wtorek, 23 lipca 2013

"Żydzi - naród przyszłości" Recenzja książki

Ostatnio przeczytałam książkę Ulfa Ekmana „Żydzi naród przyszłości”. Z pozoru kolejna książka o historii narodu Żydowskiego. Ale tylko z pozoru. Książkę czyta się świetnie. Jest napisana lekko i kompetentnie. Autor, świetnie opisuje przyczyny i ciągi przyczynowo – skutkowe. Jedynie tak z patriotycznego punktu widzenia można się przyczepić do poruszanej kwestii polskiej, ale o tym dalej.

W książce, na początku autor porusza kwestię powstania Narodu Żydowskiego, czyli wyjście z Egiptu, nadanie prawa, ukształtowanie mentalności. Dodatkowo jest świetna część poświęcona Bożej wierności względem Żydów. I ta część jest chyba moją ulubioną. Bóg jest wierny. To Jego permanentna cecha. Kompletnie niezmienna. A wybranie Żydów na ukochany naród jest wieczne i niezmienne jak sam Bóg. Ekman umiejętnie wprowadza wiele cytatów na poparcie tego, co pisze, więc nie można mu zarzucić manipulowania Pismem.
Kolejnym rozdziałem jest Ziemia. Ten rozdział poświęcony jest terytorium państwa Żydowskiego. Krok po kroku od Abrahama autor pokazuje, jak to się stało, że konkretne tereny trafiały pod panowanie Żydowskie.
W kolejnych rodziałach autor pokazuje powstanie antysemityzmu. Co może niektórych zaskoczyć, istnieje również antysemityzm chrześcijański. Tu zainteresowanych odsyłam do książki. Przecież nie mogę opisać całości, bo przecież nie byłoby po co jej czytać, a recenzja ma raczej zachęcać.
Bardzo ciekawy jest też dodatek z chronologicznym przedstawieniem historii narodu Izraelskiego począwszy od 2000 p.n.e. (Abraham) aż do 2003 n.e. kiedy to książka ukazała się drukiem w USA, oraz kilka mapek i zestawień demograficznych.

Dla kogo jest ta książka? Dla każdego, kto choć trochę jest zainteresowany tematyką żydowską. Książka jest biblijna to raz. Dwa jest pisana z perspektywy chrześcijańskiej, a nie żydowskiej i ich kulturowego bla bla. Chrześcijańskie ujęcie historii narodu wybranego przez Boga na wieki, ujawnia (dla niektórych może zaskakującą) role Izraela dla samego chrześcijaństwa. Książka obala schematy, w których wyrośliśmy, pokazuje kim Żydzi byli, są i będą w historii zbawienia całej ludzkości, oraz kim są w planie Boga dla świata i ludzi.

Niestety Polska jest przez Ekmana wrzucona do jednego worka z Rosją w kontekście antysemityzmu. Ekman przywołuje nawet pogrom Żydów w Płocku z okresu międzywojennego. Osobiście mam na ten temat trochę do powiedzenia.  W XVI w. Polska była nazywana Rajem dla Żydów. Na terenach polskich żyło wtedy ok. 80% światowej populacji Żydów. W XVII w. Polska była drugim po Turcji skupiskiem Żydów w Europie i ich liczebność szacuje się na pół miliona. XVIII w. jak wiemy, był czasem rozbiorów. Ciężko tu mówić o tym, jak Polacy traktowali Żydów, ponieważ ludność zaczęła się mieszać, a polityka społeczna nie była polityką polską, a państw zaborczych. Jednakże w XVIII w. tuż przed zaborami Żydzi liczyli sobie 800 tyś. i stanowili 8% społeczeństwa polskiego. Rzeczywiście najgorsza sytuacja była w zaborze rosyjskim. W XIX w. na terenach polskich mieszkało ok. 4 mln Żydów co stanowiło 4/5 światowej populacji. Po odzyskaniu niepodległości Polskę zamieszkiwały 3 mln Żydów, co stanowiło jedną z największych społeczności na świecie. Mówiono głośno o pogromach, ale wysłannicy mający zbadać sytuację Żydów w międzywojennej Polsce stwierdzi, że incydenty były rozdmuchane a sytuacja Żydów w Polsce jest lepsza niż w państwa ościennych, a największe pogromy odbywają się nie w Polsce, a na Ukrainie. W 1921 populacja Żydów stanowiła 10,5% całej ludności Polski.

Jako ciekawostkę dodam, że 6339 odznaczeń Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata (najwyższe izraelskie odznaczenie cywilne nadawane nie-Żydom) należy do Polaków. Stanowi to 26% wszystkich do tej pory przyznanych odznaczeń i tym samym stawia Polskę jako najliczniej reprezentowany kraj. Myślę więc że nazwanie Polski jako całości krajem antysemickim jest grubym przesadzeniem.

Podsumowując przymykając oko na niezrozumienie autora szczegółów Polskiej relacji z Izraelem i przemycane zafałszowania historycznych wynikających jak się domyślam z niewiedzy książka jak najbardziej nadaje się do polecenia zwłaszcza tym który odczuwają dziwną (i nie Bożą) niechęć do narodu wybranego.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Szkoła Ufności

Bóg jest Bogiem, który jest zainteresowany pomaganiem swoim dzieciom i odpowiadaniem na ich potrzeby i pytania o przyszłość. Aby jednak usłyszeć Boży głos, często trzeba „chcieć” go usłyszeć i po prostu dać Bogu szansę.
Owszem Duch święty będzie cię delikatnie przekonywać, aby odłożyć swoje obowiązki na chwilę albo wszystkie inne czynności, które diabeł rozpaczliwie chce ci w tym momencie podsunąć pod nos (on już wie, że Bóg do ciebie dzwoni).

I właśnie tak ostatnio miałem. Miałem silne duchowe przeczucie, że duch święty chce mi coś powiedzieć, i jednocześnie duszewno-emocjonalną chęć użalania się nad sobą jako opozycja do słuchania Boga. W końcu jednak podjąłem męską decyzję. Siadam do biblii i nie obchodzą mnie już okoliczności.
Od pierwszej chwili Bóg pokierował mnie do księgi Królewskiej, gdzie trafiłem na bardzo ciekawe świadectwo godne naśladowania. Tym postem spróbuję wam przekazać, co Bóg powiedział do mnie z trzech rozdziałów tej księgi.

W trzecim roku panowania Ozeasza, syna Eli, króla izraelskiego, [w Jerozolimie] objął władzę królewską Hiskiasz, syn Achaza. Miał dwadzieścia pięć lat, gdy objął władzę królewską, a dwadzieścia dziewięć lat panował w Jeruzalemie. Czynił on to, co prawe w oczach Pana, wszystko tak, jak czynił Dawid, jego praojciec” - 2Krl 18:1-3

Na Panu, Bogu Izraela, polegał, tak że nie było po nim takiego, jak on w gronie wszystkich królów judzkich, ani w gronie jego poprzedników. Był przywiązany do Pana i nie odstępował od niego, przestrzegając przykazań, jakie Pan nadał Mojżeszowi. Toteż Pan był z nim, wszystko, co przedsięwziął, wiodło mu się” - 2Krl 18:6-7

„On to zniósł świątynki na wyżynach, potrzaskał słupy i rozkruszył węża miedzianego, którego sporządził Mojżesz; do tego bowiem czasu synowie izraelscy spalali mu kadzidło, nazywając go Nechusztan” - 2Krl 18:4

„Zbuntował on się przeciwko królowi asyryjskiemu i wypowiedział mu poddaństwo. On to pobił Filistyńczyków aż do Gazy i jej okręgów, od wieży strażniczej aż do grodu warownego” - 2Krl 18:8

Hiskiasz został królem, gdy miał mniej więcej tyle lat co ja teraz. Zastał kraj w głębokim kryzysie, będący lennikiem Asyrii, a co gorsze pogrążony w głębokim bałwochwalstwie, które drażniło Boga, zwiastując jeszcze gorsze następstwa. Dzieciństwo Hiskiasza też nie było udane. Jego ojciec był tak wielkim bałwochwalcą, że posuną się nawet do tego, iż zamordował swojego syna (brata Hiskiasza) na ofiarę dla bałwanów. Jak to się stało, że Hiskiasz przeżył, a ponadto zachował wiarę w jedynego Boga, pozostaje kwestą domysłów, jednak faktem jest, że Hiskiasz nie poszedł w ślady ojca i wyciągnął kraj ku świetności.

To na co najbardziej chcę zwrócić uwagę to opis szkoły duchowego dorastania Hiskiasza, która zaowocowała wspomnianym wyżej świadectwem o ufności Panu. Szkoła ta zaczęła się dla Hiskiaszowi zaraz po tym, jak awansował na liście diabła jako największe zagrożenie jego planów niszczenia ludzkości i odwracania ich od Boga (stało się to po zniszczeniu bożków i świątynek, które diabeł tak długo budował i które tak skutecznie drażniły Pana). Diabeł chce, aby ludzie cierpieli i aby byli jak najdalej od Pana. Co prawda moc diabła jest ograniczona, ale wciąż może nas zastraszać. To właśnie przydarzyło się Hiskiaszowi.

Jak czytamy diabeł posłał Sancheryba króla Asyrii, aby zdobył Samarię ówczesną stolicę Izraela (na co Bóg dał zgodę, patrz post Suwerenność Boga), a potem miasta Judejskie, które nie zdążyły jeszcze zregenerować się po fatalnych rządach ojca Hiskiasza. Zwróćmy uwagę, że diabeł nie czekał, aż reformy Hiskiasza przyniosą błogosławieństwo narodowi, tylko atakował od razu, gdy naród był jeszcze słaby.

Hiskiasz jak każdy Boży mąż musiał uczyć się swojej wiary i nie od razu miał jej pełnię. Popełnił wiele znanych nam błędów (a już na pewno mi). Próbował m.in. przekupić króla Asyryjskiego dając mu daniny, jednak nic tym nie osiągnął. To uczy nas, że diabła nie da się przekupić. Jego cel to nasza duchowa śmierć wiec pozbawianie się dóbr na jego rzecz jest czystą głupotą. Hiskiasz zrozumiał to dopiero, gdy był już lżejszy o całe zgromadzone złoto i srebro (lepiej późno niż wcale). Próbował też szukać pomocy w naturalnych (tzn. światowych) rzeczach. Naturalny sojusznik tzn. Izrael był już na kolanach w powodu swoich grzechów, więc sięgnął do Egiptu. Zwróćmy uwagę jak bardzo jest to krok wstecz w stosunku do tego co chciał Bóg, który wyprowadził ich z stamtąd nazywają go „domem niewoli”. Biblia uczy, że naturalne rzeczy nie przynoszą nam ratunku, tak więc Egipt również nie pomógł Hiskiaszowi. Zaczęła się więc jego czarna godzina, która jak się okazało, miała stać się punktem jego duchowej przemiany.
Jak czytamy, ponad 185 tyś. żołnierzy podeszło pod bramy Jerozolimy, w której nie było z byt wielu obrońców. Diabeł wiedział jednak że miasta chronią nie ludzie, ale wszechmocna ręka Pana i czekał, aż Hiskiasz upadnie w duchu na tyle, aby po prostu się poddać. Rozpoczął się wiec jedyny atak, który był dozwolony: Szyderstwo, kłamstwo, zastraszanie, przekupstwo i manipulacja!

W 2Krl 18:19-35 czytamy, jak to Sancheryb król Asyryjski naśmiewa się z Hiskiasza, próbując podburzyć przeciwko niemu lud, wypowiadając kłamstwa, oszczerstwa, a nawet oferując złudne bogactwa dla oczu i uszu. Jak nie przez zastraszenie to przez przekupienie albo manipulacje faktami, w których naprawdę ciężko jest odnaleźć prawdę byle by tylko osłabić wiarę i pozycję Hiskiasza. Swoją drogą czytając to kilkukrotnie, dochodzę do wniosku, że diabeł jest po prostu żałosny. Niestety, gdy uświadomiłem sobie, że diabeł mówi te same rzeczy do mojego życia i często im ulegam, już nie było mi tak do śmiechu.

Rodząca się ufność do Pana w Hiskiaszu była na tamtym etapie w stanie przynajmniej nie wdawać się z diabłem w dyskusję i kazać robić to samo ludowi. Oczywiście pokutował on też za grzechy i posłał listem do proroka o pomoc Bożą. Bóg jest wierny więc, gdy został zapytany, odpowiedział od razu:

Tak mówi Pan: Nie bój się tych słów, które słyszałeś, a którymi lżyli mnie pachołcy króla asyryjskiego. Oto Ja natchnę go takim duchem, że gdy usłyszy pewną wieść, powróci do swojej ziemi, a Ja sprawię, że padnie od miecza we własnej ziemi” - 2Krl 19:6-7

Czy myślicie, że diabeł tak łatwo ustępuje? Czy wiara Hiskiasza wzrosła na tyle, aby definitywnie wykopać diabła? Wzrosła na pewno, gdyż słowo Boże nigdy nie wychodzi z ust Bożych, nie wydawszy owocu, jednak Hiskiasz wciąż wierzył za mało i diabeł po krótkim czasie powrócił i robił to samo (diabeł jest naprawdę żałosny choć niestety mimo wszystko piekielnie skuteczny z powodu swojej nieskończonej determinacji).
Tak samo jest z naszym życiem. Dopóki definitywnie nie uodpornimy się na szyderstwa i kłamstwa diabła lub nie zbierzemy na tyle dużo wiary, aby go definitywnie wykopać z naszego życia, będzie on wracać aż do samego końca świata i nigdy mu się to nie znudzi, aby nas dręczyć. Musimy zrozumieć, że on po prostu nas nienawidzi i nie ma w nim ani kropli litości czy współczucia.

A gdy Hiskiasz przyjął z rąk posłów list [od Izajasza] i przeczytał go, poszedł do świątyni Pana i rozwinął go przed Panem, a potem modlił się Hiskiasz do Pana tymi słowy: Panie, Boże Izraela, który siedzisz na cherubach! Ty jedynie jesteś Bogiem wszystkich królestw ziemi, Ty stworzyłeś niebo i ziemię. Skłoń, Panie, ucho swoje i słuchaj! Otwórz, Panie, oczy swoje i patrz! Przysłuchaj się słowom Sancheryba, które on przysłał, aby urągać Bogu żywemu. Prawdą jest, Panie, że królowie asyryjscy wygubili ludy i ich ziemię, i powrzucali ich bogów w ogień, lecz nie byli to bogowie, ale dzieło rąk ludzkich z drzewa i z kamienia, więc mogli je zniszczyć. Teraz więc, Panie, Boże mój, wybaw nas, proszę, z jego ręki, a poznają wszystkie królestwa ziemi, że jedynie Ty, Panie, jesteś Bogiem” - 2Krl 19:14-19

Wtedy posłał Izajasz, syn Amosa, do Hiskiasza taką wiadomość: Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Słyszałem, o co się do mnie modliłeś w sprawie Sancheryba, króla asyryjskiego. [...] Przeto tak mówi Pan o królu asyryjskim: Nie wkroczy on do tego miasta ani nie wypuści na nie strzały, ani nie wystąpi przeciwko niemu z tarczą, ani nie usypie przeciwko niemu szańca. Drogą, którą przyszedł, powróci, a do miasta, tego nie wkroczy, mówi Pan. I osłonię to miasto, i ocalę przez wzgląd na ciebie i przez wzgląd na Dawida, mego sługę” - 2Krl 19:20,32-43

Bóg uosabia się z nami, więc atak na nas jest atakiem na niego. On nie pozwoli diabłu (ani nikomu) na atak na swoje dzieci, a już tym bardziej na niego samego. Pamiętajmy jednak, że Bóg oprócz tego, że jest wkładcą, który nie pozwala sobie ubliżać, jest też czystą miłością, więc nie spala żywym ogniem każdego, kto mu złorzeczy, bo gdyby tak było, to pewnie na ziemi nie byłoby już dzisiaj żadnego żywego człowieka. Chwała Bogu, że dzisiaj możemy usprawiedliwić się krwią Jezusa. Jak to było z usprawiedliwieniem w czasach Hiskiasza, wymagałoby długiej teologicznej dygresji, którą może tym razem wam odpuszczę.

Kto was dotyka, dotyka źrenicy mojego oka” - Za 2:12
Moimi owcami jesteście, owcami mojego pastwiska, a Ja jestem waszym Bogiem - mówi Wszechmocny Pan” - Ez 34:31

Jest pewna granica, której po przekroczeniu Bóg zareaguje bardzo szybko. Co prawda diabeł rzadko posuwa się aż tak daleko jednak czasem w głębokiej nienawiści i furii, aby zniszczyć jakiegoś człowieka, czasem mu się to zdarza. Tym razem ustami Sanchedryba wystawił Boga na następującą próbę:

„Powiedzcie Hiskiaszowi, królowi judzkiemu, tak: Niechaj cię nie zwodzi Bóg twój, na którym polegasz, myśląc: Nie będzie wydane Jeruzalem w ręce króla asyryjskiego. Oto ty słyszałeś o tym, co uczynili królowie asyryjscy wszystkim ziemiom, postępując z nimi jak z obłożonymi klątwą, a ty miałbyś wyjść cało? Czy wyratowali je bogowie tych ludów, które wytępili moi ojcowie?” - 2Krl 19:10-12

I stało się tej samej nocy, że wyszedł anioł Pański i pozbawił życia w obozie asyryjskim sto osiemdziesiąt pięć tysięcy [ludzi]. Toteż Sancheryb, król asyryjski, zwinął obóz i wyruszywszy powrócił [do siebie], i zamieszkał w Niniwie. A gdy oddawał pokłon w świątyni Nisrocha, swojego boga, zabili go Adrammelek i Szareser, jego [własni] synowie” - 2Krl 19:35-37

Szkoła Hiskiasza nie polegała jednak tylko na przetrwaniu oszczerstw i kłamstw. Jak czytamy jeszcze w czasie trwania oblężenia, Hiskiasz był atakowany również fizycznie. Diabeł dręczył go niemiłosiernie kłamstwem, zastraszaniem a do tego i śmiertelna chorobą, co do której nawet prorok zwiastun nadziei orzekł, że nic nie może poradzić i że wyrok Pana jest postanowiony. Myślę, że te słowa były dla Hiskiasza przełomem. W najczarniejszym momencie swojego życia, gdy w zasadzie powiedzielibyśmy podobnie jak żona Hioba „złorzecz Bogu i umrzyj”, Hiskiasz w pokorze oddał Chwałę Bogu i przyjął z pokorą jego wolę. Podobnie jak Hiob wiedział, że to, co zrobił, było dobre, a to, co go spotyka, jest tylko atakiem diabła z zemsty za te dobre czyny aniżeli prawdziwą wolą miłosiernego Boga, aby cierpiał. Tak skurczone serce przyciągnęło Boża uwagę i jak czytamy:

A zanim jeszcze Izajasz wyszedł ze środkowego podwórca, doszło go słowo Pana następującej treści: Wróć się i powiedz Hiskiaszowi, księciu mojego ludu, tak: Tak mówi Pan, Bóg Dawida, twojego praojca: Słyszałem twoją modlitwę, widziałem twoje łzy. Otóż, uleczę cię, trzeciego dnia wstąpisz do świątyni Pana” - 2Krl 20:4-5

Dalej czytamy, że Bóg dał mu znak w postaci cofnięcia słońca na nieboskłonie (co przesunęło cień na zegarku słonecznym o 10 stopni wstecz) a także przedłużył mu życie, które diabeł tak bardzo chciał skrócić. Od tego dnia Bóg już wiedział, że Hiskiasz jest osobą, na którą może liczyć, tak samo, jak na Dawida jego praojca, gdyż był wypróbowany jak glina w piecu.
Zastanówmy się. Czy Ufność, którą Hiskiasz pokładał w Panu, zawiodła go? Czy warto było przechodzić to jedno trudne oblężenie, aby „wiodło mu się wszystko co przedsięwziął” ?

Ja myślę, że szkoła, którą przeszedł Hiskiasz, sprawiła, że stał się on wielkim narzędziem Pana, którego mógł on używać w przyszłości. Jak czytamy, jednym z jego największych sukcesów było zbudowanie Akweduktu dostarczającego czystą wodę do miasta oraz zbiornik, który ją magazynuje. Jak dla mnie jest to metafora (a wiemy przecież, że ST jest pełny takich proroczych metafor odnoszących się do świata duchowego) pokazująca co trzeba zrobić (albo raczej jakim trzeba być) aby być człowiekiem który pokazuje i przynosi ludziom wodę ducha świętego i uczy ich jak go przyciągać i gromadzić. Czysta woda ducha świętego dająca życie i uzdrowienie rękami Hiskiasza płynęła do ludzi. Czyż to nie jest możenie każdego z nas?

Jezus rzekł:

Każdy, kto pije tę wodę [naturalną], znowu pragnąć będzie, ale kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu

Zachęcam każdego, nie trwóżmy się z powodu próby, ale oczekujmy tego co Bóg będzie w stanie uczyć z naszym życiem gdyż już ją zwycięsko przejdziemy. Bierzmy przykład z króla Hiskiasza i ufajmy.

poniedziałek, 27 maja 2013

Powołanie proroka

Choć żyjemy w Nowym Przymierzu Boga z ludźmi opartym na ofierze Jezusa Chrystusa, w którym obowiązuje m. in. powszechne kapłaństwo (1P 2:9) Stare przymierze wciąż jest dla nas źródłem wielu mądrości i wiedzy na temat charakteru Boga, jak i metafor opisujących życie duchowe, do którego zostaliśmy przez Jezusa powołani. Chciałbym dzisiaj pokazać, w jaki sposób każdy z nas który narodził się na nowo z ducha (J 3:5) zostaje powołany do służby Bożej na przykładzie proroka Ezechiela.

„[...] doszło słowo Pana Ezechiela, syna Buziego, kapłana, w ziemi chaldejskiej nad rzeką Kebar, a ręka Pana spoczęła tam na nim. I spojrzałem, a oto gwałtowny wiatr powiał z północy i pojawił się wielki obłok […tu opis wizji Ezechiela...], tak wyglądał wokoło blask tego, co pojawiło się jako chwała Pana; gdy ją ujrzałem, upadłem na twarz. I słyszałem głos tego, który przemówił: - Synu człowieczy! Stań na nogi, a będę z tobą rozmawiał! A gdy przemówił do mnie, wstąpił we mnie Duch i postawił mnie na nogi, i słyszałem tego, który mówił do mnie." - Ez 1:3-4,28; 2:1-2

Chwała Pana, którą ujrzał Ezechiel w postaci orszaku czterech żywych istot oraz tronu Bożego i postaci człowieka obok tronu sprawiła, że ciało Ezechiela nie mogło ustać na równych nogach i jak czytamy Ezechiel „upadł na twarz”. Tu pozwolę sobie na ważną dygresję. Padanie na twarz w starym i nowym testamencie jest dość powszechne. W większości przypadków towarzyszyła jej (a raczej poprzedzała) silna obecność chwały Bożej. Ponieważ Chwała Boża ze swojej natury tak jak Bóg jest duchem (2Kor 3:17), można ją odczuć jedynie duchem, którego ma każdy człowiek. Aby to zrozumieć, musimy zgodzić się ze stwierdzeniem, że oprócz ciała i duszy (emocji) mamy również ducha.

Ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą” - 1Moj 2:7A myśmy otrzymali nie ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, abyśmy wiedzieli, czym nas Bóg łaskawie obdarzył. (13) Głosimy to nie w uczonych słowach ludzkiej mądrości, lecz w słowach, których naucza Duch, przykładając do duchowych rzeczy duchową miarę" -1Kor 2:12-13Chcę dowiedzieć się od was tego jednego: Czy przez uczynki zakonu otrzymaliście Ducha, czy przez słuchanie z wiarą?” - Gal 3:2
 
Albowiem zamysł ciała, to śmierć, a zamysł Ducha, to życie i pokój” - Rz 8:6

Powyższy werset z listu do Rzymian uczy nas, że to, co jest duchowe, jest w sprzeczności z tym, czego chce „ciało” w sensie nasza cielesność, ale również, zwłaszcza gdy zstępująca chwała lub moc Boża jest na tyle silna (tzn. jej przejaw w danym momencie jest wystarczająco silny) aby naszego biologiczne ciała nie były w stanie tego wytrzymać. Wtedy zaczynają się z nim pewnego rodzaju „kłopoty” np. „upadek na twarz”. Sam już kilkakrotnie doświadczyłem takiego stanu, więc wiem, o czym mówię. Choć ja doświadczyłem go ledwo kilka razy, to znam wielu (jak choćby moja kochana małżonka) którzy ten stan doświadczają bardzo często. Każdy na inne dary łaski i każdemu Bóg daje, jak chce (1Kor 11:12). Wracając jednak do Ezechiela, zwróćmy uwagę na jeszcze jeden szczegół z cytowanego już wersetu:

I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Stań na nogi, a będę z tobą rozmawiał! A gdy przemówił do mnie, wstąpił we mnie Duch i postawił mnie na nogi, i słyszałem tego, który mówił do mnie." - Ez 2:1-2

Zwróćmy uwagę, że Bóg nie chciał rozmawiać z Ezechielem, gdy ten leżał na ziemi powalony chwałą Boga. Zawsze, gdy czytamy o tym, że ktoś upadł na twarz przed Panem zgięty mocą Bożą lub bojaźnią i szacunkiem, Bóg zawsze nakazał mu wstać! Ważne, abyśmy zrozumieli, że nie kazał mu wstać dlatego, że uważał, że jest to złe, ale dlatego, że chciał wydobyć z człowieka szacunek również do samego siebie, a także nierzadko skupić jego uwagę, gdyż mówił rzeczy ważne! A jak wiadomo w zachwyceniu, które często towarzyszy stanowi „leżenia na twarzy” nie towarzyszy koncentracja.
Zwróćmy uwagę też na to, iż Bóg pomógł Ezechielowi wstać! Post ten powstał w sumie dzięki objawieniu, jakie dotarło do mnie, że Pan nie raz podźwignął mnie z niedoli i użalania się nad sobą po to, aby stojąc w pozycji zwycięscy móc uważnie słuchać tego, co On do mnie mówi i czego ode mnie oczekuje. Nawet psychologia udowadnia, że jeśli się garbimy, to nasze poczucie godności maleje, natomiast jeśli wypinamy pierś wysoko do góry nasza [naturalna] wiara w powodzenie i sukces rośnie. Nawiasem mówić właśnie dlatego ulubioną strategią diabła jest gnębienie i wmawianie nam, że nie jesteśmy nic warci, ale o tym możecie poczytać np. w poście Uzdrawiająca Prawda.

A gdy przemówił do mnie, wstąpił we mnie Duch i postawił mnie na nogi, i słyszałem tego, który mówił do mnie. I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Posyłam cię do synów izraelskich, do narodu buntowników, którzy zbuntowali się przeciwko mnie, zarówno oni, jak i ich ojcowie odstąpili ode mnie i odstępują aż do dnia dzisiejszego, do nich cię posyłam, a ty mów do nich, a oni - czy będą słuchać, czy nie poznają, że prorok był wśród nich" – Ez 2:2-5 

Z powyższego fragmentu słowa Bożego widać, że Pan powołał Ezechiela na proroka, co było już zaplanowane od początku świata (Ef 1:4). Bóg, aby mógł powierzyć mu to wcale nie łatwe zadanie, musiał sobie odpowiednio Ezechiela „przygotować”. W Piśmie świętym nie ma niestety, nic o tym jak wyglądało życie Ezechiela przed powołaniem, co przekonuje mnie, że to nie miało dla Boga żadnego znaczenia. Tak samo, jak w przypadku Izajasza, Apostołów, jak i wszystkich innych proroków, a także ludzi nowego przymierza, jakimi jesteśmy ja i ty, Bóg chcąc ich i nas użyć, musi najpierw oczyścić nas z grzechu, duchowych związań i cielesnych nawyków. To oczywiście dokonuje się najpierw na krzyżu Golgoty poprzez przyjęcie ofiary pojednawczej nas z Bogiem, którą jest śmierć Jezusa Chrystusa, kiedy to przez łaskę, a nie uczynki (Ef 2:8-9), nasz duch zmartwychwstaje wraz z Jezusem (Rz 6:11). Potem zaś poprzez nasze czyny (Mt 5:16) podczas wieloletniego procesu (na który był wysłany każdy sługa Boży) na który składa się krzyżowanie cielesności i karmienia się słowem Bożym, które wydaje w nas owoc ku przemianie nas na Boży charakter (Rz 7:5-6) nadający się do reprezentowania Boga w służbie podobnej, jaką dostał Ezechiel. Nie ma sensu bać się tego procesu lub uciekać przed nim, gdyż stoi, zanim sam wszechmocny Bóg, który jest przecież żywą miłością. On nas zna (2Moj 33:12) więc czyni ten proces w sposób jak zawsze doskonały. Delikatny na miarę naszej wytrzymałości, a jednak skuteczny i nieustępliwy. Zobacz też post Jak Glina w Piecu oraz Wszystko z powodu Miłości. Oczywiście wszyscy prorocy działający dla Boga w czasach przed pojawieniem się Jezusa Chrystusa i przed jego ofiarą musieli być oczyszczeni w inny sposób niż my. Nas to jednak nie dotyczy. Dla dociekliwych jako ciekawostka zdradę, że sposobem tym było, nazwijmy to „chwilowe pochwycenie” i przemiana ich ducha nie tu na ziemi (gdzie nie było jeszcze wylanego Ducha Świętego) ale bezpośrednio przed tronem Bożym. Ezechiela również to nie ominęło. Jak czytamy dalej: 

I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Zjedz to, co masz przed sobą; zjedz ten zwój i idź, a mów do domu izraelskiego. A gdy otworzyłem usta, dał mi ten zwój do zjedzenia. I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Nakarm swoje ciało i napełnij swoje wnętrzności tym zwojem, który ci daję! Wtedy zjadłem go, a on był w moich ustach słodki jak miód” - Ez 3:1-3 „Nadto rzekł do mnie: Synu człowieczy! Wszystkie moje słowa, które będę mówił do ciebie, przyjmij do serca i słuchaj uszami!” - Ez 3:10 

Te wydawałoby się proste instrukcje dla Ezechiela wcale nie były proste. Jak czytamy w wersecie 14 trzeciego rozdziału, Duch znowu musiał podnosić Ezechiela z ziemi, na którą upadł po usłyszeniu tych słów.

A Duch podniósł mnie i porwał z sobą. I szedłem w zaprawionym goryczą podnieceniu ducha, a ręka Pana mocno mi ciążyła. I przybyłem do Tel-Abib do wygnańców mieszkających nad rzeką Kebar, i przebywałem tam osłupiały siedem dni wśród nich” - Ez 3:14-15

Przy okazji zwrócimy uwagę, że obecność Boża, która jest w stanie „zagiąć i powalić” nasze biologiczne ciała, często czyni w nas trwałe i pożądane zmiany na lepsze. W wersecie 9 czytamy bowiem, że Ezechielowi „opłacało się” być „powalonym” przez Boga. 
Jak diament twardszy niż krzemień uczyniłem twoje czoło. Nie bój się ich i nie drżyj przed nimi, gdyż to dom przekory!” - Ez 3:9 

Czy więc gdybyś był na miejscu Ezechiela, rwałbyś się do służby Bogu, czy może raczej próbował, byś się wykręcać jak Mojżesz (2Moj 4:13) czy Jonasz (Jon 1:3)? Jezus nasz pan powiedział:

Jeśli ktoś chce pójść za Mną [by być uczniem moim], niech się wyrzeknie samego siebie, weźmie swój krzyż i wyrusza w moje ślady. Bowiem kto by chciał zbawić [po swojemu] duszę swoją [ten] zatraci ją. Kto zaś zatraciłby duszę swoją dla mnie i dla Dobrej Nowiny ten ją ocali od śmierci” - Mk 8:34-35 „I rzekł Piotr do niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za tobą. A Jezus odpowiedział mu: Zaprawdę powiadam wam, nie ma takiego, kto by opuścił dom albo braci, albo siostry, albo matkę, albo ojca, albo dzieci, albo pola dla mnie i dla ewangelii, który by nie otrzymał stokrotnie, teraz, w doczesnym życiu domów i braci, i sióstr, i matek, i dzieci, i pól, choć wśród prześladowań, a w nadchodzącym czasie żywota wiecznego” - Mk 10:28-30 

Jeśli wciąż nie jesteś przekonany, że warto iść za Bogiem i stawać się uczniem Chrystusa, bo np. boisz się „padać na twarz”, jak Ezechiel, albo boisz się prześladowań lub może po prostu nie znasz jeszcze Boga tak dobrze, polecam ci przeczytać te oto kilka postów:

czwartek, 26 lipca 2012

Męska Odpowiedzialność - cz 2: Zobowiązanie

O tym że dzisiejszy świat ginie z powodu braku prawdziwych mężczyzn nie trzeba już chyba nikogo przekonywać. W poście część 1 pisałem o tym, jak ważne dla odmiany losu tej ziemi jest zwrócenie uwagę na relację Ojciec-Syn i duchowe konsekwencje klątwy pokoleniowej. Dzisiaj wychodząc ponad smutną rzeczywistość, która mną wtedy kierowała, chcę napisać o dobrej rzeczywistości, która mnie spotyka i Bożym działaniu w moim i nie tylko życiu.

Jak zapewne wielu chłopców moich rówieśników, jak i późniejszych, wyrastałem bez opieki ojca ziemskiego, a tym bardziej bez odczucia opieki Boskiego ojca w moim dzieciństwie. Choć mój ojciec był w moim życiu (a zapewne wielu mogło i tego nie doświadczyć) to nie wiele z tego, co mi przekazał, było dobre. Odczuwałem w swoim sercu pustkę i zniewieścienie, na które wewnętrznie nie chciałem dać zgody. Szukałem w swoim otoczeniu ludzi, którzy mogliby być moimi duchowymi ojcami jednak o dziwo, nawet w chrześcijańskim środowisku nie mogłem takich znaleźć lub byli oni zbyt bardzo zajęci, aby móc mi pomóc. Przeczytałem kilka książek jak być mężczyzną w Bożej definicji tego słowa, jednak wiecie książki to nie to samo co wzorzec. Niektórzy powiedzą, że przecież Jezus Chrystus jest naszym idealnym wzorcem. Prawda jest jednak taka, że nie miałem wtedy relacji z naszym Panem tak jak Mojżesz, aby być przez niego, tak realnie korygowany. Potrzebowałem wzorca ludzkiego. I Pan dał mi taki wzorzec.
W kluczowym momencie zdarzyło mi się spotkać człowieka, który w moim odczuciu spełniał tę definicję w 100%. Był on pastorem, kaznodzieją, misjonarzem, mężem i ojcem sześciorga dzieci, które go uwielbiały. Szkoda tylko, że był Amerykaninem ☺. Po krótkiej rozmowie powiedział mi zdanie, które zmieniło moje życie:

 „Jeśli nie możesz znaleźć wzorca do naśladowania, stań się nim” - Zach Neese

Myślę, że to zdanie wytłumaczyło mi bardziej „Jak być mężczyzną” niż wszystkie książki, jakie przeczytałem. Zorientowałem się, że mogę sam stać się wzorem poprzez siłę i determinację do tego, aby szukać prawdy i nie zgadzać się na wszechobecne zniewieścienie mnie i moich najbliższych kolegów w kościele. Chciałbym podzielić się z wami kilkoma myślami, do jakich doszedłem w czasie mojej wędrówki w zgłębianie tego tematu.

Prawdziwy mężczyzna jest odważny!

Bycie facetem to kwestia urodzenia. Bycie mężczyzną to kwestia wyboru” - zasłyszane.

Odwaga, o której piszę, nie jest głupotą. Bóg nie oczekuje od mężczyzny, że samotnie wyzwie na pojedynek mistrza king fu za to, że ten znieważył jego żonę. Bóg oczekuje od mężczyzny, aby wytrwał w razie wojny (każdego rodzaju wojny) i podjął zobowiązanie, jakie ma dla niego Bóg. Takim właśnie mężczyzną był król Dawid.

Choćby rozbili przeciwko mnie obozy, Nie ulęknie się serce moje, Choćby wojna wybuchła przeciw mnie, Nawet wtedy będę ufał” - Ps 27:3

Niestety diabeł też często kusi mężczyzn fałszywymi zobowiązaniami, takimi jak: „Honor ponad wszystko”. Iluż to wielkich w oczach Boga ludzi zginęło tylko z powodu głupich walk o „honor”. Bóg ma dla mężczyzn inne zadanie niż pstrykanie się po nosach i udowadnianie sobie nawzajem który z nich wyżej podskoczy. Niestety atmosferę podsyca fakt, że i wiele dziewczyn adoruje takich wyżej podskakujących facecików. My jako chrześcijanie powinniśmy mieć inne standardy.

Tylko bądź mocny i bardzo mężny, aby ściśle czynić wszystko według zakonu, jak ci Mojżesz, mój sługa, nakazał” - Joz 1:7

Bóg dał człowiekowi instrukcję, jak ma żyć, aby obfitować w błogosławieństwo. Jedyne czego człowiek teraz potrzebował to ODWAGI, aby na tej ścieżce wytrwać.

Piękne podsumowanie tego, czego Bóg oczekuje od mężczyzny można znaleźć w najnowszym filmie Courageous, twórców filmu Fireproof. Oto zobowiązanie, które podjęli bohaterowie filmu.

Uroczyście ślubuję przed Bogiem.
Wziąć pełną odpowiedzialność za siebie, moją żonę i dzieci.
Będę kochał ich, ochraniał i służył im.
Prowadził ich do Boga, jako duchowy przewodnik rodziny.
Będę wierny mojej żonie, kochał ją i szanował.
Będę gotowy oddać za nią życie, tak jak Chrystus oddał za mnie.
Będę uczył syna miłości do Boga z całego serca, z całego umysłu i z całej siły.
Będę uczył go szacunku dla władz i odpowiedzialności.
Będę walczył ze złem, dążył do sprawiedliwości, miłosierdzia i miłości.
Będę traktował innych z życzliwością, szacunkiem i współczuciem.
Będę pracował sumiennie dla dobra mojej rodziny.
Wybaczę tym którzy mnie skrzywdzili i pojednam się z tymi, których sam skrzywdziłem.
Będę żył uczciwie jako człowiek odpowiedzialny przed Bogiem.
Będę czcił Boga, słuchał Jego słowa i wykonywał Jego wolę.”

A teraz my uczniowie Chrystusa zastanówmy się, ilu z nas po oddaniu swojego życia naszemu Panu i zbawicielowi, podjęło trud, aby uczyć się jego słowa i podążać za nim i wypełniać jego wolę w naszym życiu i życiu naszych bliskich (zobacz post Wojownicy Chrystusa i Uczniowie Chrystusa)? Ilu z nas spośród tych, których życie należy do Pana, rzeczywiście zaczęło wkładać wysiłek i trud w to aby wypełniać Boże marzenia dla tego świata? Czy w ogóle znamy te marzenia naszego Pana?

Tak jak bohaterowie tego filmu wielu z nas wydaje się, że nie potrzebujemy podkreślać i przysięgać tego, że będziemy inni, bo wydaje nam się, że skoro duch Boży mieszka w nas i staramy się być pobożni, to jest to wystarczające.
Ja wierzę, że takie zobowiązania jak to, daje nam chrześcijanom czarno na białym świadomość tego, co mamy robić i że nie jest to bez znaczenia przed Bogiem. I to nie tylko nam mężczyznom.


Składajcie śluby i spełniajcie je Panu, Bogu waszemu; Wszyscy wokół niego niech złożą dary Strasznemu!” - Ps 76:12
A ci mężowie bardzo się zlękli Pana; złożyli więc Panu ofiarę i uczynili śluby” - Jon 1:16



Biblia wielokrotnie mówi o tym iż Pan ma upodobanie w ludziach, którzy składają mu śluby. Poczynając od ślubu wierności małżeńskiej mężczyzny względem kobiety i odwrotnie, kończąc na ślubach wstrzemięźliwości lub innych posług dla Pana. Ludzie ci zawsze byli otaczani przez Boga szczególnym błogosławieństwem i łaską i byli poważani przez ich pokolenie, gdyż nieśli oni prawdziwy sztandar Bożego działania, mając wpływ na ten świat. A czy właśnie nie do takiego wpływu zachęcał nas Jezus, mówiąc „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28:19)

Gdy złożysz Bogu ślub, nie zwlekaj z wypełnieniem go, bo mu się głupcy nie podobają. Co ślubowałeś, to wypełnij!” - Koh 5:3

Cytując dalej fragment filmu:

Chcę ostrzec każdego z was [tych, którzy podjęliście to zobowiązanie]. Teraz gdy już wiecie jak postępować i zobowiązaliście się do tego przed Bogiem i świadkami, jesteście podwójnie za to odpowiedzialni. Zapewniam was. Teraz możecie być pewni swych postanowień, bo tu i teraz, nie ma wyzwań, ani kontrowersji, ani konfliktów. Ale bądźcie pewni, że wyzwania się pojawią, i konflikty się pojawią, i kontrowersje się pojawią. I to będzie ten moment, w którym wypełniając to postanowienie, będziecie potrzebować ODWAGI”

Jeżeli mężczyzna złoży Panu ślub albo przysięgę, zobowiązując się do wstrzemięźliwości, to niech nie łamie swego słowa, lecz wykona wszystko, co wychodzi z jego ust” - 4Moj 30:3

Cały film, i całe moje przesłanie, jakie mam dzisiaj do was, zawiera się w tym oto przemówieniu głównego bohatera:

Jako policjant, widziałem z bliska głębokie cierpienie i spustoszenie spowodowane brakiem ojca w procesie wychowania dzieci. Nasze więzienia są pełne mężczyzn i kobiet, którzy żyli lekkomyślnie będąc opuszczonymi przez ich ojców. Skrzywdzeni przez mężczyznę, który powinien kochać ich najbardziej. Wielu z nich podąża tą samą ścieżką nieodpowiedzialności, jak ich ojcowie. Tak wiele matek poświęciło się dla swych dzieci. One nigdy nie miały dźwigać tego ciężaru same. Dziękujemy Bogu za nie.
Badania dowiodły, że dzieci potrzebują ojca i to w nie mniejszym stopniu niż matki. Nie ma co do tego wątpliwości.
Jak pewnie wiecie, nasza rodzina przechodziła tragiczną stratę naszej 9 letniej córki, Emily. Jej śmierć uświadomiła mi, nie tylko to, jak bezcenny był czas, który spędziliśmy razem, ale również to, że nie rozumiałem, jak ważną rolę miałem do spełnienia jako ojciec jej i naszego syna Dylana.
Po jej odejściu zapytałem Boga, by swym słowem wskazał mi jak być ojcem, którym być powinienem. Teraz wierzę, że Bóg żąda od każdego ojca by był odważny w tym co robi, by aktywnie włączał się do życia ich dzieci. Oznacza to więcej niż tylko być z nimi i utrzymywać ich, musi kroczyć z nimi przez ich życie i być wizualną reprezentacją charakteru Boga - ich Ojca w niebie. Ojciec powinien kochać swe dzieci, i strać się dotrzeć do ich serca. Powinien chronić je i dyscyplinować. Uczyć ich o Bogu. Powinien uczyć swe dzieci żyć uczciwie, traktować innych z szacunkiem. Powinien doprowadzić do tego, by stali się odpowiedzialnymi mężczyznami i kobietami, przeżywającymi swoje życie, które ma znaczenie w wieczności.
Ktoś słysząc to może sobie drwić, lub zignorować to. Ale mówię wam jako ojciec: Jesteście odpowiedzialni przed Bogiem, za możliwość wpływu na swe dzieci, którą otrzymaliście. Nie możecie “zasnąć za kierownicą”. Wręcz przeciwnie. Musicie obudzić się i zdać sobie sprawę, że wasza praca czy hobby nie mają znaczenia w wieczności, ale dusze waszych dzieci mają.
Niektórzy mężczyźni będą to słyszeć i zgodzą się z tym ale nie wprowadzą tego w życie. Zamiast tego, będą żyli dla siebie i zmarnują możliwość przekazania Bożego dziedzictwa dla następnego pokolenia. Ale są mężczyźni, którzy, niezależnie od błędów jakie popełnili w przeszłości, niezależnie od tego czego nasi ojcowie nie zrobili dla nas, dadzą siłę swych ramion i resztę swych dni Bogu, który kocha nas takimi, jakimi jesteśmy i nauczą swe dzieci, by robiły to samo. I jeśli to możliwe, kochali i pouczali innych, którzy nie mają ojca w swym życiu, a bardzo potrzebują pomocy.
Zapraszamy każdego mężczyznę, którego serce jest odważne i chętne by przyłączył się do nas [do naszego zobowiązania]. W moim domu decyzja została już podjęta.

Nie musicie już teraz pytać Kto będzie przewodził mojej rodzinie? Ponieważ dzięki łasce Boga, Ja będę. Nie musicie pytać, kto będzie uczył mego syna postępować za Chrystusem, ponieważ ja będę. Kto zaakceptuje odpowiedzialność za utrzymanie i ochronę mojej rodziny? Ja to zrobię. Kto poprosi Boga, by przerwał łańcuch destrukcyjnych wzorów w historii mojej rodziny? Ja to zrobię. Kto się będzie modlił za moje dzieci i im błogosławił, by śmiało realizowały to do czego ich Bóg powołuje? Ja jestem ojcem, Ja będę. Ja akceptuję tą odpowiedzialność i jest to mój przywilej, by to przyjąć. Chcę opieki i błogosławieństwa Boga w moim domu. Każdy dobry człowiek chce.

Więc gdzie jesteście odważni mężczyźni? Gdzie jesteście, ojcowie, którzy się boją Pana? To jest czas, by podnieść się i odpowiedzieć na wezwanie, jakie Bóg nam daje. I powiedzieć, "Ja będę, Ja będę…


AMEN. Ja podejmę wyzwanie! Będę odważny i będę mężczyzną! Dołączysz do mnie ?

A Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli doświadczani ponad siły wasze, ale wraz z trudnością da i siłę, abyście ją mogli przejść” - 1Kor 10:13


Film zdecydowanie polecam. Oficjalny Trailer ze strony http://courageousthemovie.com/

poniedziałek, 14 maja 2012

Czy Bóg zwleka z uzdrowieniem ?

Dzisiaj chciałbym zmierzyć się z pewnym zakorzenionym w sercach wielu z nas kłamstwem o tym że Bóg zwleka z okazaniem swojej miłości, mocy do uzdrowienia i wielu innych rzeczy. Jest bardzo ważne dla każdego zdrowo wzrastającego ucznia Chrystusa, aby mieć absolutną pewność, że Bóg nie zwleka z niczym, ponieważ mistrz kłamstwa – diabeł wykorzystuje najdrobniejszą nawet myśl o braku miłości i doskonałości planu Boga względem nas i tym hamuje nasz wzrost, czyni służbę bezowocną, ale nawet powoduje duchową śmierć wielu braci i sióstr. Kiedyś tylko dotknąłem tego tematu, dzisiaj rozwinę go.

Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy, chociaż niektórzy uważają, że zwleka, lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania” - 2P 3:9

Właściwie ten werset przy właściwym i pełnym zrozumieniu mówi sam za siebie.... Przyjrzyjmy mu się jednak bliżej. „Niektórzy uważają, że zwleka”. Zobaczcie już w czasach Ap. Piotra chrześcijanie byli prześladowani kłamstwami diabła o zwlekaniu Boga z dotrzymaniem swoich obietnic.


Ostatnio widziałem na własne oczy, jak Bóg potężnie uzdrawia ludzi w mgnieniu oka. Każdy z nas chciałby dostąpić tego typu potężnej mocy Bożej, a jednak większość z nas, jeżeli w ogóle jej doświadcza, to przyjmuje ją w małych porcjach przez wiele lat, aby po tych wielu latach powiedzieć, „Pan doprowadził do mojego uzdrowienia”. I wiecie co? Chwała Panu, że uzdrawia nas w sekundę i chwała Panu, że uzdrawia nas po 10 latach. No ale skoro Bóg nie zwleka z obietnicą pełnego (czyli fizycznego, emocjonalnego i duchowego) uzdrowienia nas krwią Jezusa, to czemu musimy czekać te przykładowe 10 lat?

Zanim podam odpowiedź, musimy być pewni, że rozumiemy jedną rzecz. Bóg jest suwerennym Bogiem i robi to, co ON chce na podstawie SWOJEGO planu i SWOJEJ przemyślanej przed wiecznością decyzji i jest pewne, że to jest NAJLEPSZA decyzja, jaką dało się podjąć uwzględniać wszystko oraz że on WIE, co robi.
Po drugie musimy być pewnie, że ufamy Bogu i wierzymy, że on jest wierny swoim obietnicom.

Gdyż widzenie dotyczy oznaczonego czasu i wypełni się niezawodnie. Jeżeli się odwleka, wyczekuj go, gdyż na pewno się spełni, nie opóźni się” - Ha 2:3
Bo wielka jest łaska twoja aż do niebios I aż do obłoków sięga wierność twoja” - Ps 57:11

A więc zapytajmy: Dlaczego Boże uzdrowienie się odwleka?

Aby zrozumieć odpowiedź, musimy zrozumieć, czym jest choroba i skąd się ona wzięła. Otóż choroba jest narzędziem diabła, aby niszczyć nasze ciała, które są świątynia ducha świętego oraz nasze życie, które powinno wielbić stwórcę i mu służyć. Choroba jest zawsze od diabła a nigdy od Boga, bo co to za ojciec, który z miłości torturuje swoje dzieci (takie rzeczy to tylko psychicznie chorzy robią, ale na pewno nie nasz doskonały Bóg).
Choroba przychodzi jako skutek oddalenia się od Boga i wkradania się grzechu do naszego życia. Gdy Bóg się oddala z powodu miłości do nas (aby nas nie zabić swoją świętością), miejsce to wykorzystuje diabeł i jego demony a te z kolei sprawiają w naszym życiu chorobę. Często, gdy zaczynamy chorować, przychodzi upamiętanie i powrót do Pana, a nawet wyciągniecie z tego lekcji na przyszłość, ale to tylko potwierdza regułę, że Bóg wszystko czyni ku dobremu (a więc w tym wypadku pozwolił diabłu działać) i użył tego do dobrego celu. Pomimo tej korzyści to nie on jest sprawcą choroby i musimy to dostrzec i pamiętać o tym!

A więc choroba to stan oddalenia od Boga. Grzech. Niekoniecznie prosty w zauważeniu, bo może to być np. grzech kogoś z naszej rodziny albo grzech posiadania w swoim domu na dnie szafy czegoś, co przyciąga i chwali demony (np. koszulki z rysunkiem smoka chińskiego). Nie chciałbym jednak się na tym teraz skupiać. Po prosu nie wpadajmy w panikę „Jakiego grzechu jeszcze nie wyznałem?”. Jeśli wyznałeś wszystkie swoje grzechy (te, które duch święty ci podsuwa do głowy) to uzdrowienie może nastąpić. Może, ale czasem jednak nie następuję....

Wyobraźmy sobie człowieka w grzechu. Znajduje się on w totalnej ciemności i jego oczy przywykły do tej ciemności. Bóg jednak ratuje go i wyprowadza na pełne światło i blask swojej obecności. Jeśli widzieliście kiedyś uwalnianych górników z kopalni po długim czasie spędzonym pod ziemią bez światła, to wiecie, że mają oni na oczach opaski, aby światło słoneczne nie uszkodziło ich siatkówek. Bóg „nie może” wyjąć cię z ciemności grzechu i postawić od razu w pełni światła, gdyż to mogło, by ci zaszkodzić, lub twoje serce popadłoby w pychę. W końcu skąd się wzięło powiedzenie „łatwo przyszło, łatwo poszło” ?
Innym przykładem jest ktoś bardzo zmarznięty, na skraju śmiertelnego wychłodzenia. Czy taką osobę wsadza się do sauny, w której jest 80°C (jeśli to pytanie jest za trudne, to wsadźcie kiedyś podczas ostrej zimy zlodowaciałe palce prosto pod ciepłą wodę z kranu). W ten sam sposób mogę zapytać, jak Bóg może okazać pełnie swojej żarliwej miłości do tych, którzy doświadczali od swoich najbliższych samych okrucieństw takich jak molestowanie czy nienawiść.
Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy, lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął” - 2P 3:9 

Bóg jest Bogiem wszechmogącym i może uzdrowić taką osobą „natychmiast” i od razu wsadzić ją do PEŁNI tak aby to przeżyła, jednak Bóg wie, że lepszym dla nas jest, abyśmy aklimatyzowali się w nim i aby skutki grzechu odpadały od nas powoli wraz z naszym indywidualnym wysiłkiem szukania go.

Gdy wszedł do pewnej wioski, wyszło naprzeciw niego dziesięciu trędowatych mężów, którzy podnieśli swój głos, mówiąc: Jezusie, Mistrzu! Zmiłuj się nad nami. A gdy ich ujrzał, rzekł do nich: Idźcie, ukażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Jeden zaś z nich, widząc, że został uzdrowiony, wrócił, donośnym głosem chwaląc Boga. I padł na twarz do nóg jego, dziękując mu, a był to Samarytanin. A Jezus odezwał się i rzekł: Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? A gdzie jest dziewięciu?” - Łk 17:12-17

Jak wspomniałem poważnym problemem jest ludzka pycha. Bóg jest potrzebny, gdy jestem chory lub w potrzebie. Gdy moje potrzeby zostaną zaspokojone to po co mi więcej Bóg? Czytając Stary Testament, widzimy wyraźnie, że naród wybrany wyjątkowo często popadał w ten grzech i to właśnie było przyczyną, że Bóg, który jest miłością, musiał wysyłać na nich kary i prześladowania (do czasu pierwszego przyjścia Jezusa).

Bóg zna nasze serce i on doskonale wie, co ono zrobi, gdy zostaniemy „cudownie” uzdrowieni w trybie przyśpieszonym i niestety wie, że większość z naszych serc nie przeszłoby tej próby, tak jak nie przeszły próby serca owych dziecięciu, o których pyta Jezus w Łk 17:17

Inną przyczyną choroby (np. bólu pleców) może być atak diabła w celu wyeliminowania cię ze skutecznej służby Bogu. Proszę jednak nie mylić własnej głupoty z atakami diabła, bo jeśli ktoś dźwiga ciężary, schylając się na prosty kręgosłup, to niech się nie dziwi, że go boli. Jeśli jednak jest to typowy demoniczny atak na twoje ciało, wtedy niezbędna jest pomoc drugiego człowieka z darem uzdrawiania. Dlaczego piszę, że drugiego człowieka, a nie samego Boga? Oczywiście Bóg może wysłuchać modlitwy i odpowiedzieć na nią, ale Bóg częściej potwierdza swoje słowo i swój charakter, który preferuje zależność jednych od drugich niż indywidualną niezależność. Pytanie tylko czy my mamy dość pokory i samozaparcia czyli czy rzeczywiście chcemy być uzdrowieni, nawet jeśli to będzie wymagało zmiany czegoś w nas i „ukrzyżowania siebie”? A poza tym gdyby Bóg odpowiadał tylko na indywidualne modlitwy, to po co biblia wspominałaby o darze uzdrawiania?

Choruje kto między wami? Niech przywoła starszych zboru i niech się modlą nad nim, namaściwszy go oliwą w imieniu Pańskim” - Jk 5:14


Takie zaś jest przymierze, które zawrę z domem Izraela po upływie owych dni, mówi Pan: Prawa moje włożę w ich umysły i na sercach ich wypiszę je, i będę im Bogiem, a oni będą mi ludem” - Hbr 8:10

Zobaczcie po upływie dni (a więc nie od razu) Bóg włoży do naszych umysłów i serc swoje prawo. Ja myślę, że takie „wkładanie” Bóg czyni cały czas nieprzerwanie od dnia naszego nawrócenia aż do fizycznej śmierci i z dnia na dzień (o ile podążamy w uczniostwie) nasze serca i umysły są po prostu wypełnione tym, co Boże coraz bardziej, a im więcej tego, co Boże tym mniej tego, co złe, a im mniej tego, co złe tym mniej chorób i cierpienia a więcej błogosławieństwa i działania Bożego w naszym życiu.



Czy więc w oczekiwaniu na Boże uzdrowienie, które na pewno nadejdzie, o ile przybliżamy nasze serca z dnia na dzień coraz bardziej do Pana, mam odstawić lekki i lekarzy? Ja zdecydowanie odradzam takie metody, o czym już wiele razy pisałem (branie lekarstw może być poczytane jako posłuszeństwo nakazowi korzystania z rozumu którzy dał nam Pan, a już na pewno nie jest grzechem braku ufności w jego nadprzyrodzoną moc). Pan ma wiele metod działania, nie ograniczajmy go tylko do jednej.

środa, 9 maja 2012

Pod krzyżem

A stały pod krzyżem Jezusa matka jego i siostra matki jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. A gdy Jezus ujrzał matkę i ucznia, którego miłował, stojącego przy niej, rzekł do matki: Niewiasto, oto syn twój!” - J 19:25-26

Dzisiaj chciałem zabrać was w podróż do miejsca, które jak żadne inne ma moc przemienić ludzką duszę. Dzisiejszy post jest niejako rozwinięciem tematu z postu „Jak bardzo kocha cię Bóg”. W książce „Gdy Bóg płacze” Steven Estes i Joni Eareckson Tada podają bardzo interesujący opis do sytuacji, która miała miejsce ok 2 tys. lat temu niedaleko Jerozolimy. Fragment przepisany z książki "Chłopak spotyka dziewczynę" Joshua Haris.

   Mojżesz błagał, żeby zobaczyć tę twarz i nie zobaczył (2Moj 33:18,20). Teraz była cała zakrwawiona. Ciernie, które Bóg posłał jako przekleństwo dla ziemskiego buntu, teraz wbijały się w jego własne brwi...
   „Położyć go!” Jeden z żołnierzy podnosi młotek, żeby wbić gwóźdź, ale w tym samym czasie jego serce musi dalej pompować krew, gdy ten przygotowuje przegub więźnia. Ktoś jednak musi podtrzymywać życie żołnierza chwila po chwili, bo żaden człowiek nie ma takiej mocy sam z siebie. Kto daje oddech jego płucom? Kto daje siłę komórkom jego ciała? Jedynie Boży syn, gdyż jak wiadomo „wszystko w nim ma istnienie” (Kol 1:17). Ofiara chce, żeby żołnierz żył, to ona udziela mu ciągłego istnienia. Mężczyzna bierze zamach...
   W tej krótkiej chwili Boży syn przypomina sobie, jak razem z ojcem tworzyli nerwy ludzkiego przedramienia. Odczucia, które wspomniane nerwy będą przekazywać do mózgu. Projekt okazał się bez zarzutu. Nerwy zadziałały doskonale. „W górę!” Podnoszą krzyż. Bóg wstawiony na widok publiczny w samej przepasce, ledwie mogący oddychać.
   Jednak to cierpienie to jedynie wstęp do innych, dużo bardziej przerażających. Syn zaczyna odczuwać coś obcego. Gdzieś w trakcie tego dnia zaczął unosić się nieziemski odór. Nie obok nosa, ale obok serca. Czuje się brudny. Ludzka złość zaczyna wślizgiwać się na jego czystą istotę, żywe odchody z naszych dusz. Umiłowany przez ojca teraz otoczony jest zgnilizną. Najgorsze jednak miało dopiero nadejść... Syn musi stanąć w takim stanie przed samym Ojcem.
  W tym samym czasie Bóg-ojciec w niebie podnosi się jak zaniepokojony lew, wstrząsa grzywą i ryczy gniewnie w stronę drżącej resztki człowieka wiszącej na krzyżu. Nigdy dotychczas syn nie widział ojca patrzącego na niego w ten sposób, nigdy nie odczuwał nawet najmniejszego gorąca jego oddechu. Ryk wstrząsa niewidzialnym światem i zaciemnia widzialne niego. Syn nie poznaje tych oczu.

   „Synu człowieczy! Dlaczego postępowałeś w ten sposób? Oszukiwałeś, pożądałeś, kradłeś, plotkowałeś, mordowałeś, zazdrościłeś, nienawidziłeś, kłamałeś, przeklinałeś, wydawałeś pieniądze na niepotrzebne rzeczy, przejadałeś się, cudzołożyłeś, byłeś nieposłuszny, sprzeniewierzałeś, oczerniałeś i bluźniłeś. Tyle obowiązków zaniedbałeś, tyle dzieci porzuciłeś! Ignorowałeś ubogich, tchórzyłeś, lekceważyłeś moje imię, zdradziłeś przyjaciół i manipulowałeś innymi. Czy kiedyś powstrzymywałeś swój cięty język? Jesteś obłudnym, żałosnym pijakiem. Ty, który molestujesz małe dzieci, sprzedajesz narkotyki, napadasz podróżnych i drwisz z rodziców. Jak śmiałeś fałszować wybory, wzniecać rewolucje, dręczyć zwierzęta i czcić demony? Czy ta lista nie ma końca? Rozbijanie rodzin, gwałcenie dziewic, szmuglowanie, stręczycielstwo, kupowanie polityków, wzywanie duchów, filmowanie pornografii, przyjmowanie łapówek. Podpalałeś budynki, przeprowadzałeś zamachy terrorystyczne, zakładałeś fałszywe religie, handlowałeś niewolnikami, a w tym wszystkim rozkoszując się każdym kąskiem i przechwalając wszystkim. Nienawidzę w tobie tych rzeczy, gardzę nimi! Czuję wstręt do wszystkiego, co ma związek z tobą! Teraz poczujesz mój gniew!

   Oczywiście, syn jest niewinny, Jest bez skazy. Ojciec wie o tym, ale boska para ma umowę i teraz musi nastąpić to, co niesłychane. Jezus zostanie potraktowany tak, jakby osobiście był odpowiedzialny za każdy popełniony kiedykolwiek grzech.
  Ojciec patrzy jak skarb jego serca, zwierciadlane odbicie jego samego, tonie w surowym, płynnym grzechu. Nagromadzony gniew stwórcy przeciw ludzkości każdego wieku wybucha w pojedynczym kierunku.

Ojcze! Ojcze! Dlaczego mnie opuściłeś?!

   Niebo nie słucha. Syn wpatruje się w tego, który tym razem nie może i nie sięgnie w dół oraz nie odpowie na wołanie. Trójca zaplanowała to. Syn zniósł to. Duch umocnił go. Ojciec odrzucił syna, którego kochał! Jezus, Bóg-człowiek z Nazaretu zginął. Ojciec przyjął jego ofiarę za grzech. Akcja ratunkowa ludzkości dobiegła końca.

   Nie odchodź zbyt szybko z tego miejsca. Patrz! Patrz na zwłoki tego, dzięki któremu TY jesteś wolny, przyjmij i pij, a będziesz zbawiony.


 
Lecz na dom Dawida i na mieszkańców Jeruzalemu wyleję ducha łaski i błagania. Wtedy spojrzą na mnie, na tego, którego przebodli, i będą go opłakiwać, jak opłakuje się jedynaka, i będą gorzko biadać nad nim, jak gorzko biadają nad pierworodnym” - Za 12:10


Gdyż Bóg nie przeznaczył nas na gniew, lecz na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który umarł za nas, abyśmy, czy czuwamy, czy śpimy, razem z nim żyli” - 1Tes 5:9-10

środa, 18 kwietnia 2012

Czym jest grzech?

Grzech to słowo, którego świat nie lubi (J 3:20). Dla nas chrześcijan obmytych krwią Chrystusa słowo to nie jest, już tak straszne, nie mniej wciąż mamy z nim problemy. Umniejszenie tych problemów było moją motywacją, aby napisać tego posta.

Słowo „grzech” z biegiem lat bardzo spowszedniało w głoszonych kazaniach i właściwie dzisiaj „wszystko” już można nazwać grzechem, a jednak Jezus żył bez grzechu (Hbr 4:15). Gdy słyszymy, że Jezus, wcielony Bóg żył bez grzechu często opadają nam ręce, myśląc sobie, że to dla nas niewykonalny standard. A jednak Bóg powiedział:

Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” - 1P 1:16

O byciu świętym napiszę następnym razem, dzisiaj jednak chce napisać o tym, co Bóg powtórzył aż pięć razy, a każdy się ze mną zgodzi, że jest to warunek konieczny na drodze do owej świętości.

Drżyjcie i nie grzeszcie! Rozmyślajcie w sercu swym na łożu i milczcie!” - Ps 4:5
Opamiętajcie się nareszcie i nie grzeszcie; albowiem niektórzy nie znają Boga” - 1Kor 15:34
Gniewajcie się, lecz nie grzeszcie; niech słońce nie zachodzi nad gniewem waszym” - Ef 4:26

Nie grzeszyć! Ale jak? Aby zbliżyć się do rozwiązania, przyjrzyjmy się wskazówkom, jakie zostawił nam Bóg.

Po pierwsze musimy znać Boga i jego naturę (zobacz post Boża miłość a grzech), że jest Bogiem, który nas kocha, jak ojciec kocha swoje dzieci. Tylko w ten sposób będziemy mogli w poprawny sposób się do niego odnosić (zobacz post Twoja pozycja, a Bóg).

Po drugie musimy „drżeć”. Ja rozumiem przez to, że musimy być świadomi swojej grzeszności (niedoskonałości) i bać się kary. Zdrowy strach wywołuje w konsekwencji opamiętanie, czyli zmianę drogi myślenia i postępowania.

Bać się Pana - znaczy nienawidzić zła” - Prz 8:13

Po trzecie musimy „rozmyślać w sercu” o zakonie Pana, innymi słowy musimy studiować to, co Bóg nam powiedział, abyśmy wiedzieli jak rozwiązywać problemy i pokusy, które spotykają nas na swojej drodze. Nikt nie uniknie pokus czy problemów dlatego, że nikt nie uniknie konfrontacji z diabłem (1P 5:8), właśnie dlatego miłosierny Bóg nie zostawił nas samych na pożarcie diabłu, ale dał nam wskazówki w postaci Biblii jak żyć godnie. (Kilka z nich możecie znaleźć tutaj)

Po czwarte musimy w pokorze i mądrości uznać za grzech to, co tym grzechem faktycznie jest i nie bać się tego, co tym grzechem nie jest! Np zamiana słowa „dziecko w łonie matki” na słowo „płód” nie usprawiedliwia, że aborcja wciąż jest morderstwem.

Greckie słowo άμαρτανω tłumaczone na język polski jako „grzech” dosłownie znaczy: chybiać celu, utracić, zaniedbać coś, zbłądzić, zawinić.

Odnosząc się do jedynego człowieka, który nie zgrzeszył tzn. Jezusa Chrystusa, pomyślmy:

Jezus nigdy nie chybił swojego celu lub inaczej nigdy nie minął się z powołaniem, a powołanie to nic innego jak wola jego Ojca. Nie chybił też w sensie doboru swoich uczniów (J 6:70). Jezus miał wiele celów, przychodząc na ziemie i wszystkie je spełnił! (Zobacz post Dar). Tak samo i my, aby nie grzeszyć, musimy wypełniać Boże powołanie do swojego życia, czyli być posłusznymi woli Ojca, który zaplanował już dla nas role przed stworzeniem świata (Ef 1:4)! Aby tego dokonać, trzeba oczywiście tak samo jak Jezus, spędzić setki godzin na modlitwie w celu poznania tej woli (którą objawia Duch Święty).
Idąc dalej, Jezus nigdy nic nie utracił ani nie zgubił. Troszczył się, aby nawet okruszki nie uległy zmarnowaniu.

Dopóki byłem z nimi na świecie, zachowywałem w imieniu twoim tych, których mi dałeś, i strzegłem, i żaden z nich nie zginął, prócz syna zatracenia, by się wypełniło Pismo” - J 17:12
A kiedy się nasycili, rzekł do uczniów swoich: Pozbierajcie pozostałe okruchy, aby nic nie przepadło!” - J 6:12

Kolejną cechą Jezusa było to, że nigdy nie zaniedbał niczego. Studiując ewangelie, widzimy, że pomimo iż ciężko pracował jako nauczyciel i uzdrowiciel, zawsze znajdywał czas na modlitwę do Ojca, swoich uczniów i przyjaciół nawet wtedy, gdy był już bardzo zmęczony.

Jezus nigdy też nie przekroczył prawa i niczego nie zawinił. Faryzeusze, którzy nienawidzili Jezusa, bardzo starannie szukali jego winny oraz starali się go podejść lub sprowokować, aby powiedział bluźnierstwo, jak jednak czytamy, nigdy nic na niego nie znaleźli.

I nikt nie mógł mu odpowiedzieć ani słowa, ani też już nikt od owego dnia nie odważył się go pytać” - Mt 22:46

To były cnoty Jezusa, zauważmy jednak że ten bezgrzeszny człowiek robił wiele rzeczy, które niektórzy również próbują nazywać grzechem. Np Jezus nie był pacyfistą. Gdy było trzeba, stosował przemoc zarówno fizyczną, jak i słowną.

Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką, i synową z jej teściową” - Mt 10:34-35
I skręciwszy bicz z powrózków, wypędził ich wszystkich ze świątyni wraz z owcami i wołami; wekslarzom rozsypał pieniądze i stoły powywracał” - J 2:15
Węże! Plemię żmijowe! Jakże będziecie mogli ujść przed sądem ognia piekielnego?” - Mt 23:33

Innym przykładem jest to, że Jezus nie bał się bycia sam na sam z kobietą. Choć wydaje się to niedorzeczne, znam takich „chrześcijan”, który tego zabraniają jako grzech.

... i pozostał Jezus sam i owa kobieta pośrodku” - J 8:9
 
Tego tematu nie będę dziś rozwijać, ale tylko go dotknę. Nie jest grzechem relacja męsko-damska, która nie kończy się małżeństwem. Nie jest też grzechem dotykanie i całowanie się o ile nasze myśli są podporządkowane Chrystusowi, choć czasem nie jest to łatwe i może być zdrowe dmuchanie na zimne. Grzechem jest przekraczanie Bożej woli, a z biblii wiemy, że np. stosunek płciowy zarezerwowany jest przez Boga wyłącznie dla pary, która się sobie ślubowała i tego przekraczać już nie wolno.
Mężczyźni i kobiety muszą jednak ze sobą rozmawiać i poznawać się sam na sam, aby zdecydować czy chcą się pobrać, czy nie. Jeśli boją się spotkań sam na sam tzn, że są zniewoleni i okradzeni przez diabła z tego, co Bóg ma dla nich. Aby więc umożliwić bezpieczne poznanie się, dobrze jest przyjąć formę „związku celowego”, tzn. takiego związku, który jest nastawiony z definicji na sprawdzenie się czy chcemy się pobrać, czy nie. Więcej na ten temat znajdziecie w książce, którą polecam pod tytułem „Chłopak spotyka dziewczynę” Joshua Harris.

Podsumowując, zadajmy sobie kilka pytań. Czy w swoim życiu zabiegamy o objawienie naszego celu życia i usilnie staramy się go wypełnić na przekór przeciwnościom? Czy studiujemy Boże słowo, aby wiedzieć co robić, a czego nie robić? Czy ograniczamy do minimum marnotrawienie czasu, środków i sił na rzeczy mało ważne w kontekście wieczności ? (Aby było jasne: Jezus też odpoczywał). Czy są rzeczy w naszym życiu, które są zaniedbane? Np jakaś dalsza rodzina potrzebująca naszej pomocy albo jakieś stare niedotrzymane obietnice? Czy gdy błądzimy i podejmujemy złe decyzje to szukamy sposobów, aby w przyszłości zabezpieczyć się przed takimi omyłkami, np poprzez regularne kontakty ze starszym w wierze?

Myślę, że powyższe pytania znacznie ułatwią nam dążenie do świętości.

Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” – Rz 5:8

Tego [Chrystusa], który nie znał grzechu, [Bóg] za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą” - 1Kor 5:21

 

poniedziałek, 26 marca 2012

Boży Plan

Dzisiaj podejmę próbę przybliżenia wam Bożego Planu, która mam nadzieję wyjaśni część stawianych mi przez wiele osób pytań. Jestem świadomy, że nasze poznanie jest cząstkowe, dlatego to co dziś napiszę to tylko część wywnioskowana na podstawie tego ułamka Bożej istoty jaką jest Pismo Święte i moje jego poznanie. Ponieważ ostatnie posty były dość przydługawe dzisiaj spróbuję się sprężyć.

A pytanie wyjściowe jest takie: Dlaczego Bóg stworzył diabła i dał człowiekowi wolną wolę ?

I zaraz popadłem w zachwycenie. A oto tron stał w niebie, na tronie zaś siedział ktoś […] a na środku tronu i wokół tronu [były] cztery żywe stworzenia pełne oczu z przodu i z tyłu. [...] Każde z czterech stworzeń miało po sześć skrzydeł, a wokół i wewnątrz pełne było oczu, i bez przerwy, dniami i nocami, powtarzało: Święty, święty, święty jest Pan, Bóg Wszechmogący, który był i który jest, i który przychodzi” - Obj 4:2,6,8 (dosł)


Wizja nieba z Objawienia św Jana pokazuje nam fragment tego co dzieje się w niebie. Otóż Bóg który jest stwórcą wszystkiego i który jest Panem panów i Królem królów jest 24h/dobę nieustannie wielbiony przez stworzone przez siebie istoty, które nie mają innego sensu istnienia jak tylko oddawać mu chwałę (Wers 9 w dosłownym tłumaczeniu mówi „ilokroć postacie oddadzą chwałę […] upada 24 starców [...]”). Można te postacie przyrównać do robotów, które nie myślą, robiąc to co mają zrobić najlepiej jak potrafią. Bóg jednak zasługuje na większą chwałę niż chwała robotów. A cóż może dać większą chwałę niż istota która wielbi 24h/dobę z przymusu? No właśnie większą chwałę może dać tylko istota, która czyni to z własnej nieprzymuszonej woli.
Dla przykładu wyobraźmy sobie lizusa który chodzi za swoim szefem i kadzi mu tylko dlatego, że gdyby tego nie robił to został by zwolniony oraz innego człowieka który wypowiada się dobrze o tym kierowniku choć nie łączą go żadne relacje z nim. Która opinia będzie dla owego szefa bardziej wartościowszą?
Jest pewne chińskie powiedzenie: Gdy masz konia pozwól mu biegać wolno. Jeśli ucieknie to nigdy nie był prawdziwie twój. Jeśli zaś sam powróci, znaczy to że twój jest prawdziwie.

No właśnie, tak więc widzimy, że Bóg, aby należycie się uwielbić potrzebował stworzyć istotę która ma wolną wolę i która będzie mogła z niej korzystać mając wybory lub inaczej mówiąc, opcje do wyboru. Wtedy Bóg wymyślił plan....

I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich. […] Potem zasadził Pan ogród w Edenie, na wschodzie. Tam umieścił człowieka, którego stworzył. I sprawił Pan, że wyrosło z ziemi wszelkie drzewo przyjemne do oglądania i dobre do jedzenia oraz drzewo życia w środku ogrodu i drzewo poznania dobra i zła” - 1Moj 1:27; 2:8-9

Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Oznacza to, że tak jak Bóg, człowiek miał wolną wolę, był suwerenny i miał panować nad stworzonym przez Boga światem. Oprócz tego Bóg od początku stworzył człowiekowi wybór między dobrem i złem, zakazując mu jeść z owocu drzewa poznania dobra i zła.

Dopóki człowiek nie podjął wyboru wciąż nie był istotą którą wielbiła by Boga tak jak on na to zasługuje, właśnie dlatego Bóg stworzył Szatana (Lucyfera). Jak naucza nas biblia był on archaniołem, jednym z trzech zaraz po Bogu. Bóg chcąc ukształtować człowieka zgodnie ze swoim planem, dał Lucyferowi możliwość buntu. Bóg nie stworzył więc zła, gdyż jest on czystym dobrem, ale dał możliwość diabłu, aby ten zbuntował się, tworząc zło. Bóg mu jedynie na to pozwolił. Skracając teologię duchowego królestwa ciemności dochodzimy do momentu gdy diabeł nienawidzący Boga za to, że ten jest lepszy od niego, postanowił zniszczyć to co Bóg tak bardzo kochał czyli człowieka. Diabeł nie miał jednak władzy nad człowiekiem. Jedyne co mógł zrobić to okłamać go! I tak człowiek dokonał wyboru...

A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła. Dała też mężowi swemu, który był z nią, i on też jadł” - 1Moj 3:6

To wydarzenie sprowadziło na świat GRZECH. Coś, czego nie stworzył Bóg, a jednak powstało. Powstało nie z bezpośredniej woli Bożej, ale z Bożego przyzwolenia. Dlaczego? Bo Bóg miał od początku taki właśnie plan i do tego wykorzystał diabła i jego bunt.

Biblia uczy nas, że Bóg od początku wiedział, że zgrzeszymy. Od początku wiedział, że będzie musiał poświecić swojego jednorodzonego syna – Jezusa, aby ten umierając za nas na krzyżu mógł oczyścić nas z winy Adama – grzechu pierworodnego. Widział o tym, a więc diabeł wcale nie zaszkodził Bogu jak sobie mniema, ale tak naprawdę wypełnił jego wolę (polecam zobaczyć post Boża suwerenność). Bóg wiedział o tym, a jednak to zrobił. Dlaczego? Była to bowiem jedyna droga w realizacji jego planu.

W [Chrystusie] bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości” - Ef 1:4


Człowiek po wybraniu grzechu, był nim brudny. Nie mógł więc stać w Bożej obecności, musiał więc zostać wygnany z raju, a chwała Boża opuściła go. Bóg jednak dalej opiekował się człowiekiem i jego synami. Choć musiał się od niego odsunąć to jednak nigdy go nie opuścił. Z czasem dał im Prawo (zakon Mojżesza), które jak pisze Ap. Paweł miało nauczyć ludzi, że potrzebują powrócić do Boga (Rz 3:20).

Czymże więc jest zakon? Został on dodany z powodu przestępstw, aż do przyjścia potomka, którego dotyczy obietnica […] wszystko poddane jest grzechowi, aby to, co było obiecane, dane było na podstawie wiary w Jezusa Chrystusa tym, którzy wierzą. Zanim zaś przyszła wiara, byliśmy wspólnie zamknięci i trzymani pod strażą zakonu, dopóki wiara nie została objawiona. Tak więc zakon był naszym przewodnikiem do Chrystusa, abyśmy z wiary zostali usprawiedliwieni” - Gal 3:19,22-24

Zakon, który jak pisze Paweł, jest niemożliwy do wykonania, miał jedynie popchnąć ludzi do Jezusa który jest drogą powrotu do Boga (J 14:6)! Bóg jednak nie naruszając wolnej woli człowieka, poświęcił swojego syna otwierając drogę do zbawienia w taki sposób, aby człowiek znów miał wybór. Wybór między życiem w usprawiedliwieniu i wolności Chrystusa lub pod przekleństwem zakonu i władzy diabła.

Jak pisałem w poście Historia o Królu część ludzi wybrała usprawiedliwienie (Rz 6:14), a część ludzi pozostała w umiłowaniu grzechu (J 3:19). Jak czytamy dalej w Objawieniu Jana przyjdzie dzień w którym wszyscy ci którzy nie wybrali krwi Jezusa i nie pomazali krwią baranki drzwi swojego serca zostaną wraz z diabłem definitywnie wrzuceniu do Jeziora ognia i tam unicestwieni (Obj 20:15). Pozostali zaś będą właśnie tymi, których Bóg od początku zapragnął mieć. Wypróbowanymi w wyborach ludźmi którzy pomimo swojej wielkiej potęgi (acz mniejszej od Bożej) oddają mu chwałę! Taka chwała choć nie jest i jak wierzę nie będzie 24h/dobę jest tysiące razy bardziej wartościowa dla Pana niż chwała istot anielskich.

I nie będzie już nic przeklętego. Będzie w [świętym Jeruzalem] tron Boga i Baranka, a słudzy jego służyć mu będą i oglądać będą jego oblicze, a imię jego będzie na ich czołach. I nocy już nie będzie, i nie będą już potrzebowali światła lampy ani światła słonecznego, gdyż Pan, Bóg, będzie im świecił i panować będą na wieki wieków” - Obj 22:3-5



Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego posta nie mamy przeświadczenia, że Bóg jest bezlitosnym i egoistycznym potworem. Bóg jest miłością (1J 4:8) i wszystko co czyni, czyni z powodu miłości. Bóg tak samo jak człowiek (a ściślej my tak samo jak Bóg) pragnie towarzystwa i bliskości człowieka, dlatego nas stworzył, a nie tylko dlatego abyśmy oddawali mu chwałę. Chwała to jedno, a miłość i relacja to drugie.