poniedziałek, 27 maja 2013

Powołanie proroka

Choć żyjemy w Nowym Przymierzu Boga z ludźmi opartym na ofierze Jezusa Chrystusa, w którym obowiązuje m. in. powszechne kapłaństwo (1P 2:9) Stare przymierze wciąż jest dla nas źródłem wielu mądrości i wiedzy na temat charakteru Boga, jak i metafor opisujących życie duchowe, do którego zostaliśmy przez Jezusa powołani. Chciałbym dzisiaj pokazać, w jaki sposób każdy z nas który narodził się na nowo z ducha (J 3:5) zostaje powołany do służby Bożej na przykładzie proroka Ezechiela.

„[...] doszło słowo Pana Ezechiela, syna Buziego, kapłana, w ziemi chaldejskiej nad rzeką Kebar, a ręka Pana spoczęła tam na nim. I spojrzałem, a oto gwałtowny wiatr powiał z północy i pojawił się wielki obłok […tu opis wizji Ezechiela...], tak wyglądał wokoło blask tego, co pojawiło się jako chwała Pana; gdy ją ujrzałem, upadłem na twarz. I słyszałem głos tego, który przemówił: - Synu człowieczy! Stań na nogi, a będę z tobą rozmawiał! A gdy przemówił do mnie, wstąpił we mnie Duch i postawił mnie na nogi, i słyszałem tego, który mówił do mnie." - Ez 1:3-4,28; 2:1-2

Chwała Pana, którą ujrzał Ezechiel w postaci orszaku czterech żywych istot oraz tronu Bożego i postaci człowieka obok tronu sprawiła, że ciało Ezechiela nie mogło ustać na równych nogach i jak czytamy Ezechiel „upadł na twarz”. Tu pozwolę sobie na ważną dygresję. Padanie na twarz w starym i nowym testamencie jest dość powszechne. W większości przypadków towarzyszyła jej (a raczej poprzedzała) silna obecność chwały Bożej. Ponieważ Chwała Boża ze swojej natury tak jak Bóg jest duchem (2Kor 3:17), można ją odczuć jedynie duchem, którego ma każdy człowiek. Aby to zrozumieć, musimy zgodzić się ze stwierdzeniem, że oprócz ciała i duszy (emocji) mamy również ducha.

Ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą” - 1Moj 2:7A myśmy otrzymali nie ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, abyśmy wiedzieli, czym nas Bóg łaskawie obdarzył. (13) Głosimy to nie w uczonych słowach ludzkiej mądrości, lecz w słowach, których naucza Duch, przykładając do duchowych rzeczy duchową miarę" -1Kor 2:12-13Chcę dowiedzieć się od was tego jednego: Czy przez uczynki zakonu otrzymaliście Ducha, czy przez słuchanie z wiarą?” - Gal 3:2
 
Albowiem zamysł ciała, to śmierć, a zamysł Ducha, to życie i pokój” - Rz 8:6

Powyższy werset z listu do Rzymian uczy nas, że to, co jest duchowe, jest w sprzeczności z tym, czego chce „ciało” w sensie nasza cielesność, ale również, zwłaszcza gdy zstępująca chwała lub moc Boża jest na tyle silna (tzn. jej przejaw w danym momencie jest wystarczająco silny) aby naszego biologiczne ciała nie były w stanie tego wytrzymać. Wtedy zaczynają się z nim pewnego rodzaju „kłopoty” np. „upadek na twarz”. Sam już kilkakrotnie doświadczyłem takiego stanu, więc wiem, o czym mówię. Choć ja doświadczyłem go ledwo kilka razy, to znam wielu (jak choćby moja kochana małżonka) którzy ten stan doświadczają bardzo często. Każdy na inne dary łaski i każdemu Bóg daje, jak chce (1Kor 11:12). Wracając jednak do Ezechiela, zwróćmy uwagę na jeszcze jeden szczegół z cytowanego już wersetu:

I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Stań na nogi, a będę z tobą rozmawiał! A gdy przemówił do mnie, wstąpił we mnie Duch i postawił mnie na nogi, i słyszałem tego, który mówił do mnie." - Ez 2:1-2

Zwróćmy uwagę, że Bóg nie chciał rozmawiać z Ezechielem, gdy ten leżał na ziemi powalony chwałą Boga. Zawsze, gdy czytamy o tym, że ktoś upadł na twarz przed Panem zgięty mocą Bożą lub bojaźnią i szacunkiem, Bóg zawsze nakazał mu wstać! Ważne, abyśmy zrozumieli, że nie kazał mu wstać dlatego, że uważał, że jest to złe, ale dlatego, że chciał wydobyć z człowieka szacunek również do samego siebie, a także nierzadko skupić jego uwagę, gdyż mówił rzeczy ważne! A jak wiadomo w zachwyceniu, które często towarzyszy stanowi „leżenia na twarzy” nie towarzyszy koncentracja.
Zwróćmy uwagę też na to, iż Bóg pomógł Ezechielowi wstać! Post ten powstał w sumie dzięki objawieniu, jakie dotarło do mnie, że Pan nie raz podźwignął mnie z niedoli i użalania się nad sobą po to, aby stojąc w pozycji zwycięscy móc uważnie słuchać tego, co On do mnie mówi i czego ode mnie oczekuje. Nawet psychologia udowadnia, że jeśli się garbimy, to nasze poczucie godności maleje, natomiast jeśli wypinamy pierś wysoko do góry nasza [naturalna] wiara w powodzenie i sukces rośnie. Nawiasem mówić właśnie dlatego ulubioną strategią diabła jest gnębienie i wmawianie nam, że nie jesteśmy nic warci, ale o tym możecie poczytać np. w poście Uzdrawiająca Prawda.

A gdy przemówił do mnie, wstąpił we mnie Duch i postawił mnie na nogi, i słyszałem tego, który mówił do mnie. I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Posyłam cię do synów izraelskich, do narodu buntowników, którzy zbuntowali się przeciwko mnie, zarówno oni, jak i ich ojcowie odstąpili ode mnie i odstępują aż do dnia dzisiejszego, do nich cię posyłam, a ty mów do nich, a oni - czy będą słuchać, czy nie poznają, że prorok był wśród nich" – Ez 2:2-5 

Z powyższego fragmentu słowa Bożego widać, że Pan powołał Ezechiela na proroka, co było już zaplanowane od początku świata (Ef 1:4). Bóg, aby mógł powierzyć mu to wcale nie łatwe zadanie, musiał sobie odpowiednio Ezechiela „przygotować”. W Piśmie świętym nie ma niestety, nic o tym jak wyglądało życie Ezechiela przed powołaniem, co przekonuje mnie, że to nie miało dla Boga żadnego znaczenia. Tak samo, jak w przypadku Izajasza, Apostołów, jak i wszystkich innych proroków, a także ludzi nowego przymierza, jakimi jesteśmy ja i ty, Bóg chcąc ich i nas użyć, musi najpierw oczyścić nas z grzechu, duchowych związań i cielesnych nawyków. To oczywiście dokonuje się najpierw na krzyżu Golgoty poprzez przyjęcie ofiary pojednawczej nas z Bogiem, którą jest śmierć Jezusa Chrystusa, kiedy to przez łaskę, a nie uczynki (Ef 2:8-9), nasz duch zmartwychwstaje wraz z Jezusem (Rz 6:11). Potem zaś poprzez nasze czyny (Mt 5:16) podczas wieloletniego procesu (na który był wysłany każdy sługa Boży) na który składa się krzyżowanie cielesności i karmienia się słowem Bożym, które wydaje w nas owoc ku przemianie nas na Boży charakter (Rz 7:5-6) nadający się do reprezentowania Boga w służbie podobnej, jaką dostał Ezechiel. Nie ma sensu bać się tego procesu lub uciekać przed nim, gdyż stoi, zanim sam wszechmocny Bóg, który jest przecież żywą miłością. On nas zna (2Moj 33:12) więc czyni ten proces w sposób jak zawsze doskonały. Delikatny na miarę naszej wytrzymałości, a jednak skuteczny i nieustępliwy. Zobacz też post Jak Glina w Piecu oraz Wszystko z powodu Miłości. Oczywiście wszyscy prorocy działający dla Boga w czasach przed pojawieniem się Jezusa Chrystusa i przed jego ofiarą musieli być oczyszczeni w inny sposób niż my. Nas to jednak nie dotyczy. Dla dociekliwych jako ciekawostka zdradę, że sposobem tym było, nazwijmy to „chwilowe pochwycenie” i przemiana ich ducha nie tu na ziemi (gdzie nie było jeszcze wylanego Ducha Świętego) ale bezpośrednio przed tronem Bożym. Ezechiela również to nie ominęło. Jak czytamy dalej: 

I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Zjedz to, co masz przed sobą; zjedz ten zwój i idź, a mów do domu izraelskiego. A gdy otworzyłem usta, dał mi ten zwój do zjedzenia. I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Nakarm swoje ciało i napełnij swoje wnętrzności tym zwojem, który ci daję! Wtedy zjadłem go, a on był w moich ustach słodki jak miód” - Ez 3:1-3 „Nadto rzekł do mnie: Synu człowieczy! Wszystkie moje słowa, które będę mówił do ciebie, przyjmij do serca i słuchaj uszami!” - Ez 3:10 

Te wydawałoby się proste instrukcje dla Ezechiela wcale nie były proste. Jak czytamy w wersecie 14 trzeciego rozdziału, Duch znowu musiał podnosić Ezechiela z ziemi, na którą upadł po usłyszeniu tych słów.

A Duch podniósł mnie i porwał z sobą. I szedłem w zaprawionym goryczą podnieceniu ducha, a ręka Pana mocno mi ciążyła. I przybyłem do Tel-Abib do wygnańców mieszkających nad rzeką Kebar, i przebywałem tam osłupiały siedem dni wśród nich” - Ez 3:14-15

Przy okazji zwrócimy uwagę, że obecność Boża, która jest w stanie „zagiąć i powalić” nasze biologiczne ciała, często czyni w nas trwałe i pożądane zmiany na lepsze. W wersecie 9 czytamy bowiem, że Ezechielowi „opłacało się” być „powalonym” przez Boga. 
Jak diament twardszy niż krzemień uczyniłem twoje czoło. Nie bój się ich i nie drżyj przed nimi, gdyż to dom przekory!” - Ez 3:9 

Czy więc gdybyś był na miejscu Ezechiela, rwałbyś się do służby Bogu, czy może raczej próbował, byś się wykręcać jak Mojżesz (2Moj 4:13) czy Jonasz (Jon 1:3)? Jezus nasz pan powiedział:

Jeśli ktoś chce pójść za Mną [by być uczniem moim], niech się wyrzeknie samego siebie, weźmie swój krzyż i wyrusza w moje ślady. Bowiem kto by chciał zbawić [po swojemu] duszę swoją [ten] zatraci ją. Kto zaś zatraciłby duszę swoją dla mnie i dla Dobrej Nowiny ten ją ocali od śmierci” - Mk 8:34-35 „I rzekł Piotr do niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za tobą. A Jezus odpowiedział mu: Zaprawdę powiadam wam, nie ma takiego, kto by opuścił dom albo braci, albo siostry, albo matkę, albo ojca, albo dzieci, albo pola dla mnie i dla ewangelii, który by nie otrzymał stokrotnie, teraz, w doczesnym życiu domów i braci, i sióstr, i matek, i dzieci, i pól, choć wśród prześladowań, a w nadchodzącym czasie żywota wiecznego” - Mk 10:28-30 

Jeśli wciąż nie jesteś przekonany, że warto iść za Bogiem i stawać się uczniem Chrystusa, bo np. boisz się „padać na twarz”, jak Ezechiel, albo boisz się prześladowań lub może po prostu nie znasz jeszcze Boga tak dobrze, polecam ci przeczytać te oto kilka postów: