Bogu.

Moim zdaniem najlepszą cechą tej książki jest zaprezentowanie w niej standardu Bożego i jego wymagań względem każdego z nas. Gdy ją czytałem książka ta konfrontowała mój letni styl życia i pokazała, że radykalność dla Boga nie jest, aż tak trudna jak by się wydawało. 

Skoro Kaleb w czasach Starego Przymierza potrafił to ja który mam Ducha Świętego w sobie tym bardziej potrafię !